niedziela, 24 stycznia 2016

Jak wyrzucać rzeczy po byłym facecie?

Jak wyrzucać rzeczy po byłym facecie?
Tak, ten post jest dokładnie na ten temat – jak wyrzucać pamiątki, rzeczy, które nie zostały zabrane, a które budzą całą gamę najróżniejszych wspomnień i myśli. Ten temat jest bardzo ważny, bo jak zrobicie to dobrze, to okaże się, że przeprowadziłyście właśnie najpiękniejszy i najbardziej uzdrawiający rytuał odcinania się od przeszłości! Brzmi nieźle?
Dużo tu zależy od rodzaju związku i od tego, jak rozstanie przebiegło. Najbardziej upraszczając można podzielić związki na: 1)zdrowe, 2)deficytowe. O ile w tym pierwszym przypadku wyrzucanie powinno pójść w sposób gładki i bez żadnych przeszkód, o tyle w tym drugim może się przeciągać i być odkładane na kiedyś. W przypadku związków deficytowych cały ten proces dochodzenia do siebie ciągnie się jak guma Donald, bo przecież ten związek pełnił ważną funkcję – zapełniał jakąś pustkę, lęk, brak... Dlatego łatwo nie jest, ale to nie oznacza, że w ogóle jest to niewykonalne.
Oczywiście nie namawiam do spuszczania w toalecie laptopa należącego do byłego faceta, nawet jak jest ogromna pokusa by tak zrobić. Do wyrzucania najlepsze są rzeczy naładowane silnym emocjonalnym ładunkiem. Nie chodzi o to, by wyrzucić całą szafę, ale by znaleźć to, co powoduje najwięcej rozterek, bólu, emocji. Może być to jeden przedmiot, ale ważne by bardzo mocno kojarzył się z relacją. I teraz w zależności od upodobań dobrze jest zaplanować jaki żywioł będzie najlepszy. Czyli: wrzucamy do rzeki, zakopujemy w ziemi, usypujemy wielki stos i podpalamy, a może tniemy na milion kawałków i puszczamy z wiatrem. Najważniejsze jest odnalezienie swojej drogi do wyrzucania. Nie ma przecież schematów, każdy ma swoją historię, swoje emocje i doświadczenia.
Porę można wybrać spontanicznie, albo popatrzeć na astrologię. Choć nie zawsze jest taki komfort by czekać na odpowiednią fazę Księżyca, gdy tu i teraz uwiera przeszłość. Nów na pewno jest dobry do wchodzenia w nowe rzeczy i odcinanie się od przeszłości, próżny kurs lepiej omijać szerokim łukiem.

Jeśli wybierzecie ogień pamiętajcie o bezpieczeństwie i przygotujcie sobie gaśnicę. W razie czego. Nigdy nie wiadomo. Ogień jest doskonały, bo wszystko wypala i zostawia popiół. Jako że podkreślam jak bardzo istotny jest indywidualizm na ścieżce wyrzucania, to jak przeprowadzicie podpalanie zależy od waszej duchowości i fantazji. Czy z modlitwą, czy z medytacją, czy z psychologicznym nastawieniem, że o to właśnie zaczyna się nowy rozdział w waszym cudownym życiu. Jeśli wybierzecie ziemię, to wiadomo – przyda się łopatka, lub coś innego do kopania. Ogólnie polecam ziemię, bo w naszej kulturze zakopywanie zmarłych jest rytuałem pogrzebowym. Pogrzebanie starych spraw i emocji może być dosyć silnym przeżyciem. W buddyzmie pojawia się metafora, że nie ma co nosić na plecach trupów przeszłości. Trupy przeszłości to właśnie te stare sprawy, wydarzenia, relacje, które nie dają spokoju i wracają zaburzając dobre samopoczucie. Trupy przeszłości można zakopać i odciąć się od nich w ten właśnie sposób. Woda jest mniej wymagająca jeśli chodzi o dodatkowy ekwipunek. W przypadku wyboru powietrza niezmiernie istotne jest miejsce – najlepiej szczyt Śnieżki. Nie ograniczajcie się, to ma mieć moc.
Zaawansowanym polecam też wykorzystać tarota i zaangażować karty, które o transformacji i odcinaniu mówią. Ale zaawansowani to wiedzą, więc po prostu przypominam.




Gdy już macie pomysł, wybrany żywioł, duchowe nastawienie i wiecie czy modlitwa, czy coś innego, to pora przystąpić do działania. Najważniejszą rzeczą jest powiedzenie sobie, że wszystko co robicie poświęcacie dobru wszystkich istot, szczęściu – intencja by wasze działania były dobre dla wszystkich czujących istot. Dla byłego też. No i działajcie.
Czy to od razu pomoże? Każdy człowiek jest indywidualnością ze swoją własną osobistą gamą doświadczeń. Jednej osobie pomoże od razu, u drugiej będzie to pierwszy krok na drodze do uzdrawiania przeszłości, trzecia pomyśli, że to głupoty i idzie do domu, a czwarta podziękuje żywiołom i odnajdzie w swoim sercu spokój. Różnie bywa. Rozstanie to bolesny proces, który często w swej strukturze przypomina coś w rodzaju żałoby. W końcu przeżywa się wtedy stratę, tylko przy rozstaniu pojawia się ten dodatkowy element - nadzieja. A nadzieja na powrót może mocno zablokować ruszenie naprzód. Życzę wszystkim, aby uzdrawianie przeszłości szło idealnie i bez zakłóceń. <3 metta&peace

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Lekcja Królowej Mieczy

Lekcja Królowej Mieczy
Odezwała się do mnie na skypie koleżanka, z którą dawno nie rozmawiałam. Poprosiła o to, bym rzuciła okiem na horoskop jej znajomej. Wpisałam dane do Uranii i z jednej strony zobaczyłam u niej silną potrzebę by mieć rodzinę, dom, bezpieczne gniazdo, dzieci, a z drugiej... ogromne emocjonalne trudności, blokady i problemy. Nie zdążyłam otworzyć ust, gdy koleżanka sama zaczęła opowieść.
- Ona ma ogromny problem. Jest w związku z facetem starszym o osiem lat.
- No tak, Wenus-Saturn – odpowiadam, choć mojej koleżance nic to nie wyjaśnia, ale dla mnie sprawa jest oczywista.
-Ale problemem jest to, że ten facet ma żonę i dziecko. I on w zasadzie chce od niej tylko seksu, a ona się na to godzi, bo tak mocno boi się samotności... Ona z nim nie zerwie, bo przeraża ją samotność...
Moja koleżanka z Księżycem w Rybach na Asc autentycznie przeżywała tę historię i szukała odpowiedzi. Skłoniło mnie to do refleksji – dlaczego tak bardzo obawiamy się być Królową Mieczy? Większość kobiet chce być Królową Kielichów lub Denarów – spełniać się w rodzinie, w małżeństwie, wśród bliskich, przyjaciół, karmić kogoś, dbać o kogoś. Królowa Buław też dba o swoich, ale nigdy nie zrezygnuje z siebie. Za to potrafi zamienić się w lwicę, gdy zachodzi taka konieczność. A Królowa Mieczy? Kobieta, która woli uciąć sobie rękę niż być w związku, który nie daje jej szczęścia. Ceni przede wszystkim wolność, jeśli ktoś chce jej to zabrać, to może pokazać pazurki. Rozwija się, wciąż czegoś uczy, fascynuje światem, ludźmi, życiem – może u niej być to bardziej intelektualne, niż emocjonalne. Nie lubi stać w miejscu. Ma w sobie dumę, siłę, energię. Zna swoją wartość i kocha siebie, szanuje siebie. Może być singielką – dlaczego miałoby to jej przeszkadzać? Jeśli nie ma odpowiedniego faceta na horyzoncie, to ona się zajmie czymś innym, a nie będzie wchodziła w jakąkolwiek relacje, żeby tylko zamknąć paszczę przerażającego demona lęku przed samotnością siedzącego gdzieś tam w środku. Zdrowa Królowa Mieczy jest silna psychicznie, zna swoją wartość i wie, że to o nią powinno się zabiegać, nie będzie się do nikogo dostosowywać. Królowa Mieczy będzie się cieszyć, że jest singielką. Dlaczego? Bo ma coś, co ceni najbardziej – wolność. Nikt jej nie mówi co ma robić, ma przestrzeń i nikt nie narzuca na niej kajdan. Tak wiele kobiet woli być odwróconą Królową Mieczy i wchodzić w coś, co je ograniczy, zniszczy, zdewastuje, żeby zagłuszyć czymś tę wewnętrzną pustkę. Ten lęk, że ma się wszystko na swoich barkach, ciężar przygniatający do podłogi i odbierający siły.
Mężczyzna też oczywiście może z tym archetypem tarotowym pracować, piszę używając rodzaju żeńskiego, ale adresuję post do wszystkich :)


Nauka Królowej Mieczy polega na budowaniu poczucia własnej wartości i siły poprzez pracę nad sobą. Polega na tym, by odciąć się od toksycznych osób. I znaleźć w sobie odwagę na bycie singlem. To nie jest wcale takie trudne. Bardziej przeraża lęk przed tym, co nieznane. Lęk to emocjonalna odpowiedź na scenariusze jakie snujemy w naszych umysłach dotyczące przyszłości. Praca z lękiem polega na uświadamianiu sobie jakie myśli mu towarzyszą i zastępowaniu ich przeciwnymi, pozytywnymi. Polega na powolnym programowaniu się na myślenie, że „a może jednak będzie super, a może jednak świat mnie zaskoczy na milion różnych sposobów!”. Zamiast myśleć: „nikogo nigdy nie znajdę, lepszy ten starszy facet z żoną i dzieckiem, bo może! Może mu się odmieni i wybierze mnie..?”, można pomyśleć: „jestem bardzo wartościową i wspaniałą osobą. Moje towarzystwo jest dla mnie czymś miłym, a jak kiedyś spotkam kogoś dla kogo też takie będzie, to super! Nie? To zajmę się czymś konstruktywnym!”
Bycie singlem to po prostu... bycie singlem. To wcale nie oznacza, że jest się gorszym, mniej wartościowym, o nie! Frida Kahlo malowała najgenialniejsze obrazy, gdy była sama. Wiecie co jest słabe? Dostosowywanie swojego poczucia własnej wartości do tego, czy się jest z partnerem czy nie! Dajcie spokój, od kiedy to inni ludzie mają mieć taki wpływ na nas i na to jak się czujemy? Hm? Królowa Mieczy ma wewnętrzną siłę, bo ona jest osobą wewnątrzsterowną i nikt jej tego nie zabierze.


Dobrze jest zbadać jaki jest powód bycia singlem i dlaczego coś w sferze relacji nie wychodzi. Dlatego właśnie bycie samemu to idealny czas na poznanie siebie i swoich braków, deficytów, trudności. Nie ma lepszego czasu na pracę nad samym sobą. Buddha był singlem, gdy osiągnął wyzwolenie. Pomyśl o tym. Nawet jeśli spojrzymy na mniejsze cele niż nirwana, takie jak uzdrawianie siebie, swoich deficytów – to jest właśnie sygnał od kosmosu, że pora się zająć sobą, a nie walczyć i pakować się w kolejne związki. Skoro jesteś singlem, to może kosmos daje ci wyraźny sygnał – zajmij się teraz sobą, rozwojem, emocjami, poczuciem wartości. Teraz liczysz się ty. Jaką informację może dać ci bycie singlem?
Świat, w którym żyjemy jest tak skonstruowany, że nie ma tutaj ani jednej trwałej rzeczy. Pamiętaj o tym – samotność też przemija. Wszystko, dosłownie wszystko przemija. I też nie ważne w jak bardzo negatywnym stanie psychicznym tkwisz – to też przeminie. Smutki są jak cienie – pojawiają się i znikają. Wykorzystaj swoją samotność na poznanie siebie i rozwój. Oswój się z tym i zaakceptuj. Zmieniaj lękowe myśli i scenariusze na pozytywne. Pozwól sobie na doświadczanie wszystkich stanów emocjonalnych. Single nie muszą tryskać radością. Dajcie spokój. Czy zawsze musimy być szczęśliwi, młodzi i uśmiechnięci? Tak samo jak doświadczamy wesołości, tak i powinniśmy uczyć się doświadczać smutku. Nie unikać, a pozwalać sobie na to, by go w pełni i świadomie czuć. Dlaczego nie?
Praca z lękowymi scenariuszami, które nam się kotłują w głowie to długotrwały proces. Bardzo przydatne jest skorzystanie z pomocy specjalisty. Jeśli czytacie mojego bloga, to zapewne domyślacie się, że mam na myśli astrologa i tarocistę, a nie psychologa. Astrolog powie kiedy jest szansa na odmianę losu, kiedy działać, a kiedy się wycofać.
Jeśli los rzucił wam pod nogi kłody, to możecie dać się im przygnieść i zmiażdżyć. Możecie też wykorzystać ich energię do konstruktywnych działań i pracy. To zależy od was.


piątek, 1 stycznia 2016

Tarot w Bieszczadach

Tarot w Bieszczadach






poniedziałek, 21 grudnia 2015

Przesilenie, projekty, życzenia..

Przesilenie, projekty, życzenia..
Moi Mili dziś najdłuższa noc w roku – zimowe przesilenie (punkt kulminacyjny ok 5.48), jeśli uwielbiacie podążać za naturalnymi cyklami przyrody, to właśnie dobry czas na wewnętrzne odrodzenie i poszukanie łączności z uzdrawiającą siłą, która jest w każdym z nas. 


Ostatnio posty są rzadziej, bo raz, że tranzyty Saturna, dwa, że sporo różnych innych projektów robię i mam nadzieję, że niebawem się podzielę owocami tych działań. Póki co zapraszam do lektury mojego artykułu o tantrze, który ukazał się w najnowszym Czwartym Wymiarze, a już niedługo inny mój artykuł w Nieznanym Świecie. 
A jeśli w dalszym ciągu czujecie niedosyt :) to zapraszam do czytania mojego nowego bloga, który się bardzo powoli rozwija - trochę o psychologii, duchowości, magii, ezoteryce link - chaos kontrolowany. 

Cudownego przesilenia Moi Mili <3 

A czy ty nakarmiłeś swoje demony?

A czy ty nakarmiłeś swoje demony?
Praca z cieniem to dość ważny element rozwoju duchowego. Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że by coś w tej materii osiągnąć należy mieć mocne ego – inaczej przytłoczeni przez deficyty, smutki, żale, troski wpadniemy w sidła neurozy, depresji czy innego szatana. Brutalna prawda wygląda tak, że tylko my sami możemy osiągnąć nirwanę – nikt za nas tego nie zrobi. Tak samo tylko my sami możemy pracować ze swoim cieniem i deficytami. Terapeuta, guru (czy jak to mówi Śri Maharishi Mirek - „Dołu”), może dać wsparcie, pokierować, ale praca zawsze zależy od nas. Jeśli się z tym zgadzacie, to będziecie zachwyceni książką Tsultrim Allione „Nakarmić swoje demony”.
Tslutrim Allione jest nauczycielką buddyjską od lat związaną z nurtami wadżrajany. Jej życie nie było usłane różami – śmierć dziecka, rozwód, śmierć męża, z tym wszystkim musiała się zmierzyć. A jednocześnie nigdy nie straciła z oczu duchowej ścieżki. W najtrudniejszym momencie swojego życia, gdy przechodziła żałobę po stracie córki, napisała książkę o kobietach w buddyzmie – tych znanych i tych zapomnianych. I po wielu latach wydała kolejną książkę – psychologiczny poradnik oparty na starożytnej buddyjskiej praktyce. Można się czepiać, że pop buddyzm, że to Wielkie Nauki, które wchodzą do mainstreamu i że jak to tak można buddyzm popularyzować i rozrzedzać. Można się czepiać, że buddyzm to nie psychologia, tylko soteriologia – nie chodzi w nim o poprawę samopoczucia! Chodzi o całkowite wyzwolenie z kręgu narodzin i śmierci, a nie lepsze warunki i komfort w sansarze. Można się czepiać, ale ja nie będę, bo według mnie książka jest ŚWIETNA i zasługuje by napisać to caps lockiem.
demons

Lama Tslutrim Allione mówi, że my na Zachodzie wciąż z czymś walczymy – walczymy z anoreksją, bulimią, alkoholizmem, depresją, rakiem, lękiem, traumą, chorobą. I na wielu nekrologach można przeczytać: „przegrał długą walkę z chorobą”. Co świadczy o tym, że ta strategia nie jest wcale skuteczna. I jej propozycja polega na tym, by te demony karmić, zamiast walczyć i próbować je stłumić, zniszczyć, odciąć. Ta walka przypomina odcinania głowy hydrze – na jej miejsce wyrasta pięć kolejnych. I tak się to kręci.
Demony są czymś nietrwałym, ale mocno do nich lgniemy – może nie potrafimy sobie wyobrazić siebie bez nich? Czym są te demony? Konieczny jest dłuższy cytat z owej książki:
Nasze demony to nie starożytne gargulce rodem z XI-wiecznego Tybetu. To nasze troski, nasze życiowe problemy, które nie pozwalają nam doświadczyć wolności. Może to być konflikt z partnerem, strach przed lataniem samolotem albo uczucie niezadowolenia, którego nas ogarnia, gdy patrzymy na siebie w lustrze. Twoim demonem może być lęk przed porażką, uzależnienie od papierosów, alkoholu, pornografii albo pieniędzy. Twój demon może napełniać cię lękiem przed porzuceniem albo sprawiać, że ranisz najbliższe ci osoby. Osoba cierpiąca na bulimię nosi w sobie demona, który ciągle domaga się słodyczy albo tłustych potraw. Demon anoreksji mówi, że jeśli coś zjesz, to znaczy, że poniosłaś klęskę i że nigdy nie będziesz wystarczająco szczupła. Demon lęku przekonuje, że nie możesz wjechać na ostatnie piętro wysokiego budynku albo wyjść na spacer po zmroku.
Większość ludzi powie zapewne, że nie wierzy w demony, ale to słowo jest w powszechnym użyciu, a kiedy je słyszymy, wiemy, co oznacza. Na przykład zazdrosna osoba mówi o swoim „demonie zazdrości”. Używamy określenia „ciągle dręczą go jakieś demony”. Często słyszymy też, że ktoś „zmaga się ze swoimi demonami” lub że weterani wojenni „toczą walkę z demonem stresu pourazowego”.
Tak naprawdę demony są częścią umysłu, a to oznacza, że nie są obdarzone niezależną egzystencją. Mimo to zajmujemy się nimi tak, jakby były rzeczywiste, wierzymy, że istnieją naprawdę – spytajcie o to kogoś, kto zmagał się ze stresem pourazowym, z nałogiem albo lękiem. Demony dają o sobie znać bez względu na to, czy je prowokujemy, czy nie. Dla umysłu demony są rzeczywistością, więc podejmujemy z nimi walkę. Zazwyczaj nawyk walki z dostrzeganym problemem dodaje demonowi sił zamiast go osłabiać. Tak naprawdę demony wywodzą się z naszej skłonności do tworzenia polaryzacji. Gdy zrozumiemy, jak pracować z potrzebą zdobycia przewagi nad domniemanym wrogiem, ze skłonnością do postrzegania wszystkiego w kategoriach albo-albo, uwolnimy się od demonów, bowiem usuniemy ich przyczyny.
To podejście jest świetne. Tsultrim Allione nie wlepia człowiekowi numerka z serii ICD-10, nie mówi o chorobach, ale o tym, że wszystko co przechodzimy wiąże się z naszym wewnętrznym procesem, nad którym sami możemy cały czas pracować. Metoda to w wielkim skrócie wizualizacja demona i karmienie go tym, czego akurat od nas potrzebuje. Polecam sięgnąć i zapoznać się każdemu. Tslutrim Allione przypomina, że w końcu wszystko jest niczym sen, nietrwałe jak mydlana bańka i dlatego nie ma problemu by to, co jest demonem, zamieniło się w chroniącego nas strażnika.
Tsultrim Allione, Nakarmić swoje demony, wyd. Berckana, Warszawa 2014.
buddhisthell

środa, 2 grudnia 2015

Krótkie rozkłady pomocne przy podejmowaniu decyzji

Krótkie rozkłady pomocne przy podejmowaniu decyzji
Ostatnio był bardzo duży rozkład, to teraz dla równowagi coś krótszego. Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka Jamesa Ricklefa „Tarot – Get The Whole Story. Use, Create And Interpret Tarot Spreads”, w której jak tytuł wskazuje, jest sporo różnych rozkładów. Bardzo lubię rozkłady pomagające podjąć decyzję, dlatego wybrałam dwa proste i krótkie. Pierwszy to rozkład nazwany mało finezyjnie „Decyzja” i robimy go, gdy nie wiemy co robić. Wyciągamy 3 karty:
1. Pierwsza powie o korzyściach, zaletach, tym, co będzie pozytywne i sprzyjające, gdy tak postąpimy. O tym, co przemawia za działaniem.
2. Pomocnicza karta, z której uzyskamy dodatkowe informacje. Decydujący czynnik.
3. To, co przemawia przeciwko tej opcji, jakie poniesiemy straty, minusy.

Ricklef opisuje korzystanie z tego rozkładu aż na 9 stronach! Chętnym polecam zajrzeć do książki, bo na konkretnych przykładach wyjaśnia jak interpretować poszczególne pozycje.

Drugi rozkład to "In i Jang". Jeszcze krótszy, bo wyciągamy tylko dwie karty. Jedna symbolizuje zasadę żeńską – in, druga męską – jang. Jest pomocny przy decyzji, tak samo jak poprzedni. Ricklef proponuje by przy tym rozkładzie zadać sobie następujące pytania w odniesieniu do pierwszej i drugiej karty:
1.  czego powinienem się pozbyć w odniesieniu do tej sytuacji? Jakie zachowanie zmienić? Jakie działania podjąć? Co robić?
2. Co pozostawić bez zmian? Co zatrzymać? Jakie zrozumienie i nauka płyną z tej sytuacji? Co mi to daje? Czego nie robić?
Innym sposobem analizowania tego rozkładu jest odniesienie do takich pytań:
1. Czego się nie spodziewam? Co może mnie zaskoczyć?
2. Czego oczekuję?

wtorek, 1 grudnia 2015

Rozkład XII Domów Zodiaku

Rozkład XII Domów Zodiaku
Rozkład „XII domów Zodiaku” jest tak stary, że ciężko rozgryźć kto i kiedy go wymyślił. Jest to dosyć duży rozkład, więc minusem jest to, że zajmie nam cały stół. Ale warto się z nim zapoznać.

Co to za tajemnicze domy? Niedawno powiedziałam znajomemu, że ma Słońce w XII domu, a on myślał, że gadam od rzeczy: "W którym domu? Gdzie? Mam dużo światła w mieszkaniu, ale Słońce?.."
W wielkim skrócie o domach: horoskop, kosmogram (radix), jest graficznym przedstawieniem obrazu nieba na dany moment - na przykład narodzin. Ten kosmogram podzielony jest na 12 części, czyli domów. Każda z nich posiada swoje specyficzne znaczenie.

Uczę się astrologii i wciąż wiele przede mną. To, co zdążyłam zaobserwować to brak jednomyślności wśród autorytetów astrologicznych odnośnie znaczeń domów i ich roli. Są po prostu różne szkoły astrologii – jeśli myśleliście, że jest jedna uniwersalna astrologia, to zapomnijcie o tym! Jeśli zgłębiacie astrologie, to z łatwością przypiszecie znaczenie domów do tego, jakiego używacie i jakie czujecie. Jeśli nie, to podaję zestaw, który proponuje Alicja Chrzanowska w swojej książce, która powinna nosić nazwę „Wszystkie możliwe rozkłady tarota, nawet takie o jakich nawet nie pomyśleliście”. Zamiast tego nazywa się po prostu skromnie „Rozkłady”. Jest to dobra książka i godna polecenia. Oczywiście tworzenie własnych rozkładów jest też świetne, jak i nie stosowanie żadnych, a po prostu wyciąganie kart. Jak kto woli, nie ma przecież w tarocie dogmatów i to jest w nim najpiękniejsze. 

Rozkład astrologiczny może być idealny do analizowania siebie, swojej osobowości, możliwości, potencjałów. Innym jego zastosowaniem jest prognoza – jak różne sfery życia w najbliższym czasie (Chrzanowska podpowiada, że w ciągu najbliższego roku i że najlepiej go stosować pod koniec roku kalendarzowego) będą się realizowały, co się będzie działo. Możemy wyciągnąć Sygnifikator – kartę, która nas symbolizuje, albo zrezygnować i uznać, że pierwszy dom będzie pełnił funkcję sygnifikatora. Żeby się nie bawić w astrologicznego guru przedstawiam znaczenia kart na podstawie książki Alicji Chrzanowskiej (z maleńkimi uzupełnieniami). Poszczególne pozycje są kolejnymi domami:
1. zarys osobowości człowieka, samoocena. Dom pierwszy to ja, jak mnie odbierają ludzie, moja persona, ciało, siły witalne, wygląd.
2. To moje pieniądze, dobra, zasoby, stan posiadania.
3. To relacje z najbliższym otoczeniem, rodziną, komunikowanie się z innymi, przekaz informacji, krótkie podróże.
4. Sytuacja w domu rodzinnym, poczucie bezpieczeństwa w życiu.
5. Sposoby spędzania wolnego czasu, szersze kontakty towarzyskie, seks, flirty, relacje z własnymi dziećmi, przyjemności, zabawa.
6. Zdrowie i praca, relacje między sprawami zawodowymi a życiem rodzinnym. Choroby. Obowiązki.
7. My i nasze wszelkiego rodzaju relacje partnerskie – biznesowe, romansowe, romantyczne. Małżeństwo. Życie wśród ludzi. Osoby, z którymi wchodzimy w relacje czy to pozytywne, czy negatywne.
8. Nieświadomość, to, co wpływa na człowieka bez jego udziału, sprawy ukryte.
9. Wykształcenie wyższe, rozwój intelektualny, dalekie podróże, życie umysłowe, duchowe, religijne, postawa życiowa.
10. Status społeczny i zawodowy, aspiracje życiowe, dążenia, rokowania dotyczące zawodowej kariery, nagrody, wyróżnienia.
11. Układy przyjacielskie, spełnianie marzeń, pomaganie innym.
12. Sprawy karmiczne, przeznaczenie, wrażliwość, uzdolnienia i predyspozycje. Nieświadome lęki, emocje, trudności. To, co wypieramy; cień.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Jak wybrać dobrego tarocistę?

Jak wybrać dobrego tarocistę?
Jakiś czas temu pewna osoba zadała mi pytanie: „Jak znaleźć tarocistę? Jak w ogóle wybrać skoro po wpisaniu w google tak wiele różnych stron się pokazuje?”. Osoba całkowicie spoza ezosfery może takie pytania zadać, bo taka osoba, gdy usłyszy „Wróżbita Maciej” to może pomyśleć, że to jakaś aplikacja, a gdy usłyszy Jackowski, to zanuci „Kocham cię, a kochanie moje.. to rozstania...i powroty...”. A na skrót PTA pomyśli, że to Polskie Towarzystwo Alergologiczne. Sorry, nie każdy śledzi na bieżąco świat ezoteryki. Nie każdy jest obeznany i dlatego takie pytania mogą paść. I ja podejmuję się tutaj próby znalezienie odpowiedzi na to, jak znaleźć i wybrać w tym gąszczu ezoterycznej różnorodności dobrego tarocistę.
Pomysł na ten artykuł chodzi za mną od jakiegoś czasu, ponieważ zainspirowała mnie jedna znajoma. Osoba przynosząca pecha, skomplikowana, ale mocno zaangażowana w ezoterykę. Pewnego dnia powiedziała mi, że kupiła sobie talię Thota, aby poznać karty i zostać tarocistką, by tak zarabiać. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że w międzyczasie trafiła do szpitala psychiatrycznego. W świecie ezoteryki bardzo trudno odróżnić osobę zaburzoną, od osoby zdrowo funkcjonującej. Gdy jakaś osoba mówi mi, że ma kontakt z Aniołem, to może tak być, nigdy nie wiadomo! Ale gdy pójdziemy do zakładu psychiatrycznego, spotkamy wiele osób, które również mają kontakty z Aniołami wszelkiego rodzaju. I bądź tu człowieku mądry!
I ta moja koleżanka wysyłała mi smsy na przykład o takiej treści, że jest u mnie w pokoju i mnie obserwuje, bo zmusza ją do tego Św. Antoni, którego ona we własnej osobie jest inkarnacją. A jednocześnie pomysł by działać z tarotem u niej był aktualny. Pisała do mnie siedząc w Abramowicach (lubelski zakład psychiatryczny), że się rozwija tarotowo i chce pracować z ludźmi. Być może jej ogłoszenie znalazło się gdzieś w internecie? Być może trafiło do niej kilku klientów?

 Oczywiście nie chcę demonizować ludzi z zaburzeniami psychicznymi - to są przecież też wspaniałe, dobre, mądre osoby, które mogą robić wiele różnych wspaniałych i wartościowych rzeczy. Mogą też pomagać ludziom, oczywiście, że tak. Ale niekiedy nie potrafią zapanować nad swoimi wewnętrznymi demonami - to oczywiste. Tak jak nie chciałabym chirurga z chorobą parkinsona, tak też wolałabym tarocistę, którego nie nawiedzają demony. 
J. Frawley w jednej ze swoich książek napisał, że wybór astrologa jest bardzo ważny. To jak ze skomplikowaną operacją oka. Nie zaczepia się człowieka na ulicy prosząc go o wykonanie tak skomplikowanej operacji oka, że nawet nie przychodzi mi do głowy fachowy termin. Nikt tak nie robi. Bo to zbyt ważne, delikatne, istotne. Podobnie z wchodzeniem w subtelne rejony i energie. Można wybrać dobrze, a można trafić na kogoś jak ta moja znajoma robiąca rozkłady prosto z psychiatryka. Mam nadzieję, że z nią lepiej i że już świetnie funkcjonuje. Chce przez to powiedzieć, że to jest bardzo ważne do kogo pójdziemy, kogo wybierzemy. Ja mam swoją tarocistkę, która na co dzień pracuje jako wróżka w jednej z ezo-stron. Znam ją, bo ktoś mi ją kiedyś polecił. Jest świetna w tym co robi. Przede wszystkim jest osobą kierującą się kodeksem etycznym, dobrą i dążącą do rozwoju.
  1. Sposobem przeze mnie rekomendowanym jest słuchanie, czytanie i poznawanie opinii osób, które korzystały z usług danego tarocisty. Ale pamiętajcie: sprawdzajcie sami, zróbcie research i wsłuchajcie się w to, co mówi wam intuicja.
  2. Poproście tarocistę by zrobił coś nieetycznego: rzucił urok, klątwę, zrobił laleczkę voodoo i wbił w nią milion szpilek. Jeśli się zgodzi, to oznaka, że lepiej poszukać kogoś innego. Bo na co komu gromadzenie negatywnej energii? Dobry tarocista powinien pomóc się jej pozbyć. Pół-żartem, pół-serio, ale myśl tutaj zawarta jest prosta: etyka tarocisty jest bardzo ważna.
  3. Popularność – czy się tym kierować? Powiem tak, przeważnie nie bierze się ona z powietrza. Ale z jakiegoś talentu, czy to do promowania się, czy to do tarota. Nie jest to jednak kryterium wyboru tarocisty, bo przecież gdzieś tam w Średnich Wielkich, w środku lasu, może sobie mieszkać taki tarotowy geniusz, że wszyscy inni mogą mu tylko czyścić buty. W znacznej mierze to kwestia osobowości tarocistów - jedni lubią pokazywać się w mediach, wykorzystywać różne kanały przekazu, inni wolą skromnie siedzieć i pracować bez błysku fleszy. I nie można powiedzieć tylko na tej podstawie, że ktoś jest lepszy lub gorszy! Najlepiej jest udać się do tarocisty, którego twarz wzbudza wasze zaufanie i intuicyjnie czujecie, że warto. 
  4. Czy z tym samym pytaniem iść do następnego tarocisty i porównać? Nie. Nie znam osoby, która by rekomendowała takie postępowanie. To tylko wprowadzi zamieszanie i chaos, a najczęściej osoby, które idą po poradę chcą właśnie klarowności, jasności i jednoznacznych odpowiedzi.
Nie chcę bawić się w sędziego, ale zadano mi pytanie i odpowiadam :)  Bo to nie błahostka. Kelly Ann Maddox (link) niedawno pisała na ten temat na swoim profilu facebookowym ostrzegając przed internetowymi zagrożeniami. Pamiętajcie - trudno ocenić kto jest po drugiej stronie:

Przede wszystkim idźcie za głosem serca. A jakie są Wasze kryteria? Czym się kierujecie? Jak wybieracie?

sobota, 28 listopada 2015

Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie

Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie
Tytuł tego posta to słynne słowa Fryderyka Nietzschego. Wybrałam je nie dlatego, żeby zaszpanować, że znam jeszcze jakiegoś innego filozofa oprócz Palikota, ale dlatego, że dobrze ilustrują one to, o czym chcę dzisiaj napisać. Rzecz będzie o zaglądaniu komuś w duszę za pomocą kart tarota, astrologii, wyroczni, kamyczków. 
Najmilsi Tarociści, Astrolodzy, Lenormandowcy, Oraklowcy... czy zdarzyło Wam się stawiać karty na jakąś trzecią osobę i mieliście dziwne poczucie, że wchodzicie komuś z butami w takie subtelne rejony, że aż ciężkie do opisania? Istnieje niepisane „prawo” tarota, które głosi, że nie należy stawiać kart na osoby trzecie. Istnieje sporo takich „praw” - nie nękać tarotem kobiet w ciąży, nie mówić komuś kiedy umrze, zawsze należy dostać jakąś zapłatę za poradę itd. Wielu tarocistów ma swoje własne reguły mniej lub bardziej rozbudowane. Moim punktem wyjścia zawsze były i będą słowa Buddhy „nie czyń zła, czyń dobro, oczyszczaj swój umysł – oto jest nauka Buddhy”. W odniesieniu do tarota oznacza to, iż nie krzywdzę za pomocą kart, nie przekraczam tej granicy i na przykład nie pomogę osobie, która planuje jakiś napad na bank czy inną formę łamania prawa. Sprawdzanie osób trzecich nie wydawało mi się zbrodnią. Do czasu. 

Siedziałam sobie przy Uranii i naszła mnie chęć by sprawdzić horoskop znajomego. Nie znałam godziny, ale chciałam zobaczyć przynajmniej, co tam może u niego się dziać. I sprawdzam sobie, sprawdzam. I nagle weszłam sobie na facebook'a i zobaczyłam, że zniknęła mi z prawego menu opcja nadzorowania fanpage'a pewnej strony związanej z moją codzienną pracą uczelnianą. Niby drobnostka. Ale okazało się, że ten właśnie kolega, którego sobie sprawdzałam, właśnie wtedy mnie usunął. Niech Was nie zasmuci ta ponura historia o usunięciu mnie z administrowania pewną stroną. Nie to jest tu istotne. Ale ta dziwna i tajemnicza synchroniczność. W momencie, gdy sprawdzałam jego horoskop, on się mnie pozbył (bo nie lubi astrologów i tarocistów...ma prawo).
Morał z tej historii jest taki, że takie subtelne narzędzie jak tarot (czy astrologia, karty... czy jakaś inna forma dywinacji), działa w sposób trudny do uchwycenia. Synchroniczość, czyli równoczesne występowanie zdarzeń to jedno z wyjaśnień. Ale czy to nie oznacza, że inni ludzie odczuwają nas i na jakimś telepatycznym poziomie mogą odbierać i czuć, że właśnie w tym momencie grzebiemy sobie w ich życiu, sercu, umyśle i duszy? I czy to jest ok? Nie sądzę. Nie sądziłam, że ten wpływ jest tak duży, dopóki się nie przekonałam na własnej skórze. Teraz sprawdzam tylko sprawy danej osoby, która mnie o to prosi. Polecam Wam to zbadać i zobaczyć czy faktycznie w tym starym tarotowym prawie nie czai się prawda, której dobrze jest posłuchać.



PS. Moi Mili, nie ma ostatnio zbyt wielu postów nie dlatego, że jak głosi plotka, porzuciłam tarota na rzecz astrologii, ale dlatego, że mój urodzeniowy Saturn znajduje się na pozycji 8*21 Strzelca i jest u mnie bardzo ważny, bo nie stoi samotnie i bez aspektów. Info dla osób nie interesujących się astro: Saturn teraz znajduje się w 7*15 Strzelca - za parę dni wróci tam, gdzie był, gdy się urodziłam.

Higiena umysłu

Higiena umysłu
Od najmłodszych lat uczymy się jak dbać o ciało. Poznajemy podstawy higieny, chodzimy na lekcje gimnastyki, szczotkujemy ząbki i uczymy się, że włosy myje się szamponem, a nie oliwką Bambino. Niektórzy mają silną potrzebę by dbać o kondycję fizyczną i regularnie biegają, jeżdżą na rowerze, chodzą na siłownie. Inni dbają o ciało poprzez zabiegi pielęgnacyjne, masaże, kąpiele, maseczki, ładne ubrania. Nikt z tym nie dyskutuje, bo to jest normalne. Dużo rzadziej się zdarza byśmy byli uczeni od najmłodszych lat jak dbać o umysł. Jak sprawiać by był zdrowy, radosny i pełen pozytywnych myśli i emocji. Jak osiągać spokój, relaks i dobre samopoczucie. Z moich obserwacji i doświadczenia wiem, że wiele osób ma trudne warunki w dzieciństwie, albo nadmiar emocji i miłości, albo niedobór, albo rozwód rodziców, albo śmierć, albo atmosfera w domu tak ciężka, że brak mi metafory. Można by wymieniać w nieskończoność. Ze świecą szukać ludzi, którzy wychowali się w warunkach idealnych i zostali nauczeni jak dbać o umysł, jak pracować z trudnymi emocjami. Dbamy o czystość ciała, o higienę, ale często zapominamy, by dbać o higienę umysłu. A to jest nawet ważniejsze!

Dbanie o czystość umysłu można nazwać, jak współcześni psycholodzy, zarządzaniem emocjami. Można to rozszerzyć na wszelkie procesy umysłowe – myśli, uczucia, doznania. Tak jak zarządza się swoim czasem określając: aha, poświęcę dziś godzinę na jogę, a potem 3 pracy, a potem obiad. Tak samo można zarządzać tym, co dzieje się w naszej głowie. Nie jesteśmy skazani na to, co się tam pojawia, ale mamy coś, co pozwala nam decydować na co poświęcamy najwięcej czasu, a na co najmniej. Wolność. Jesteśmy wolni i zawsze możemy wybrać jak dysponujemy naszym potencjałem. Jak ulokujemy energię, jaką mamy. Co zrobimy z trudnościami. Nie ma dobrych i złych cech, czy potencjałów. One po prostu są, a to my decydujemy czy są korzystne, czy szkodliwe. Osoba, która ma Saturna na ascendencie może być autorytarna, smutna, poważna, ale może równie dobrze być zdyscyplinowana i iść jak czołg po swoje cele. To zależy od danego człowieka jak wykorzysta swoje możliwości.

Myśli, którym poświęcamy dużo uwagi są zasilane i wzmacniane. Z czasem przekształcają się w nawyki, a tych już dużo trudniej się pozbyć. To, jak myślimy o sobie i świecie w znacznej mierze jest po prostu naszym głębokim, czasem bardzo głęboko zakorzenionym, nawykiem. A nawyki można zmieniać. Można decydować czy będę pół dnia płakać w poduszkę, czy może jednak skieruje swoje emocje w innym kierunku. W niektórych przypadkach jest to bardzo trudne, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z depresją. Wtedy nie pomoże oglądanie kotków i piesków na youtube. A przyda się strategia – o tym w jednym z kolejnych postów.
Kluczowe w higienie umysłu jest to, by nie poddawać się negatywnym myślom, nie pielęgnować w sobie zazdrości, gniewu, pożądania, chciwości, głupoty, nienawiści. Na co to komu? Nie należy również spychać tych stanów w odmęty nieświadomości. Gdy się pojawiają można je poczuć, doświadczyć i odpuścić. Lgniecie i trzymanie się ich nigdy jeszcze nikomu nie pomogło. Inną kwestią jest to, że sporo emocji lokuje się w naszym ciele – można to odczuć, gdy ma się dużo napięć, bo wtedy pewne mięśnie są szczególnie napięte i sztywne. Dlatego dobrze jest mieć kontakt z ciałem i szukać sposobów na transformacje emocji poprzez aktywność fizyczną, czy artystyczną. Gdyż są momenty, gdy nie wystarczy zamiana myśli, czy przekierowanie uwagi, bo emocje są zbyt silne i głębokie. Na przykład przy stanach depresyjnych! Wtedy dobrze jest poszukać sposobu na wyrażenie i transformacje tych doznań – przez bieganie, boks, malowanie, pisanie, śpiewanie... Możliwości jest sporo. A na koniec cytat Wjasy:
Płonąc w ogniu tego świata, przyjąłem schronienie w jodze poświęcając się dobru wszystkich istot; po wyrzeczeniu się negatywnych myśli gdybym znów do nich powrócił byłbym jak pies liżący własne wymiociny. Jbh. II.33.

piątek, 27 listopada 2015

Prolegomena do pozytywnego myślenia

Prolegomena do pozytywnego myślenia
Czy naprawdę mogę mieć wszystko, co zdołam sobie wyobrazić? Czy cały świat stanowi dla mnie nieskończone pole możliwości ograniczone jedynie siłą mojej wiary? Wielu duchowych coachów mówi: wszystko jest możliwe, jeśli chcesz czegoś, to to osiągniesz, idź po swój sukces. Cytując klasyka: „jeśli czegoś gorąco pragniesz, cały wszechświat potajemnie działa by udało ci się to osiągnąć.” Dokładnie! Istnieje specjalna Komisja Wszechświata Do Realizacji Marzeń, która słucha i realizuje pragnienia każdego, kto wystarczająco gorąco pragnie! Na szczęście to ironia. Gdyby tak było, to naprawdę bałabym się mocno – spójrzcie ile osób pragnie złych rzeczy, krzywd ludzkich, wojen, morderstw, gwałtów, pedofilii brrrrr.... Na szczęście nie wystarczy wiara i pragnienie by osiągnąć sukces. Powinniśmy być za to wdzięczni Kosmosowi, bo gdyby wszelkie pragnienia były realizowane, to marny byłby nasz los... Niekiedy to, że nasze pragnienia się nie spełniają jest wielkim błogosławieństwem. Inną kwestią jest to, czy naprawdę powinniśmy dążyć do realizacji pragnień – czy może spróbować życia duchowego i uczyć się odpuszczać, żyć w zgodzie z rytmem przyrody, z falą przypływów i odpływów. Wiem, zdaję sobie sprawę, że to trudne. Dlatego wróćmy do pragnień.

Amerykańscy naukowcy udowodnili, że pozytywne myślenie jest korzystne i działa. Ma ono podłoże w nurcie psychologii humanistycznej – nastawionej na człowieka i jego relacje. Wiążą się z nim takie postaci jak znany ze swojej piramidy potrzeb Abraham Maslow, Carl Rogers, czy znany z rozjątrzenia słynnego dylematu egzystencjalnego „mieć czy być?” Erich Fromm. Pozytywne myślenie obecnie zajmuje ogromne miejsce we współczesnej psychologii – czy to w walce z depresją, zaburzeniami lękowymi, czy to w motywowaniu sportowców, ludzi sukcesu. Tyle o świecie nauki. Ciekawsze jest to, że już 2 i pół tysiąca lat temu pewien indyjski książę zwany Siddhartą Gautamą, odkrył, że procesy myślowe są czymś, na co trzeba zwrócić uwagę, jeśli chce się osiągnąć nirwanę. Ów książę, nazwany Buddhą, przebudzonym, odkrył jak wielki wpływ na nasze życie ma myślenie. Mówił: „nie czyń zła, czyń dobro, oczyszczaj swój umysł – oto jest nauka Buddy”. Oczyszczanie umysłu polega na tym, by nie hodować w sobie pragnień, pożądań, zazdrości, gniewu, nienawiści, by nie produkować myśli, z których jedna negatywna prowadzi do drugiej negatywnej i nie wiadomo kiedy człowiek siedzi otoczony niewidzialną chmurą negatywnego myślenia. Doskonale ilustruje to poniższy obrazek. Tyle o świecie buddyzmu.


W ezoteryce „pozytywne myślenie” jest sloganem. Ładnym hasłem powtarzanym na prawo i lewo, ale co ono właściwie znaczy? I co zrobić z myślami negatywnymi? Można przecież te zachęty do pozytywnego myślenia zrozumieć jako nawoływanie do tłumienia negatywnej części nas samych. Jak to powiedziała moja bardzo mądra koleżanka K. „w New age'u cały czas się mówiło o świetle, jasności i pozytywnym myśleniu i new age stłumił całkiem swój cień”.
Uporządkujmy teraz fakty: 1. pozytywne myślenie jest wartościowe i korzystne dla zdrowia. 2. Należy jednak wiedzieć jak prawidłowo myśleć pozytywnie. Bardzo ważną praktyką, którą powtarzają psycholodzy i buddyści jest zastępowanie myśli. U osób z obniżonym nastrojem, depresją, lękami, mogą się pojawiać takie przykładowe strumienie negatywnych myśli: „nie uda mi się”, „jestem okropną osobą, nic mi się nie udaje”, „jestem brzydki”, „mój smutek odstrasza ode mnie ludzi”, „czuję, że nie mam nad niczym kontroli”, „zrobiłem tyle złych rzeczy w życiu, pójdę do piekła”. Bardzo istotne jest by się na nich nie skupiać, a zastępować je przeciwnymi. Zastępowanie jest tutaj kluczową praktyką. Gdy pojawia się wątpliwość, należy zastąpić ją pozytywnym przekonaniem. „Uda mi się”, „Zrobiłam tyle udanych projektów”, „Jestem inteligentną, wartościową osobą”, „Lubię psy”. Skupianie się na pozytywnych stronach i odpuszczanie tego, co jest negatywne. Odpuszczenie jest kluczem.
Na początku zacytowałam P. Coehlo - „jeśli czegoś gorąco pragniesz, cały wszechświat działa potajemnie by udało ci się to osiągnąć.” Jakiś czas temu popularna była książka i film „Secret” o prawie przyciągania. W wielkim skrócie przesłanie tego filmu brzmi: pozytywne myśli i wiara w sukces przyciągnie do nas wszystko, czego tylko zapragniemy. To nie do końca tak. Jeśli ktoś Was w tym utwierdza, to weźcie to w nawias, zróbcie jedno wielkie epoche i zdystansujcie się, bo najwyraźniej ktoś świadomie bądź nie, chce Was wpakować w maliny złudzeń. Mamy wolność i przestrzeń, ale i mamy pewne ograniczenia. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała, pragnęła i ile wysiłku w to włożyła, nie będę śpiewać jak Luciano Pavarotii! Choćbym nie wiem ile trenowała koszykówkę, nie będę mistrzem NBA. Znam swoje ograniczenia. Nie stanę się nagle wysokim murzynem! Czy to w przenośni, czy dosłownie. To jest kluczowa rzecz – poznaj swój potencjał, poznaj swoje możliwości, poznaj siebie. Tak, ten stary grecki aforyzm gnothi seauton, również w dzisiejszych czasach ma sens. Znając swoje możliwości znam swoje ograniczenia. I to jest punkt wyjścia do realizacji celów. Jeśli będziecie dążyli do czegoś poza zasięgiem to... ostatecznie może Wam się to zrealizować we śnie. Ale o tym w następnej części tego bloga.
Copyright © 2016 Odcienie Tarota , Blogger