sobota, 12 maja 2018

O zarządzaniu emocjami

O zarządzaniu emocjami
Emocje i praca z nimi to ważny element rozwoju. Każdy ma emocje, są one czymś bardzo naturalnym i potrzebnym. Pełnią one rozmaite funkcje. Nieprawidłowe podejście do nich może polegać na tym, że się je wypiera, bo to za mało duchowe, żeby czuć gniew, zazdrość, czy lęk. To w końcu trucizny, które mogą zniszczyć całą naszą zasługę gromadzoną przez lata. Takie metafory można spotkać w różnych miejscach, te emocje traktowane jako coś, co niszczy nas od środka, robią się problemem. Nie chcemy ich czuć, ale czujemy. Może dojść poczucie winy, że za słabo praktykujemy, albo do wyparcia ich. Człowiek próbuje stać się jakimś ideałem zbudowanym z cukru i z tęczy. A to wszystko i tak okaże się nieprawdą, bo jesteśmy właśnie zbudowani z tych najróżniejszych emocji, których nieustannie doświadczamy. Dopóki mamy w sobie nasiona karmiczne, te emocje będą się pojawiały czy tego chcemy, czy nie.
Ale każda emocja niesie informacje, jest po coś. Warto się jej przyjrzeć i posłuchać, jaki ma przekaz. Czujesz zazdrość, że ktoś robi coś lepiej niż ty? Zatem może to wskazówka, że w tej sferze warto się doskonalić? Zazdrość może być bardzo silnym motorem napędowym i sprawiać, że stajemy się lepsi i rozwijamy się. Nie musi nas wcale zniszczyć, ale może świetnie zmobilizować i popchnąć nas w tym kierunku, w którym zawsze chcieliśmy iść.

Gniew jest sygnałem, że w naszym życiu pora na solidny remanent, na przyjrzenie się sobie i sytuacji, w której jesteśmy. Może warto dokonać selekcji ludzi, którymi się otaczamy? Może warto trochę więcej czasu poświęcić na wizyty w galerii sztuki, na relaks? Taka emocje niesie informację, że coś w naszym życiu wymaga większej uwagi. Lęk chroni nas przed niebezpieczeństwami, sprawia, że możemy dbać o siebie, ale też bywa bardzo mobilizujący.

Stres jest zdrową reakcją na sytuacje, które nam zagrażają. Gdy może się prawidłowo zamanifestować, wówczas organizm przeżywa duży zastrzyk adrenaliny, po którym organizm wkracza w tryb regeneracji. Jest to coś, czego potrzebuje.
Emocje stają się dla nas problemem, gdy jest ich za dużo i gdy nie wiemy co z nimi zrobić. Gdy czujemy je od rana do nocy i mają tak silne natężenie, że bardzo ciężko jest wytrzymać. I...bum! Mamy wewnętrzną implozję emocjonalną, wypalenie, czy osłabienie systemu odpornościowego. W małych dawkach są one tym, co czyni z nas istoty ludzkie i pozwala nam funkcjonować. Czymś całkowicie naturalnym i potrzebnym. Kluczem jest prawidłowe zarządzanie nimi. Jak zacząć:

  • ważna jest akceptacja i pozwolenie sobie na odczuwanie całej emocjonalnej palety bez wyparcia, czy udawania, że nic się nie dzieje. To odczuwanie smutku, gdy się pojawia, odreagowywanie stresu, gdy czujemy napięcie, to pozwalanie by gniew się zamanifestował.
  • Nie stawiać się w pozycji ofiary. Co oznacza obwinianie innych za wszelkie krzywdy, jakie nam wyrządzili i czynienie innych odpowiedzialnymi za nasze nieszczęścia. Różne rzeczy się dzieją, ale to, jak na nie reagujesz to 100% Twoja odpowiedzialność. Czasem nie zmienisz pewnych sytuacji, ale masz wpływ na swoją interpretację wydarzeń.
  • Warto rozejrzeć się, czy nie ma wokół Ciebie dysfunkcyjnych ludzi, którzy ściągają w dół i osłabiają, albo takich, którzy Cię (nad)używają do czegoś. Nie trzeba się od razu odcinać, ale warto przyjrzeć się tym relacjom i nabrać odpowiedniego dystansu. To, kim się otaczamy wpływa na to, jak się czujemy.
  • Do codziennych nawyków, takich jak mycie zębów, dołączyć intensywny ruch. Organizm narażony na ciągły stres, a nie mogący go odreagować, nie czuje się zbyt dobrze. Intensywna aktywność fizyczna pomoże rozładować nadmiarowe emocje, gdyż przecież one nie tylko dotyczą umysłu, ale również ciała. Zadbaj o swoją energetykę i rób to, co podnosi Twój poziom energii w zdrowy sposób.
  • Zdystansować się do... tego co się dzieje w waszych głowach. Nawet jak pojawia się wewnętrzny krytyk, który chce wbić w was szpile, to nie musicie mu wcale wierzyć!
  • Uczyć się nowych interpretacji rzeczywistości. Stres jest reakcją na sytuację mocno związaną z tym, jak my tę sytuację przedstawiamy sobie sami w naszych głowach. Możemy funkcjonować na poziomie lękowym i myśleć sobie, że to co nas spotyka jest przerażające i budować w sobie lękową narrację. Możemy też traktować sytuację stresową jako wyzwanie i okazję do rozwoju i nauki. Sytuacja sama w sobie jest jakimś faktem, to nasza interpretacja sprawia, że ten fakt wydaje się nam miły, czy przerażający. A nad interpretacją można pracować.
  • Co zatem zrobić z emocjami? A może tak... nic? Po prostu pozwalać się im zamanifestować i odpuścić. Bez lgnięcia do nich, podsycania, tworzenia nowych. Czujemy emocję i ok. Ona zniknie i pojawi się coś nowego. Gdy się koncentrujemy i podsycamy te stany, jest bardzo mała szansa, że uda nam się od nich uwolnić. Zaczyna się wtedy rodzaj walki z emocją, która może się nigdy nie skończyć. To jest sposób dla osób bardziej zaawansowanych, gdyż wcale to nie jest takie proste.
Warto zadbać o rozwój na poziomie ciała i umysłu, o higienę mentalną i nie udawać, że się jest bardziej uduchowionym niż Buddha. Niebezpieczne jest też używanie duchowości do ucieczki i kompensacji. Niekiedy tak jest, że im ktoś ma więcej trudności, bólów, życiowych zmagań, tym bardziej potrzebuje uciec w tę duchową sferę. Jest to tak zwany duchowy eskapizm i z prawdziwą duchowością nie ma nic wspólnego.

Rozwój duchowy to bycie tu i teraz, akceptowanie wszystkich emocji i pozwalanie im się rozpuścić. To bycie przy zdrowych zmysłach, czyli pełny kontakt z rzeczywistością przez wszystkie zmysły jakie mamy. Odczuwanie, smakowanie, bycie tu i teraz.

Duchowość to nie jest tworzenie iluzji, kreowanie sobie fatamorgany, jakiegoś abstrakcyjnego celu, do którego dążymy. To bycie tu i teraz i umiejętność radzenia sobie w życiu nie krzywdząc przy tym nikogo.

Jednym z partonów duchowości jest Neptun. W astrologii jest on planetą związaną z odmiennymi stanami świadomości, mgłą, brakiem rozeznania w sytuacji, czy ucieczką od rzeczywistości. Warto pamiętać o tym, że rzeczywistość to jest to wszystko, czego doświadczamy i duchowość nie polega na ucieczce od tego i kreacji jakiejś tęczowej bajki, w której nie ma miejsca na szkodliwe emocje.


Akceptacja i pełne przeżywanie, to świetny sposób na pracę z emocjami. W tym poście opisuję inny sposób polegający na świadomym wytwarzaniu pozytywnych emocji, aby stopniowo budować w sobie zdrowe nawyki: Lekcja 9 Kielichów

czwartek, 3 maja 2018

Lekcja Dziewiątki Kielichów

Lekcja Dziewiątki Kielichów
W dzisiejszym odcinku mojego saturnowego-anty-coachingu chciałam opowiedzieć Wam o tym, czym jest mudita i co ma wspólnego z Dziewiątką Kielichów. Bo to całkiem ciekawe, a jednocześnie przydatne w duchowej praktyce. Gwoli wyjaśnienia – antycoaching, ponieważ moje podejście do duchowości jest takie, że nie chodzi w niej o jakiś rozwój, tylko raczej integracje z teraźniejszością, czyli pełne doświadczanie bycia tu i teraz. Bo tak jak jest, jest już doskonale. Tak przynajmniej uczą mnie moi nauczyciele, a ja próbuję wcielać te nauki w życie. Co wychodzi raz lepiej, a raz gorzej.

Ale właśnie, pojawia się zazdrość, że inni coś mają fajnego, coś im lepiej idzie, może nawet osiągnęli sukces. Co wtedy? Uczucie zazdrości bywa bardzo dokuczliwe i męczące, choć samo w sobie nie jest ano ani złe, ani dobre. Po prostu jest. Jednak wchodząc w tą emocję, wzmacniając ją, budując całą historię, może nas ta emocje nieźle wykończyć! Także dopiero to, co robimy z emocją może być szkodliwe, bądź pożyteczne. Może nam przynieść ulgę, albo doprowadzić do tego, że sami się zamęczymy.
Albo pojawiają się negatywne emocje i niechęć do samego siebie. Depresyjne poczucie niskiej wartości, które wiąże się z tym, że się nie kocha siebie samego, co powoduje, że ma się w głowie wewnętrznego krytyka, który cały czas komentuje i dokucza zabierając dobry nastrój. Trudnych stanów może być bardzo dużo i same w sobie po prostu są. Dopiero nasza reakcja na nie sprawia, że wchodzimy w mentalne piekło, bądź w mentalne niebo.

Co zatem można zrobić? Budda nauczał o mudicie, czyli radości z sukcesów i szczęścia innych osób. O tym, że warto cieszyć się, gdy widzimy, że komuś się coś udaje. Jest to rodzaj treningu. Podobnie Patańdżali zwracał uwagę, że kultywowanie miłości, współczucia, radości ze szczęścia innych oraz bezstronności jest drogą do oczyszczenia umysłu. Jest to zatem rodzaj praktyki, czyli czegoś co można ćwiczyć na poduszce medytacyjnej, by umysł stawał się coraz spokojniejszy i pełen harmonii.
Brahmawihary, czyli inaczej Cztery Niezmierzoności (miłująca dobrać, radość ze szczęścia innych, współczucie, wolność od pożądania i niechęci), to ważny element jogicznej i buddyjskiej ścieżki. Patańdżali napisał:

Poprzez pielęgnowanie uczucia życzliwości (maitrī), współczucia (karuā), zadowolenia (mudita), równowagi (upekā) wobec szczęścia, nieszczęścia, dobra i zła – oczyszczenie świadomości1. 

Wynika z tego, że według niego był to sposób, aby oczyścić umysł. Z jednej strony opisują one to, jaki powinien być efekt duchowej praktyki. Czyli z osoby przebudzonej te właściwości powinny same promieniować, nie musi nic już nawet robić. Po prostu w jej umyśle jest sama miłość, dobro, radość ze szczęścia innych. Osoba nieprzebudzona musi włożyć nieco wysiłku, by je mieć w umyśle, czyli trenować. Można to zrobić siadając na poduszce i wzbudzając w sobie miłość do siebie samego, do bliskich, do dalszych znajomych, do obcych ludzi. Po wzbudzeniu tego uczucia dobrze jest w nim trwać i odczuwać je. Kolejnym krokiem może być głębokie życzenie, abyśmy sami byli szczęśliwi, aby nasi bliscy byli szczęśliwi, oraz aby wszystkie istoty były szczęśliwe. Wzbudzanie w sobie tego uczucia jest piękną praktyką. Można wzbudzać w sobie radość ze szczęścia innych i przebywać w tym stanie. Nasz umysł będzie powoli budował w sobie nowe nawyki, nowe ścieżki, które z czasem mogą stać się automatyczne. Jest to z pewnością dużo lepszy sposób na spędzenie czasu, niż tworzenie w głowie gniewu, nienawiści, zazdrości, lęku czy chciwości.

Jeśli martwicie się, że ta praktyka stanowi rodzaj wyparcia, zepchnięcia szkodliwych emocji do podziemi umysłu, to moim zdaniem jedyną radą na to jest autentyczność. Czyli szczere i autentyczne odczucie życzenia sobie samemu szczęścia i innym, które powinno płynąć z głębi serca (bądź wprost z kanału centralnego).

Nazwałam to lekcją Dziewiątki Kielichów, ponieważ w tarocie marsylskim Jodorowskiego te kielichy stoją sobie obok siebie w równowadze i w harmonii. Jakby był to już prawie stan pełni szczęścia, ale to 9, więc jest działanie, bo 9 jest liczbą aktywną. I to działanie może polegać na dzieleniu się szczęściem i radością ze szczęścia innych. Pokazuje ona grupę, która działa w harmonii, współpracuje z sympatią. Każdy ma swoje miejsce i odbiera pozytywną energię od innych. Przepływ jest bardzo płynny, jakby stanowiły one tak naprawdę jedność. Sam Jodorowsky w swojej książce tłumaczy, że ta karta pokazuje stan, w którym emocjonalne spełnienie zostało osiągnięte i pora na to, by w tej sferze rozpocząć coś nowego. Ponieważ dziewiątka związana jest z tworzeniem czegoś nowego, zatem pora zagospodarować nowe emocjonalne obszary, wyjść ze sfery, w której się jest. Coś się skończyło i pora otworzyć się na nowy cykl, nową miłość. Liście na karcie są jesienne, zwiędnięte, pokazując, że pewien proces dobiegł końca.
Moim zdaniem na Dziewiątkę można również tak spojrzeć, że pokazuje ona co możemy z emocjami zrobić. Na poziomie duchowym możemy trenować radość ze szczęścia innych, współczucie i miłującą dobroć. Pokazują one gotowość na nową miłość, gotowość na nowy związek i bycie z kimś. A na poziomie duchowym możemy mówić o rozwoju pięknych właściwości w umyśle, które z nas promieniują, przelewają się i mamy ochotę się nimi dzielić. Bo kielichy mogą być wypełnione pięknem, dobrem, miłością, lub mogą być wypełnione trucizną, czymś gorzkim, czy okropnym w smaku. W znacznej mierze od nas zależy czym te kielichy wypełnimy, oraz co potem z tą energią zrobimy.



W odwróceniu mogą one pokazać, że w grupie ludzi jest dysharmonia, coś zaburza równowagę energetyczną, nie ma współpracy, są trudne emocje. Również to utrata poczucia bezpieczeństwa. Narastające trudności. Całkowite poświęcenie się jednej rzeczy/osobie/pasji kosztem innych. Kryzys emocjonalny. Osamotnienie, poczucie pustki. Nostalgia. Egoizm. Hulanki. Uzależnienie. Hedonizm. Na wierzch mogą wyjść błędy, niedoskonałości, uchybienia. Wcześniej tłumione emocje dochodzą do głosu – może to dać poczucie ulgi, wyswobodzenia się. Zgłębienie się w to, co się kryje za czyimiś emocjami, pod maską.

Tak naprawdę opisana przeze mnie praktyka może pasować do każdej karty z dworu kielichów. Bo w każdej z nich mamy naczynie, które może być wypełnione emocjami na różne sposoby, a relacje między kielichami pokazują co z nimi robimy dalej. Wybrałam Dziewiątkę, bo po niej jest Dziesiątka, czyli stan spełnienia. A według tradycji buddyjskiej praktyka Brahmawihar właśnie do takiego stanu prowadzi.  

Światło Eremity - w mojej książce, która już niebawem się ukaże, nie ma lekcji kart, ani antycoachingu, za to jest bardzo dużo informacji na temat interpretacji kart. :) 
Trochę o zarządzaniu emocjami - polecam również tekst o innym sposobie pracy z emocjami, który polega na przeżywaniu i akceptowaniu tego, co się pojawia.

1 JS. I.33.
Copyright © 2016 Odcienie Tarota , Blogger