niedziela, 17 września 2017

Wszystko, czego nie muszę, czyli lekcja Świata

Wszystko, czego nie muszę, czyli lekcja Świata

Nie muszę być super kompetentna w każdej dziedzinie i mieć odpowiedzi na wszystkie pytania. Gdy czegoś nie wiem, to też jest to ok i w żaden sposób nie umniejsza to mojej wartości. Nie muszę być człowiekiem-encyklopedią, który na wszystkim się zna. To nie ma żadnego znaczenia czy potrafię liczyć całki, czy rozumiem transcendentalną jedność apercepcji, o której pisał Kant. Wiedza jest użyteczna, to fajne narzędzie, ale jej brak, lub nadmiar nie świadczy o czyjejś wartości i tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia.

Nie muszę być gwiazdą estrady. Jest Tomasz Kammel i był Sławomir Mrożek. Ten pierwszy jest mistrzem wystąpień, ten drugi pióra. Każdy realizuje/realizował się na swój własny, unikalny sposób. Jedni poprzez to, że potrafią stanąć na scenie przed tysiącem osób i je doprowadzić do śmiechu, czy do łez. Inni mają swoją wrażliwość, która sprawia, że więcej czują niż pozostałe osoby. Często ta nadwrażliwość na bodźce, niemal czucie, co inni myślą, może powodować dyskomfort. Ale bardzo się przydaje, gdy trafia się osoba, która potrzebuje wsparcia i pomocy astrologicznej. Nie muszę dążyć do perfekcji i stać się kopią Tomasza Kammela. Bo to nie jest moja super-moc. Nie przeznaczam energii na dążenie do bezsensownych celów, a na to, by rozwinąć swój potencjał jak najlepiej.

Nie muszę mieć idealnej figury, by być szczęśliwa. Jestem tak samo doskonała w każdej postaci, bo doskonałość to właśnie ta sytuacja, w której wszystko jest takie, jakie jest. Bez poprawiania i ulepszania. To moje nastawienie do mojego ciała jest ważne, to, czy się akceptuję i kocham, a nie to, czy mieści się w jakichś kanonach kobiecego piękna. Te kanony nie mają żadnego znaczenia. Liczy się to czy potrafisz traktować siebie z miłością i współczuciem. Przejadanie się i otyłość to nie jest miłość do samego siebie, tak samo jak przechudzenie.

Akceptacja tego, co jest i jak jest może być bardzo wyzwalająca. A Ty, czego nie musisz? Co potrafisz odpuścić, by poczuć wolność i autentyczność w byciu sobą tu i teraz? 

Świat w tarocie to kompletność i pełnia, stan, gdy wszystko jest doskonałe takie, jakie jest i nic już nie trzeba poprawiać. Wbrew pozorom jest to cholernie trudne, wymaga praktyki i ciągłej uważności. Co dzień uczę się tego, nie zawsze wychodzi, ale chyba na tym polega ścieżka, by wciąż dążyć do tego celu, w którym wszystko dzieje się już w sposób spontaniczny i bezwysiłkowy.

sobota, 16 września 2017

Zarządzenie stresem w czasach kryzysu.

Zarządzenie stresem w czasach kryzysu.
Łatwo jest pisać o spokoju umysłu, gdy siedzisz sobie nad brzegiem jeziora, masz w życiu stabilność, wszystko jest na swoim miejscu, a ty siedzisz przy laptopie i stukasz w klawiaturę, że wszystko jest światłem i żeby wszyscy podłączyli się do kosmicznego Źródła Miłości i uzdrowienia. Bo wiecie, wtedy to osiągnięcie spokoju jest banalnie proste. 

Co innego, gdy co dzień mierzycie się z nowym wyzwaniem. Gdy macie progresywnego Marsa w koniunkcji z natalnym Uranem i czujecie, że nagle wszystko przyśpieszyło. Że dzieje się dużo, szybko i nijak się to ma do waszego ideału by żyć w rytmie slow life.
Jeśli macie mocno obsadzone znaki powietrzne, to sytuacja może być trudna. Jeśli dodatkowo macie Saturna, który wam coś uszkadza, to może być jeszcze gorzej. Bo takie układy sprzyjają temu, że się za dużo myśli, analizuje, wybiega się w przyszłość i tworzy się milion najróżniejszych scenariuszy zdarzeń. Najczęściej wszystkie one są niepotrzebne. 

Co zatem można robić, gdy macie dużo powietrza i Saturna, wasze życie przyśpiesza, a wy nie wiecie czy to jest za dużo i za ciężko?
  • Po pierwsze: oddychaj. Wdech, wydech. Tego się trzymaj. Jest to jedna z najprostszych technik uspokajających. Obserwujesz rytm oddechu i powolutku się uspokajasz. Możesz na wdechu odliczać do 3, na wydechu tak samo. Skup się na liczeniu, a choć na moment złapiesz kontakt z tu-i-teraz.
  • Po drugie ruch. Gdy masz w sobie nadmiar stresu i siadasz na poduszce medytacyjnej to powodzenia. Jeśli oczywiście potrafisz automatycznie zanurzyć się w rigpie, to luz, podłącz się do Światła i rozpuść wszystko w błogości i przejrzystości. Ale jeśli jeszcze tego nie potrafisz, to każda próba uspokojenia umysłu poprzez medytację może się skończyć frustracją i gniewem. Medytacja to nie jest cudowna, magiczna pigułka. To technika wymagająca nakładu pracy i...relaksu. Przede wszystkim relaksu. Zatem czasem lepiej poskakać na skakance, albo pójść na jogging. A medytacja dopiero wtedy, gdy twoje ciało będzie zmęczone.
  • Po trzecie: daj spokój. Nikomu nigdy martwienie się w niczym nie pomogło. Nikt nigdy przez wkładanie energii i wysiłku w lęki nie polepszył swojej sytuacji. To strata energii, a przecież w sytuacji kryzysu tej energii potrzebujesz! Zachowaj ją na coś produktywniejszego.
  • Po czwarte: dystans, luz, relaks. To jest ta najtrudniejsza część. Chodzi w niej o to, by potraktować wszystkie sytuacje stresowe jako wyzwanie, zabawę. Nie jako sprawę życia i śmierci. Po prostu jako serię nowych doświadczeń, bez oceniania, etykietowania i tworzenia w głowie dodatkowych narracji. To tylko świat samsary i tak nie wyjdziesz z niego żywy. Za rok może będzie to dla ciebie jak mgliste wspomnienie? Może to wszystko nie ma aż takiego znaczenia, jakie sprawie przypisujesz?
  • Po piąte: zaufanie. Zaufanie, że Wyższa Siła nad tobą czuwa. Że kosmos o ciebie zadba i da ci wszystko potrzebujesz. Daj się prowadzić Wyższej Sile. I płyń z nurtem wydarzeń.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Zdrowa relacja? Lekcja Dziesiątki Kielichów

Zdrowa relacja? Lekcja Dziesiątki Kielichów

Na karcie Dziesiątka Kielichów w Herbal Tarot widzimy sporo różnych elementów. Mamy ułożone w piramidkę naczynia. Po lewej stronie rośnie marihuana, w tle widzimy tęczę, a na dole i w prawym górnym rogu małe chmurki. W oddali powoli snuje się rzeka i pola. Sielsko, miło, przyjemnie. Obrazek na pierwszy rzut oka przynosi ciepłe i pomyślne skojarzenia. Jest to dziesiątka, a zatem pełnia, czyli w sferze uczuć coś już jest osiągnięte, jest gniazdo, domowe ciepło, domownicy, mąż/partner, a może i dzieci, bo tych emocji jest sporo, jest z kim się dzielić.
Ale jaki jest cień tej karty? Czy możemy tu widzieć sielski obrazek wzięty rodem z bajki Disneya? Otóż jest tu dużo symboli nietrwałości (chmury), iluzji, uzależnienia (marihuana), złudzenia optycznego (tęcza), przepływu (rzeka). Kielichy stoją stabilnie jeden na drugim, zatem ok, jest relacja, ślub, szczęście, nie ma o czym mówić. Ale cień tej karty, to sytuacja, gdy bez związku człowiek nie potrafi żyć, bo potrzebuje go jako protezy, do poprawy nastroju, do leczenia deficytów, do naprawy samego siebie. 

Wbrew pozorom jest to sytuacja dosyć powszechna. Być z kimś, bo się kogoś potrzebuje do czegoś, albo z powodu lęku przed samotnością. W skrajnych sytuacjach niektóre osoby wchodzą co chwile w nowe związki, aby polepszyć sobie samoocenę, lub z powodu uzależnienia, jakiego dostarczają silne emocje. Cóż, wiele osób potrzebuje mocnej dawki dramatów, by funkcjonować. Związek coś leczy, poprawia nastrój, staje się źródłem uzdrowienia, ale bywa to złudne, bo gdy relacja się kończy zostajemy z dziurą, którą ciężko czymkolwiek zapełnić. Szczególnie DDA, DDR i inne osoby deficytowe mogą odczuwać problem w tej sferze. Albo nadmiarowość, albo unikowość, albo jeszcze coś innego. Jest tak, bo te osoby bardzo często noszą w sobie pustkę, której nie potrafią wypełnić, taką małą, neurotyczną otchłań, która boli, uwiera, ale można ją zagłuszać.
Taka relacja oparta na braku, czy potrzebie by sobie coś nią zrobić, polega często na ogromnej miłości, ale póki partnerzy są ze sobą. Po rozstaniu jest to wielka nienawiść i walka. Jest to sytuacja typu: „kocham Cię, ale dopóki ze mną jesteś, bo jak Cię nie ma, to Cię nienawidzę”. „Jestem z Tobą póki spełniasz moje potrzeby i oczekiwania”. Mój nauczyciel mówi, że to jest miłość prosto z serca – oparta na emocjach, które są uwarunkowane, zmienne, niestabilne, zależne. Taka miłość zmienia się, nigdy nie jest stała, a często zależy od tego, czy akurat ktoś potrafi sprostać naszym wymaganiom. Ten sam wspaniały nauczyciel, Tenzin Wangyal Rinpocze, mówi, że prawdziwa miłość płynie wprost z kanału centralnego. Jest to chęć bycia z kimś, bo jest wartościową osobą, po prostu, a nie dlatego, że czegoś chcemy, potrzebujemy, próbujemy sobie coś naprawić związkiem.
Zawsze można wybrać, czy bardziej kręci nas świat iluzyjnych emocji, które są zmienne, uwarunkowane i uzależniające. Które wciąż będziemy chcieli produkować, by czuć, że żyjemy. Czy stabilność wyjścia poza nie, odpuszczenie lgnięcia do nich i skupienie się na tym, co jest pomiędzy nimi. Na ciszy, przestrzeni i oddechu.

piątek, 25 sierpnia 2017

Notatka z retreatu w kartach dnia

Notatka z retreatu w kartach dnia
Spędziłam niedawno czas w sosnowym lesie na medytacjach. Pogłębiałam tam techniki pracy z czakrami, kanałami, oczyszczania ich, oraz przede wszystkim przebywania w naturalnym stanie umysłu (medytacja zwana dzogczen), a także zgłębiałam tajniki świadomych snów. Miałam co robić, a jednocześnie ważne było, żeby się nie wysilać, nie napinać, a raczej poddać i bezwysiłkowo przebywać w "restozone", "strefie spoczywania".Ten wstęp jest tylko po to, żeby łatwiej było zrozumieć kontekst, w jakim losowałam poszczególne karty. A nie, żeby się chwalić czego to ja nie praktykuję - daleko mi do Buddhy, wciąż jestem małym muminkiem na ścieżce, który ma co robić w tym wcieleniu.

 Kart losowałam czasem kilka, lub jedną, a niekiedy wcale mi się nie chciało. By Was tutaj nie zamęczyć szczegółami opisuję te, które wydają mi się ciekawsze wraz z krótkim komentarzem.

Dzień pierwszy - Odwrócona Trójka Mieczy. Przyjechałam z sercowymi rozterkami i na początku mi to dokuczało, ciążyło. Odwrócenie jednak pokazało, że będzie lepiej. Odwrócone miecze są gotowe by wypaść.

Dzień drugi
Południe: Król Kielichów. Nasz nauczyciel był tym Królem dzielącym się swoją pozytywną energią, mądrością, naukami, współczuciem, mądrością. Trochę tak, jakbyśmy mogli się do jego dobrej energii podłączyć. Na poziomie emocji poczułam wielką stabilność.

Co mnie zaskoczy: odwrócony Sąd Ostateczny. Wieczorem podczas przerwy na kolację rozmawiałam przez telefon z przyjacielem, który poprosił mnie o praktykę w intencji jego brata, któremu wichura zniszczyła całkowicie dach, bardzo trudna sytuacja. Sąd to wiadomość, która może nas zszokować.
Wieczór: Śmierć. Gdy rano wylosowałam tę kartę, to pomyślałam, że będziemy robić praktyki związane z duchami i zmarłymi (czod, sur) i że to o to chodzi. Jednak było nieco inaczej, bo się okazało, że po nocnych medytacjach muszę sama przejść przez ciemny, mroczny las oświetlając sobie ścieżkę telefonem komórkowym. Mój umysł zaczął przywoływać wszystkie odcinki serialu „Criminal Minds”, zwłaszcza te, gdzie w lesie czaił się psychopata. Śmierć mi tu pokazała lękową sytuację. Ten dzień był intensywny, położyłam się po powrocie na łóżku i padłam jak zabita (śmierć).

Dzień trzeci
 Ogólna energia: odwrócona 9 denarów. Tego dnia zrozumiałam, że warto w życiu skupić się na tym, nad czym mamy kontrolę. Te winogrona - czy można w zdrowy sposób wpłynąć na to, żeby dojrzały? One dojrzewają, gdy mają odpowiednie warunki, a kobieta na karcie może je zebrać, zjeść, zrobić z nich wino, dżem lub sok. Ma sporo możliwości, ale też musiała się dostosować do naturalnego rytmu przyrody, nie wymuszając, nie przyśpieszając.
Nie możemy wpływać na każdą sferę naszego życia, nie mam władzy nad ludźmi (chyba, że zajmujemy się czarną magią), więc pewne rzeczy lepiej jest odpuścić i przekierować uwagę i energię na to, na co mam autentyczny wpływ. Czyli na swoją ścieżkę zawodową, na wykorzystywanie swoich talentów (zasoby, to co już mamy - ona na karcie ma te dojrzałe owoce), na zbieranie owoców swojej pracy, albo przygotowywanie się do ich zbierania. Te owoce na karcie już są dojrzałe – pokazało mi to, że mam w swoim życiu rzeczy, projekty, które są blisko końca i które powinny się stać moimi priorytetami. Za dużo energii przeznaczam na rzeczy, których nie mogę na siłę zmienić. Odpuszczenie jest kluczowe, 2/3 z tego, na co przeznaczam energię mogę równie dobrze odpuścić, a ta 9 pokazała mi sfery, w których mam jako takie pole manewru.

Co mnie zaskoczy: odwrócona Królowa Denarów. Dostałam tego dnia maila od klientki, która wcześniej zamówiła u mnie horoskop. To był bardzo miły mail, w którym zostałam doceniona i pochwalona, jako astrolog, który zna się na rzeczy. Było to bardzo miłe. Moje ego się ucieszyło :)
Południe: odwrócona Czwórka Denarów. Denary to też nasze ciało, a w tej pozycji pokazały mi...ból ramion, pleców, szyi. Gdy siedzimy długo w pozycji medytacyjnej może to być bardzo dokuczliwe. Człowiek na karcie siedzi w pozycji podobnej do medytacyjnej i to pod drzewkiem - całkiem jak ja (choć odwrócenie było, zatem mała trudność w siedzeniu, w wytrwaniu).

Wieczór: odwrócona Czwórka Mieczy. Ta karta bywa kojarzona ze zdrowiem, a mnie się ona zamanifestowała jako duża dokuczliwość niewygody pozycji medytacyjnej, ból ciała, chęć, żeby wrócić do domku i się położyć na łóżku i spać. Tego wieczora nie wracałam już sama przez las, miałam miłe towarzystwo.

Dzień czwarty
Energia dnia: Czwórka Mieczy. Rinpocze zaczął nauki od stwierdzenia: „rest, be silent, and rest”. Czyli „spoczywaj, przebywaj w ciszy i spoczywaj” - żadna inna karta by tego lepiej nie pokazała. Rozpoczęłam przebywanie w ciszy. If You don't know what to do, rest. If You don't know what to say, be silent. Bezwysiłkowość.

Zrozumiałam jak ważny jest śmiech i dystans, że stanowi to skuteczną obronę i ratunek. Nie możemy tego świata traktować zbyt poważnie, to nie jest dobra strategia, ponoć, jak głosi ludowa mądrość, i tak nie wyjdziemy z niego żywi. Skąd brać w sobie moc i radość? Ze spoczywania, podłączenia się do Źródła, z bycia obecnym.
 Dzień piąty
Ogólna energia: Sąd ostateczny. Energia, wdzięczność, miłość. Odpuszczenie zabiegania o cokolwiek, bo we mnie jest już wszystko. Spełnienie. Mam ogromny potencjał, pokłady tylu wspaniałych właściwości – każdy z nas ma to w sobie, w środku. To odkrycie było bardzo ważne, bo wychodzi na to, że nie trzeba szukać na zewnątrz. Mamy w sobie źródło uzdrowienia, mamy w sobie wszystko, tylko żeby jeszcze tak łatwo było się do tego podłączyć. Poczułam tego dnia, że mam w sobie nieskończoną przestrzeń uzdrawiającej, pięknej energii.

Dzień szósty
Dziesiątka Kielichów. Piękna medytacja. Energia przepływała. Wokół wspaniali ludzie.
Dzień siódmy
Tego dnia nie losowałam żadnej karty. Było deszczowo, ale rześko. Spacerowałam po sosnowym lesie zastanawiając się jak nie utracić tego spokoju, który się pojawił. Czy się to uda? Czy powrót do rzeczywistości, natłoku spraw, wyzwań, nie wytrąci mnie z tego? Pojawiła się ważna kwestia integracji praktyki w codzienne życie, czyli czegoś bardzo trudnego, jednak nie niemożliwego.

środa, 2 sierpnia 2017

O moim tajemnym zaklęciu

O moim tajemnym zaklęciu
W tym poście dzielę się z wami moją osobistą i bardzo mocną mantrą, czy słowami mocy, które bywają bardzo przydatne. Jakiś czas temu pewna bardzo mądra i głęboko uduchowiona osoba powiedziała do mnie: „Na chuj ci to?”. Co było dla mnie wielkim zaskoczeniem w kontekście rozmowy, w której między wątkiem o wysokich wibracjach, Aniołach, duchowości przeplatała się kwestia toksycznych ludzi. Było to idealne wyrażenie pewnej energii odcinającej właśnie dlatego, że te słowa zabrzmiały z jednej strony bardzo mocno, z drugiej wywołały we mnie śmiech, bo w ogóle mi nie pasowały do kontekstu. Z czasem jednak zrozumiałam, że od czasu do czasu warto to sobie powtórzyć z całą mocą. Szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z toksycznymi ludźmi.

Toksyczne osoby mają w sobie niezwykłą zdolność ściągania innych w dół. Same czują się bardzo źle i nie interesuje ich to, że mogą innych zamęczyć swoją negatywną energią. Jedyne co te osoby interesuje, to ich własny ból i cierpienie. Dlatego nie warto wysyłać im dodatkowej negatywnej energii, a w miarę możliwości dobrze jest wykrzesać z siebie nieco współczucia – w końcu toksyczna osoba cierpi bardzo mocno, bez sensu dokładać do tego swoje trzy grosze.
Niekiedy takie osoby chcą zrobić wszystko by ściągnąć nas w dół, by i u nas pojawiło się poczucie bólu, lęku i ogólnej beznadziei. I wiecie, nie musicie dawać się ściągać w dół. Każdy ma prawo do tego, żeby mieć w umyśle dobro, piękno, miłość, współczucie i inne pozytywne wibracje. Mamy prawo, a nawet obowiązek wobec samych siebie, troszczyć się o swój własny umysł. Toksyczne osoby mogą tego nie rozumieć. Zarzucać wam egoizm. Ale prawdziwe współczucie i troskę dobrze jest zacząć od samego siebie. Miłość do samego siebie i chęć dobra dla nas samych, to są rzeczy podstawowe. Jeśli są w waszym otoczeniu osoby, które raczej chcą was zatruć swoim jadem, to warto sobie powtórzyć: „Na chuj mi to?”. Może nie za często, bo przestanie brzmieć jako coś mocnego. Odcinanie się nie jest egoizmem, ale współczuciem wobec nas samych, zasługujących na miłość, dobro, pozytywne energie. Problem toksycznych osób polega na tym, że one by chciały i wymagały, aby każdy zanurzył się w ich trudnych emocjach.
Problem toksycznych osób polega na tym, że one są tak mocno zafiksowane na swoich emocjach, że chcą je wszędzie rozsiewać jak wirusa Ebolę. Czy to zawiść, nienawiść, gniew, lęk, smutek. Ogólnie nie ma oczywiście niczego złego w czuciu się źle. To normalna sprawa, że każdy z nas od czasu do czasu ma w sobie takie stany. Problem zaczyna się, gdy one są bardzo silne, jest ich dużo i człowiek zarzuca je na innych nie dając w ogóle przestrzeni na radość, śmiech i dobre samopoczucie. Pojawia się uczucie, że ktoś nas dusi, zabiera nam energię, przytłacza. Takie sytuacje są zawsze bardzo trudne i skomplikowane. Na przykład gdy mamy toksyczną ciotkę, którą jednak trochę lubimy. To jak to ogarnąć? Jak żyć? Strategia odcinania się jest dobrym wyjściem, bo zadbanie o nasz własny umysł jest czymś bardzo ważnym.
To, co robimy z naszym umysłem, co się w nim pojawia, jakie myśli i emocje, jest bardzo ważne. To, co robimy z tym, co się pojawia w naszym umyśle, jest najważniejsze! Pomyślcie o tym. Generowanie i podsycanie toksycznych stanów, zatruwanie umysłu jadem, nienawiścią, gniewem, jest jak produkowanie w umyśle jakiegoś mentalnego horroru, w którym sobie sami żyjemy. Albo jak tworzenie w sobie obrazu malowanego kupą. Po co to komu? A jeszcze dodatkowo zatruwanie tym innych? Rozsiewanie toksyn jak ptasiej grypy na prawo i lewo? Przykro i smutno, gdy pojawiają się osoby, które mają w sobie tak niskie wibracje, tak trudne energie. Ale czasem nic nie da się zrobić, bo nie wyleczy się czyjegoś umysłu na siłę z mentalnych brudów. W takiej sytuacji pojawiają się dwa wyjścia: znosić negatywności i próbować je odpuszczać, aby nimi nie przesiąknąć, czyli nie lgnąć, pozwalać by się rozpuściły, albo się odciąć.

piątek, 21 lipca 2017

Jak znaleźć w sobie optymizm, gdy masz wrażenie, że kolejny raz ustawiłeś się przy wentylatorze, do którego ktoś nieustannie wrzuca kupę?

Jak znaleźć w sobie optymizm, gdy masz wrażenie, że kolejny raz ustawiłeś się przy wentylatorze, do którego ktoś nieustannie wrzuca kupę?

Osoby Saturniczne zapewne wyczuwają ten tytuł, bo przecież same nucą sobie czasem pod nosem  „życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą...”. Przyśpiewki przyśpiewkami, ale gorzka prawda jaka za tym stoi jest taka, że tam, gdzie mamy nieharmonijnie położonego Saturna możemy doświadczać opóźnień, blokad, kompleksów, zahamowań, trudności, lęku i komplikacji. Saturn buduje mury, mosty, albo ściany, a już na pewno jakąś przeszkodę, którą można czasem przeskoczyć, a czasem niestety trzeba się jej poddać i poczekać. Bo Saturn wielokrotnie wymusza na nas cierpliwość.
Saturn to nauczyciel przez doświadczenie i wszystkie bolesne rzeczy, są dla nas saturniczną lekcją, którą mamy do odrobienia w naszym dzienniczku rozwojowych doświadczeń. Albo się czegoś nauczymy, albo będziemy walić głową w ścianę powtarzając wciąż na nowo saturnowe szlaki nawykowych działań, które mocno w nas siedzą.
Tam, gdzie nieharmonijny Saturn możemy mieć najwięcej trudności, lęków czy opóźnień. I co można z tym zrobić, jeśli na przykład nasz związek, który przecież tym razem miał już być udany, znowu się rozpada? Poczekać na lepsze układy planet? A może po prostu... skupić się na Jowiszu?
Nawet w horoskopie największego Saturnika mamy gdzieś położonego Jowisza. A tam, gdzie Jupiter, tam i mniejszy bądź większy optymizm. Zamiast smucić się, że kiepsko idzie w sferze relacji partnerskich, warto rozwijać sferę, w której mamy szansę coś osiągnąć. Na przykład Jowisz w III może dawać radość z uczenia się nowych rzeczy, bądź pisania, w VI – przyjemność płynącą z pracy, w IX szczęście w podróżach i nauce języków obcych, w XII – radość z przebywania w samotności. Warto zanalizować sobie swój horoskop i pomyśleć, co sprawia wam radość, gdzie się coś udaje, a gdzie są schody. Może macie mocno obsadzony znak Wodnika, zatem możecie skupić się na przyjaźni, albo Raka – na więziach z bliskimi, albo gotowaniu. Zawsze jest jakaś opcja, przestrzeń, która daje nadzieję.

No właśnie, kwestia nadziei tudzież jej braku. Osoby, którym kosmos mocno skopał dupę, mogę mieć pesymistyczne nastawienie. I potem ludzie się dziwią, że Saturnicy to pesymiści. Ale sorry, przeważnie Saturnik ma na plecach bagaż doświadczeń i to raczej mocnych, trudnych i bolesnych. Oczywiście i nieharmonijny Pluton może dać takie doświadczenia (na granicy przemocy), czy Neptun (kolejne rozczarowanie), Uran (trzęsienia ziemi), a nawet Mars (ciągła walka). Osoby, które mają za sobą mocną i bolesną przeszłość, podjęły decyzje katastrofalne w skutkach, lub po prostu doświadczyły traumy, mogą nie mieć w sobie optymizmu. I to jest zrozumiałe. Ale skąd ten optymizm brać? Jak się nie poddać?
  • Odnaleźć w sobie Jowisza, czyli sferę, w której nam się coś udaje i trzymać się tego, czerpać energię i siłę z naszych sukcesów, udanych relacji, postępów. Ciesz się tym, co Ci przychodzi z łatwością i rozwijaj to.
  • Ucząc się nie oczekiwać niczego. Ani złego, ani dobrego. Po prostu płynąć na tej łódce po fali rzeczywistości obserwując wydarzenia i starając się ani nie myśleć nadmiernie entuzjastycznie, ani pesymistycznie. Po prostu realnie. Oto bardzo ważna lekcja Saturna: urealnij się, miej kontakt z rzeczywistością, z faktami. Iluzje, marzenia, fantazje są mało przydatne. Urealnij się i miej kontakt ze swoim wnętrzem nie fałszując swoich emocji, potrzeb, siebie. Czuj swoje ciało, emocje, zakorzeniaj się w nich i szukaj stabilności. Saturn to element ziemi, jeśli się w niej zakorzenisz, to zyskasz stabilny grunt pod nogami. Zakorzenienie to kontakt ze wszystkimi zmysłami, bycie o zdrowych zmysłach – odczuwasz świat bez swoich filtrów, wizji, nadinterpretacji. Jest, jak jest. Realnie, konkretnie, namacalnie. Nawet jak jest smutek, to jesteś obecny w tym smutku, nie uciekasz od niego w jakieś prochy czy alkohol, odczuwasz. Saturn to trzeźwość umysłu.
  • Druga ważna lekcja Saturna to cierpliwość. On spowalnia bieg wydarzeń, opóźnia, nagradza za prawdziwy wysiłek, nigdy za darmo. Zatem saturniczne działania, konsekwentne, pracowite, dokładne, precyzyjne, wytrwałe, mogą przynieść efekt. I warto na ten efekt czekać cierpliwie. Choć to może być trudne, zwłaszcza jak mamy w horoskopie dużo ognia, Marsa, bądź Urana.
  • Działaj Saturnicznie. Błędem Saturników częstokroć jest to, że oni chcą iść na skróty, na już, teraz. Ale nie tędy droga, bo Saturn mówi: nie śpiesz się, sprawdzaj, czekaj, badaj, przypatruj się krytycznie. Zapominając o tym możemy paść ofiarą własnej pochopności.
  • Saturn to nauczyciel przez doświadczenie. A to oznacza, że przerabiając na sobie pewne problemy i umiejętność ich rozwiązywania zyskuje coś niezwykle cennego: mądrość płynącą z życiowej praktyki. Jest to prawdziwy skarb, bo może pomagać innym wychodzić z podobnych życiowych zakrętów, bo wie jak to zrobić. Bo Saturn to też mądrość i głęboka wiedza.
  • Zatem optymizm można brać z przestawienia się na inne sfery i skupianie się na nich. Z traktowania bolesnych doświadczeń jako lekcji, które nas wzbogacają i sprawiają, że jesteśmy mądrzejsi. Myślenie o nich nie jako o porażkach, ale o darmowych szkoleniach, które mogą nam się bardzo przydać. Każdy z nas ma w sobie ogromne pokłady siły, to tylko kwestia umiejętności nawiązania z nimi kontaktu. Warto o tym pamiętać i nieustannie próbować, nawet jak się wydaje, że już nie ma szans. Zawsze jest szansa. I to nie przemawia przeze mnie ascendent w Strzelcu, tylko Saturn.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Jak przestać być doskonałym, czyli lekcja Pustelnika

Jak przestać być doskonałym, czyli lekcja Pustelnika
Osoby z tendencją do perfekcjonizmu bardzo często stawiają sobie i innym bardzo wysoko poprzeczkę. Sprawia to, że rzadko kiedy są zadowolone z efektów swojej pracy, ze swojego otoczenia, wyglądu, zachowania. Ciągle chcą coś poprawiać, by dążyć do tego magicznego stanu doskonałości. Często idzie za tym lęk przed otoczeniem i że czasem może nie być tak akceptujące i wspaniałe. Bo jednak taki perfekcjonista czuje, że musi być akceptowany, lubiany, szanowany, każdy musi piać z zachwytu nad tym, co on robi, a każda negatywna opinia jest jak policzek.
Może być to bardzo blokujące. Jedna strategia to odkładanie – taka osoba za nic się nie bierze bojąc się, że nie będzie to wystarczająco idealne, że nie uzyska tej akceptacji, więc się wycofuje. Druga strategia – ślęczy mozolnie całymi dniami nad czymś by było to jak najlepsze i jak najdoskonalsze, by czasem się nie pojawiła choć jedna osoba, która pokręci głową zniesmaczona, że to jednak jest nie to.
Taki sposób funkcjonowania jest bardzo męczący. Bo właściwie czy można być kiedyś wystarczająco doskonałym? Czy nie jest tak, że to nie jest nieosiągalne, bo zawsze coś można zrobić lepiej? To wszystko powoduje różnego rodzaju napięcia, bo gdy nastawiamy się na to, że ma być idealnie, to nasze projekty mogą spędzać sen z powiek. Bywa tak, że z powodu stresu i napięcia coś nam pójdzie gorzej, niż gdybyśmy podeszli do sprawy na luzie.
Ciekawszą strategią jest akceptacja, że coś może być niedoskonałe, nie takie, nie do końca. W japońskiej estetyce jest nawet całe kategoria poświęcona pięknu rzeczy, które w jakimś sensie nie są idealne: są pęknięte, nieskończone, nieregularne, asymetryczne, codzienne, proste i przede wszystkim nietrwałe. A przecież taka jest nasza rzeczywistość. Oczywiście są osoby, które widzą wszędzie światło, miłość i Buddhów. To jest piękne. Ale jak to napisał Tenzin Wangyal Rinpoche: „nie należy mylić niedualnego poglądu dzogczen z działaniami praktykującego dzogczen, który stale zmaga się z dualizmami samsary. Chociaż światopogląd nauk dzogczen jest niedualny, w zwyczajnym życiu istnieje to, co czyste i nieczyste, pozytywne i negatywne, pomocne i szkodliwe, a my musimy znać różnicę między nimi i działać w odpowiedni sposób”.
Przestawienie się na ten sposób myślenia nie jest wcale prosty, zwłaszcza jeśli od dawna mamy w sobie zakodowaną potrzebę akceptacji całego otoczenia. Ciężko wtedy sobie wyobrazić, że komuś możemy nie imponować, czy nie uzyskać aprobaty. Jednak dzięki nowej strategii można wiele zyskać: spokój, ulgę, przestrzeń na więcej rzeczy. Podchodzenie z luzem może w efekcie przynieść to, że pewne rzeczy wychodzą nam nawet lepiej. I nie chodzi mi tu wcale o bylejakość. Raczej o zmianę perspektywy - zwłaszcza jeśli nadmierny perfekcjonizm blokuje i utrudnia życie. Osoba, która ma w sobie zakodowaną taką postawę nieustannie ma poczucie, że coś może zrobić lepiej, bardziej, więcej, lub, że inni tego od niej oczekują. Nie jest to zbyt przyjemne. Nie mówię, żeby się nie rozwijać. Można się jednak rozwijać przyjmując, że są różne etapy, procesy i stany, a nie, że od razu zdobywamy Olimp. To jest właśnie takie maksymalistczne myślenie Saturnika - musi być już albo perfekcja, albo nic. Pośrednie stany nie wchodzą w grę. I to blokuje, męczy, a nawet prowadzi do depresji.
Akceptacja niedoskonałości to jest właśnie najbardziej doskonały stan i zrozumienie tego może być bardzo wyzwalające.
Tarotowy Pustelnik to nauczyciel przez doświadczenie, ponieważ on bardzo wiele widział, doświadczył, zrozumiał, nauczył się i dlatego może nieść lampę swojej wiedzy dalej. Jest autentyczny. Może czasem poważny, smutny, czasem wesoły i beztroski, ale nie stara się trzymać emocji i etykiet, a raczej powolutku płynąć wraz ze strumieniem w miarę swoich możliwości. Jest on stary, często pochylony, może zmęczony wędrówką. I ma coś bardzo cennego – mądrość. Zdobył wiele doświadczeń, które sprawiają, że wie dużo o świecie i życiu. Z niejednego pieca chleb jadł. On wie, że najbardziej doskonałe jest to, co jest, chociaż wydaje się to ułomne. Bo on akceptuje wszystkie doświadczenia, dzięki czemu ma w sobie sporo przestrzeni na wszystko inne.

wtorek, 27 czerwca 2017

Nie samym tarotem człowiek żyje, czyli co polecam do czytania

Nie samym tarotem człowiek żyje, czyli co polecam do czytania

Tenzin Wangyal Rinpocze, Leczenie formą, energią i światłem
Ktoś mądry kiedyś powiedział, że religia jest jak penis. Fajnie, że się go ma, ale nie trzeba od razu go pokazywać całemu światu. Brzmi to sensownie. Dlatego nie jest łatwo mi pisać o tej książce unikając osobistych wycieczek w meandry mojego życia religijnego. Powiem krótko: osoby, które chcą poznać praktyki bon na poziomie szamańskim, tantrycznym i dzogczen powinny przeczytać tę książkę. Jest ona raczej adresowana do osób, które czują związek z tą linią nauczania.
Tenzin Wangyal wyjaśnia jak praktykować z poszczególnymi żywiołami i balansować ich energię. Jest to tak zwana praktyka odzyskiwania duszy. W momencie, gdy łączymy się z rigpą dzieje się to w sposób naturalny. A że kontakt z rigpą, czyli naszą najgłębszą naturą, Źródłem, Kuntuzagpo, Buddhą, nie jest wcale taki hop siup, że siadasz i już, to warto się wspomóc różnymi innymi metodami. Takimi jak praca z emocjami, czy żywiołami. Najprostsza strategia równoważenia energii żywiołów to oczywiście kontakt z przyrodą. A sposób na pogłębienie tego połączenia jest opisany krok po kroku w książce i to jest właśnie to, co nazywa się dosyć dramatycznie odzyskiwaniem duszy. Każdy z żywiołów może być obecny w nas w nadmiarze, lub możemy cierpieć na niedobór. Oba te stany są dosyć szkodliwe i wiążą się z różnego rodzaju dolegliwościami. Na przykład nadmiar ziemi może skutkować przygnębieniem, depresją, ospałością, wycofaniem, niedobór brakiem stabilności, roztargnieniem, nerwowością. Za dużo wody daje brak produktywności, wygodnictwo, za mało skutkuje kiepskim samopoczuciem. Nadwyżka ognia wiąże się z irytacją, nadmiernym poruszeniem, a gdy tego żywiołu brakuje, wówczas może dokuczać brak energii, witalności, ciężko się za coś zabrać. Gdy dominuje powietrze pojawia się problem z doprowadzeniem spraw do końca, z wytrwałością, przy niedoborze mamy różne blokady dotyczące relacji, które mogą być płytkie. Za mało przestrzeni owocuje blokadami, zagubieniem i zamknięciem, za dużo daje chaos, dezorientację, odłączenie, brak priorytetów. 

Oprócz elementów jest i poziom tantryczny, czyli praca z poszczególnymi czakrami i oczyszczanie i balansowanie w nich energii. Wielu z tych metod TWR uczy na warsztatach, które organizuje. Oczywiście jest i poziom dzogczen, na którym wszystko jest manifestacją przestrzeni i światła. Wkraczamy w niedualność i w odpuszczenie. Mniej więcej tak to wygląda. Dzogczen to rodzaj medytacji polegający na przebywaniu w naturalnym stanie umysłu.
Medytacja nie jest cudownym, magicznym lekarstwem, tylko procesem i stylem życia. Pomaga zdystansować się od tego, co dzieje się w głowie, a to jest naprawdę niesamowicie relaksujące. Możecie sobie wyobrazić, że nawet jak pojedziecie na wakacje, to jeśli nie uspokoicie swoich myśli i emocji, to mało odpoczniecie. Dlatego umiejętność odpoczynku od tego, co się dzieje w naszych głowach jest bardzo cenna. To nie oznacza, że medytując przestajesz myśleć. To oznacza, że nie przejmujesz się tym, co pojawia się w twojej głowie. Cytat z Tenzina na koniec:
Natomiast gdy utkniesz w swoich myślach i uczuciach, wówczas jedna myśl prawie zawsze wiedzie do następnej, a to nieuchronnie nasila ból. Pogrążony w bólu umysł nie jest w stanie znaleźć drogi wyjścia z tej sytuacji. Jak głosi tybetańskie przysłowie – nie da się zmyć krwi z rąk, myjąc je krwią. Taki próbujący uwolnić się od własnego bólu umysł nazywam „sprytnym ego”. Często trudno je rozpoznać, gdyż bezustannie udzielamy sobie rad, które wydają się pozytywne, interesujące i zorientowane na rozwiązanie. Sprytne ego może często nas nawiedzać w trakcie sesji medytacyjnych, wtrącając się w chwile wglądu i mianując się mądrością. Jednakże jego pozorna mądrość nie jest wynikiem autentycznego samopoznania. Stanowi raczej przeszkodę na drodze do prawdziwej mądrości, do rozpoznania natury umysłu.




Małgorzata Halber, Najgorszy człowiek na świecie
Jest to książka ważna. Porusza problem kobiecego alkoholizmu. Osoby, które pracują z tzw. cieniem (Czy to same ze swoim, czy z innymi ludźmi) powinny tę książkę przeczytać. Pozwala ona zrozumieć sposób myślenia alkoholika, emocjonalność, to z czym on się zmaga. A osoby nałogowe mogą poczuć, że ktoś mówi właśnie do nich ich smutnym nałogowym językiem.
Jeszcze zanim zacznę, chcę powiedzieć coś, co odkryłam zupełnie niedawno.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY.
ŻE NIE JEST ŁADNY.
ŻE ZA MAŁO WIE.
I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU.

Małgorzata Halber pokazuje, że tak naprawdę bardzo wiele osób się z czymś zmaga. Czy to nałogowość, depresja, nerwice, czy po prostu różnego rodzaju lęki. Opisuje swoje własne zmagania i bóle. Jest w tym brutalnie autentyczna i szczera. Ale to nie tylko smęcenie alkoholika, ponieważ książka ma też pozytywny wymiar. Pokazuje jak można wychodzić z tego, jak ona to zrobiła i się jej udało. Halber pokazuje, że tu chodzi o mechanizm nałogowy, wewnętrzną pustkę, otchłań, dziurę, którą się zapełnia czymś, co przynosi ulgę. Czy to alkohol, narkotyki, słodycze, seks, hazard, praca czy sport. Polecam tym, którzy mają do czynienia z dysfunkcyjnymi osobami. Ale również po prostu miłośnikom dobrej literatury, ponieważ jest to dobrze napisana książka, którą czyta się w jeden wieczór. Osoby, które interesują się psychologią będą wniebowzięte, bo jest tu bardzo dużo informacji o funkcjonowaniu deficytowego człowieka, a także jak do niego podejść, co go wspomoże, a co go osłabi.
                                                    Małgorzata Halber to autorka popularnego komiksu "Bohater"       


Lee Lehman, Martial Art of Horary Astrology
Jest to książka typu „must have” jeśli zajmujecie się astrologią horarną. Ma ona grubo ponad 300 stron i podzielona jest na trzy części. Pierwsza to ogólne wprowadzenie do astrologii horarnej, czyli co to w ogóle jest, jak się za to zabrać. Druga część dotyczy konkretnych pytań powiązanych z każdym domem. Pytania wzorowane są na Williamie Lilly oraz Johnie Gadbury, przy każdym rozdziale są opisane i wyjaśnione przykładowe horoskopy. Nie przeczytałam tej książki od deski do deski, a raczej otwieram te rozdziały, które są mi akurat potrzebne. Jest to bardzo wartościowa pozycja.

Jean-Baptiste Morin, Astrologia Gallica, Book Twenty-Three, Revolutions
Solariusze i lunariusze nieustannie mnie ciekawią. Zatem nie mogłam nie kupić klasycznej książki w tym temacie. Jean-Baptiste Morin wyjaśnia wszystko co trzeba wiedzieć o powrotach planet. Podaje przykłady. Jedynie ostrzegam, że nie jest napisana łatwym językiem.


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Dzień dobry, Saturnie!

Dzień dobry, Saturnie!

Tam, gdzie w horoskopie położony jest Saturn, najczęściej odczuwamy najwięcej lęku, niepokoju i bólu. Jeśli ten Saturn jest usytuowany harmonijnie, wówczas nie ma problemu. Gorzej, gdy tworzy napięciowe aspekty (kwadratura, opozycja, koniunkcja) z istotnymi elementami kosmogramu (planetami indywidualnymi, osiami). Osobę tak naznaczoną przez Kosmos nazywam Saturnikiem i poświęciłam już sporo postów zgłębianiu saturnicznej osobowości (zob. Saturniku,powstań z kolan!, Saturniku, naucz się odpoczywać).
Większość osób odczuwa w swoim życiu mniejszy lub większy lęk w różnych sytuacjach. To normalne. Jedynie osoby zaburzone, np. psychopaci, są całkowicie pozbawione tego typu emocji. A Saturnik uważa, że on się boi bardziej, częściej i mocniej niż przeciętny człowiek. Bo Saturnik patrzy na świat przez krzywe zwierciadło i często wydaje mu się, że on jest w ogóle bardziej. A inni to nie. Inni mają fajniej, lepiej, a on tylko się męczy. Jakie zatem Saturnik tworzy zniekształcenia poznawcze, czyli swoje osobiste krzywe zwierciadło, poprzez które „podziwia” rzeczywistość?


Saturnik czarnowidz
Ten typ jest mistrzem świata w tworzeniu negatywnych scenariuszy. Jego mottem życiowym jest: „jeśli coś ma pójść źle, to pójdzie jeszcze gorzej” i „kanapka zawsze spada na podłogę posmarowaną stroną”. Zawsze wybiera najgorszy scenariusz, bo, jak sam powie, chce uniknąć rozczarowania, bo przecież te pozytywne są tylko w bajkach Disneya. Nikt tak doskonale jak on nie wymyśla milionów powodów by nic nie robić, bo przecież nie warto, bo się nie uda. Nic nie warto, bo przecież life is a bitch, and then you die, wszyscy umrzemy, a życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą.
Taki Saturnik wie, że ludzie go ocenią negatywnie, wie, że zrobi złe wrażenie, że powie coś nudnego, że wszyscy będą mieli go dość. On po prostu wie. Potrafi wybierać opcje bezpieczne i nie podejmować wyzwań, bo zawsze ma na horyzoncie jakąś katastrofę, albo czuje, że nic dobrego nie wyjdzie. 

Saturnik telepata
Ten typ zachowuje się jakby miał w sobie dar czytania w myślach. I byłoby ok, gdyby nie to, że najczęściej nie ma takiego daru, tylko wydaje mu się, że wie, co inni myślą na jego temat. Zakłada, że wszyscy (bo najczęściej łączy się to z typem Saturnika maksymalisty) go ocenią źle, skrytykują, pomyślą, że jest idiotą, że na niczym się nie zna, że wysławia się kiepsko, że jest brzydki, pryszczaty i ma tłuste włosy.
On patrzy w twarz człowieka i czuje, że wie, że ten człowiek go ocenia. Że na pewno uważa go za smutnego nudziarza, który wygląda dziwnie i nie umie się zachować. Ten Saturnik zapomina o tym, że ludzie dosyć często mają gdzieś drugą osobę i są tak samo skoncentrowani na sobie, jak każdy. A nie na tym, by jak najbardziej zlustrować i prześwietlić drugą osobę. Nikogo aż tak mocno nie obchodzimy, jak się Saturnikowi wydaje. To powinna być afirmacja dla Saturnika telepaty do zapisania przy łóżku.


Saturnik maksymalista
Ten Saturnik nadużywa w swoim myśleniu słowa: „wszyscy” i „każdy”. Chce by wszyscy go lubili, chce by każdy był zadowolony. Wystarczy, że znajdzie się jedna osoba, która go nie lubi i to jest dla niego oznaka, że jest nic nie wart i powinien schować się pod kamień. Wystarczy, że raz mu coś źle pójdzie i on wpada w czarną rozpacz, bo przecież zawsze powinno być dobrze. On widzi świat w sposób czarno-biały upraszczając nie godząc się na to, że może istnieć coś pomiędzy. Musi jak najbardziej perfekcyjnie wykonać pracę, bo inaczej życie nie ma sensu. Jeśli zrobiłby ją po prostu dobrze, nie perfekcyjnie, tylko ok, wystarczająco, to ziemia by się zatrzęsła, wulkany zaczęłyby wybuchać a z nieba posypałyby się gromy! Perfekcjonizm albo śmierć, tak sobie myśli ten oto typ, który musi każdego zadowolić, który musi wszystko zrobić najlepiej.
Po zakończeniu projektu, nad którym pracował w 100%, czuje najczęściej pustkę i dziurę. Musi znaleźć sobie nową rzecz, nad którą będzie perfekcyjnie pracował. Momentami może odczuwać wypalenie i brak energii. Ten typ również odczuwa przymus, by na każdym zrobić doskonałe wrażenie, bo inaczej będzie smutno. Każdy przecież musi go odbierać jako fajną osobę.
Brzmi męcząco?

Saturnik malkontent
Ten typ po prostu pamięta to, co złe, przykre, smutne i nieudane. A w nowych sytuacjach najbardziej skupia się na tym, co negatywne. Na przykład gdy ma wystąpienie publiczne to najbardziej koncentruje się na osobie, która wygląda na znudzoną, choć w pierwszym rzędzie siedzą trzy zafascynowane osoby. Co z tego, skoro ta jedna się nudzi, zatem wystąpienie jest beznadziejne!
Ma ogromny problem z dostrzeżeniem, że kwitnie jaśmin, a czarny bez intensywnie pachnie. Bo przecież miasto takie zaśmiecone i ludzie tacy brzydcy, a on rok temu przeżył coś przykrego i było smutno. A dwa lata temu smutniej. A dzieciństwo to już w ogóle. Bywa, że ma głęboko wpojone poczucie niedoskonałości. Choćby miał na półce 20 pucharów i tak powie, że miał farta, że nie zasługuje, że mógłby być lepszy, że wcale to nie takie duże osiągnięcie. Nie wierzy, gdy inni mu mówią, że jest wspaniały, zdolny i utalentowany, bo postrzega siebie jako rodzaj bubla, któremu coś się udało, bo najwyraźniej gdzieś ktoś się zagapił. Najczęściej zamęcza sam siebie.

Zapytacie czy mam jakieś rady, jak żyć, co robić. Po pierwsze warto sobie uświadomić, że to są nawykowe strategie myślowe, które nie opisują rzeczywistości. Są jak krzywe zwierciadło, poprzez które Saturnik ogląda rzeczywistość. Nawyki myślowe mają kilka poziomów: automatyzmy, czyli to, co przychodzi jako automatyczna reakcja, ale i negatywne wyobrażenia i przekonania, które siedzą w człowieku bardzo głęboko. Ale myśli to nie rzeczywistość. Nie musimy wcale wierzyć w to, co myślimy.
Praca z nawykowymi myślami nie jest łatwa, bo przecież budowało się je całe lata, więc ciężko pozbyć się ich w weekend. Bardzo często te myśli wiążą się z lękiem, który się pojawia wraz z nimi i powoduje spiralę nakręcania się. Oto kilka wskazówek na start:
  • O ile nie jesteś prawdziwym telepatą, nie zakładaj, że wiesz co ktoś sobie pomyślał, gdy się taka myśl pojawi, to pomyśl sobie, że tak naprawdę ta osoba mogła pomyśleć, że chce dziś na obiad zjeść kotlet schabowy.
  • Nie jesteś pępkiem świata, myśli innych ludzi nie są maksymalnie skoncentrowane wokół ciebie i twoich spraw, aż tak ludziom nie zależy, żeby śledzić każdy twój ruch i oceniać każdy grymas twarzy.
  • Uświadom sobie, że negatywna myśl nie jest faktem, że można sytuację ocenić z wielu różnych punktów widzenia, np. lęk przed niepowodzeniem – to nie jest fakt, to jest myśl w twojej głowie, która nie opisuje przyszłości, faktem jest, że np. zaczynasz nowy projekt, to jest fakt, a wszystkie lęki to jest krzywe zwierciadło, to nie jest prawdziwe i nie musisz ufać tym myślom.

  • Szukaj faktów, dowodów, po prostu się urealnij, a nie żyj w świecie swoich lękowych projekcji.
  • Jeśli boisz się, że coś negatywnego się stanie, to przeanalizuj sobie to i wyobraź sobie, że dokładnie się tak stało. Że masz tę swoją katastrofę. I poczuj to, że raczej (o ile nie jest to lęk przed śmiertelną chorobą, tylko np. że zapomnisz tekstu podczas przemówienia!) nic się nie dzieje, świat toczy się dalej, ziemia się nie rozstąpiła, albo ktoś cię jednak nie polubił i czy stała się katastrofa? Pomyśl o tym, że nic się nie dzieje, a życie toczy się dalej.
  • Ćwicz się w patrzeniu na rzeczywistość jak na film, w którym nie ma ocen, że coś jest okropne, beznadziejne, to obiektywny film, którego klatki przelatują jedna po drugiej, zjawiska się dzieją, a cała ocena była tylko w twojej głowie.
  • Pomyśl sobie, że emocje są jak chmury, stany emocjonalne są jak pogoda, przepływają i odpływają.
  • Oddychaj głęboko, jedz zdrowo, ruszaj się dużo, zmieniaj kanały. Często problemem osób lękowych jest to, że za bardzo siedzą w swojej głowie, a czasem wystarczy zmienić kanał, czyli przestawić się na aktywność całkiem innego typu, pójść na rower, pomalować, ugotować obiad.


niedziela, 18 czerwca 2017

Czy tarot jest psychoterapią i dlaczego nie.

Czy tarot jest psychoterapią i dlaczego nie.
Na jednej tarotowej grupie padło niedawno pytanie, czy tarot może zastąpić psychoterapię. Myślę, że aby na nie odpowiedzieć musimy rozróżnić dwie rzeczy. Po pierwsze psychoterapię w znaczeniu ścisłym, czyli „stosowanie metod psychologicznych, zwłaszcza opartych o regularny kontakt międzyludzki, w celu pomocy osobom zmagającym się z różnorodnymi problemami. Psychoterapia służy poprawie dobrostanu i zdrowia psychicznego, i może dotyczyć zmiany lub radzenia sobie z dokuczliwymi zachowaniami, przekonaniami, obsesjami, myślami lub emocjami, oraz rozwojowi relacji i umiejętności społecznych. Niektóre techniki psychoterapeutyczne są uznane za oparte na dowodach naukowych metody leczenia określonych zaburzeń psychicznych”. Po drugie to, że coś nam przynosi ulgę, działa na nas kojąco, potocznie mówimy „terapeutycznie”. Psychoterapia nie musi działać kojąco, czasem polega na zwykłym uświadomieniu, że nie ma nic złego w czuciu się podle, że nie musimy chodzić super szczęśliwi dwadzieścia-cztery godziny na dobę, bo smutek też jest ok.

By zostać psychoterapeutą trzeba zainwestować sporo czasu i pieniędzy, by nauczyć się różnych technik pracy z człowiekiem. Są również szkoły (POP), które wykorzystują najróżniejsze środki, to co się pojawia akurat w danym leczniczym procesie (sny, taniec, może to być też tarot). Ale sam tarot psychoterapii nie zastąpi. Tarot różni się metodami i celem od psychoterapii. To pierwsze jest narzędziem do odnajdywania odpowiedzi, szukanie rozwiązań, nazywanie, określanie, diagnozowania, czasem prognozowanie. To drugie dotyczy często analizy przeszłości, emocji, uczenia się jak sobie radzić z emocjami, jak budować relacje z ludźmi, jak żyć z niszczącym nałogiem, czy myślami samobójczymi, jak uwolnić się od przemocy psychicznej, jak przestać krzywdzić innych wybuchami agresji itd. Psychoterapeuta uczy rozpoznawać i nazywać emocje, ale nie powie pacjentowi, co ten ma robić, jakie decyzje podejmować (chyba, że ma do czynienia z sytuacją przemocy fizycznej, bądź psychicznej). Tarot podpowiada, jaka decyzja jest najlepsza. To zasadnicza i najważniejsza różnica. Psychoterapeuta nie może przekroczyć tej granicy i powiedzieć: „Jolka, ten partner ci szkodzi, lepiej mi wygląda sytuacja ze Stefanem”.

Tarot może wiele pokazać, ale sam w sobie nie jest systemem psychoterapeutycznym, więc bez tego zaplecza nie zastąpi psychoterapii. Nawet tak wielcy tarociści jak Alejandro Jodorowsky, czy Jan Witold Suliga do pracy uzdrawiającej używają innych metod (psychomagii, czy mandali umysłu).
Terapia dosłownie oznacza leczenie, kurację. I w zasadzie w takim ogólnym sensie bardzo wiele rzeczy może mieć oddziaływanie terapeutyczne: sztuka, rozmowa z przyjacielem, kontakt z naturą, rower, gotowanie, słuchanie muzyki, masaż, joga, medytacja. W potocznym języku powiemy, że to dla nas terapia, ale wiemy, że chodzi o to, że to działa na nas kojąco. A nie, że to to samo co siedzenie w gabinecie z psychoterapeutą i analizowanie relacji z matką. To oczywiste, a jednak mam wrażenie, że niekiedy się myli te dwie rzeczy.
Bardzo dobrze jest robić to, co działa na nas kojąco, przynosi ulgę. Czy to jest bieganie, granie na gitarze, czy uczęszczanie na sesje tarota. Ale głębsze neurozy, deficyty, fobie, uzależnienia, lepiej nadają się do gabinetu psychoterapeuty, bądź na sesje, które do tego służą (np. ustawienia hellingera itd.).

Nie z każdym problemem psychoterapia jest w stanie sobie poradzić, bywa, że skuteczniejsze metody oferuje duchowość alternatywna. Różnie to jest.
Podsumowując:
  • tarot sam w sobie nie jest psychoterapią
  • można połączyć tarota z jakimś systemem psychoterapeutycznym i wykorzystywać go jako pomocnicze narzędzie, jest to możliwe na przykład w terapii zorientowanej na proces
  • pewne rzeczy działają na nas dobrze, jak np. rozmowa z przyjacielem, tak może też na nas działać rozmowa z tarocistką, nie oznacza to, że jest to psychoterapia, ale że ma miejsce wymiana pozytywnej energii
  • psychoterapia to często długotrwały (choć są również terapie krótkoterminowe), niekiedy bolesny proces, podczas którego psychoterapeuta najczęściej pomaga rozsupłać pogmatwane emocje, nazwać deficyty, nauczyć się funkcjonować w świecie, poradzić sobie z fobiami. Jest bardzo wiele rodzajów terapii, od poznawczo-behawioralnej, zorientowanej na proces po psychodynamiczną. Mamy terapię grupową, bądź indywidualną. Terapię polegającą na rozmowie, bądź taką, w której angażuje się wszystkie możliwe kanały (taniec, ruch, sztukę).
  • wielu profesjonalnych tarocistów tworzy swoje własne metody pracy uzdrowicielskiej, niekiedy wspomagając się tarotem jak na przykład Alejandro Jodorowsky, który za pomocą kart ustala problem w relacjach rodzinnych, a następnie konstruuje akt psychomagiczny
  • tarocista może sam w sobie mieć bioenergoterapeutyczne zdolności, pozytywną energię, więc kontakt z nim może na nas dobrze działać
Jeśli się ze mną nie zgadzacie, to zapraszam do komentowania :)

piątek, 16 czerwca 2017

Krótki post na temat pewnej przydatnej książki

Krótki post na temat pewnej przydatnej książki

 „Słownik symboli” Władysława Kopalińskiego to może nie tyle ważna książka, co przydatna. Jest to słownik, zatem informacje są zwięzłe, konkretne, czasem hasłowe. Każde hasło ma swoje ogólne znaczenie, ale i takie w nawiązaniu do Biblii, przysłów, powiedzonek, kultury azjatyckiej, czy starożytnej Grecji. Może pojawić się nawet myśl, że tych informacji jest za dużo, ale jeśli chcemy zgłębiać symbole, to jest to naprawdę konkretna pozycja. Na tarotowych obrazkach pojawia się bardzo wiele różnorodnych symboli: często są to zwierzęta, rośliny, ludzie, przedmioty, Anioły. Warto zatem nieco zapoznać się ze znaczeniami, by lepiej poznać tarota . Nawet jeśli czytacie w stylu open-reading i patrzycie na sam obrazek, to jednak znajomość symboli może czasem przywołać bardzo ciekawe skojarzenia i myśli.

W wielu książkach o tarocie mamy opisy różnych symboli, ale tutaj jest to przedstawione w sposób bardzo wyczerpujący, dokładny i obiektywny. Nie zachęcam do czytania od deski do deski, bo mogłoby to być męczące, ale do zgłębiania poszczególnych haseł, gdy akurat zachodzi taka potrzeba.
Zauważyłam, że funkcjonują dwa wydania, jedno z 1990, które można wy-haczyć na allegro w całkiem przyzwoitej cenie, oraz to nowe, droższe, które oczywiście jest zaktualizowane. Posiadam egzemplarz z serii słowników wypuszczanych przez Rzeczpospolitą. Warto mieć, choćby żeby sobie od czasu do czasu sprawdzić jakiś nurtujący was symbol.

Copyright © 2016 Odcienie Tarota , Blogger