środa, 2 sierpnia 2017

O moim tajemnym zaklęciu

O moim tajemnym zaklęciu
W tym poście dzielę się z wami moją osobistą i bardzo mocną mantrą, czy słowami mocy, które bywają bardzo przydatne. Jakiś czas temu pewna bardzo mądra i głęboko uduchowiona osoba powiedziała do mnie: „Na chuj ci to?”. Co było dla mnie wielkim zaskoczeniem w kontekście rozmowy, w której między wątkiem o wysokich wibracjach, Aniołach, duchowości przeplatała się kwestia toksycznych ludzi. Było to idealne wyrażenie pewnej energii odcinającej właśnie dlatego, że te słowa zabrzmiały z jednej strony bardzo mocno, z drugiej wywołały we mnie śmiech, bo w ogóle mi nie pasowały do kontekstu. Z czasem jednak zrozumiałam, że od czasu do czasu warto to sobie powtórzyć z całą mocą. Szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z toksycznymi ludźmi.

Toksyczne osoby mają w sobie niezwykłą zdolność ściągania innych w dół. Same czują się bardzo źle i nie interesuje ich to, że mogą innych zamęczyć swoją negatywną energią. Jedyne co te osoby interesuje, to ich własny ból i cierpienie. Dlatego nie warto wysyłać im dodatkowej negatywnej energii, a w miarę możliwości dobrze jest wykrzesać z siebie nieco współczucia – w końcu toksyczna osoba cierpi bardzo mocno, bez sensu dokładać do tego swoje trzy grosze.
Niekiedy takie osoby chcą zrobić wszystko by ściągnąć nas w dół, by i u nas pojawiło się poczucie bólu, lęku i ogólnej beznadziei. I wiecie, nie musicie dawać się ściągać w dół. Każdy ma prawo do tego, żeby mieć w umyśle dobro, piękno, miłość, współczucie i inne pozytywne wibracje. Mamy prawo, a nawet obowiązek wobec samych siebie, troszczyć się o swój własny umysł. Toksyczne osoby mogą tego nie rozumieć. Zarzucać wam egoizm. Ale prawdziwe współczucie i troskę dobrze jest zacząć od samego siebie. Miłość do samego siebie i chęć dobra dla nas samych, to są rzeczy podstawowe. Jeśli są w waszym otoczeniu osoby, które raczej chcą was zatruć swoim jadem, to warto sobie powtórzyć: „Na chuj mi to?”. Może nie za często, bo przestanie brzmieć jako coś mocnego. Odcinanie się nie jest egoizmem, ale współczuciem wobec nas samych, zasługujących na miłość, dobro, pozytywne energie. Problem toksycznych osób polega na tym, że one by chciały i wymagały, aby każdy zanurzył się w ich trudnych emocjach.
Problem toksycznych osób polega na tym, że one są tak mocno zafiksowane na swoich emocjach, że chcą je wszędzie rozsiewać jak wirusa Ebolę. Czy to zawiść, nienawiść, gniew, lęk, smutek. Ogólnie nie ma oczywiście niczego złego w czuciu się źle. To normalna sprawa, że każdy z nas od czasu do czasu ma w sobie takie stany. Problem zaczyna się, gdy one są bardzo silne, jest ich dużo i człowiek zarzuca je na innych nie dając w ogóle przestrzeni na radość, śmiech i dobre samopoczucie. Pojawia się uczucie, że ktoś nas dusi, zabiera nam energię, przytłacza. Takie sytuacje są zawsze bardzo trudne i skomplikowane. Na przykład gdy mamy toksyczną ciotkę, którą jednak trochę lubimy. To jak to ogarnąć? Jak żyć? Strategia odcinania się jest dobrym wyjściem, bo zadbanie o nasz własny umysł jest czymś bardzo ważnym.
To, co robimy z naszym umysłem, co się w nim pojawia, jakie myśli i emocje, jest bardzo ważne. To, co robimy z tym, co się pojawia w naszym umyśle, jest najważniejsze! Pomyślcie o tym. Generowanie i podsycanie toksycznych stanów, zatruwanie umysłu jadem, nienawiścią, gniewem, jest jak produkowanie w umyśle jakiegoś mentalnego horroru, w którym sobie sami żyjemy. Albo jak tworzenie w sobie obrazu malowanego kupą. Po co to komu? A jeszcze dodatkowo zatruwanie tym innych? Rozsiewanie toksyn jak ptasiej grypy na prawo i lewo? Przykro i smutno, gdy pojawiają się osoby, które mają w sobie tak niskie wibracje, tak trudne energie. Ale czasem nic nie da się zrobić, bo nie wyleczy się czyjegoś umysłu na siłę z mentalnych brudów. W takiej sytuacji pojawiają się dwa wyjścia: znosić negatywności i próbować je odpuszczać, aby nimi nie przesiąknąć, czyli nie lgnąć, pozwalać by się rozpuściły, albo się odciąć.

piątek, 21 lipca 2017

Jak znaleźć w sobie optymizm, gdy masz wrażenie, że kolejny raz ustawiłeś się przy wentylatorze, do którego ktoś nieustannie wrzuca kupę?

Jak znaleźć w sobie optymizm, gdy masz wrażenie, że kolejny raz ustawiłeś się przy wentylatorze, do którego ktoś nieustannie wrzuca kupę?

Osoby Saturniczne zapewne wyczuwają ten tytuł, bo przecież same nucą sobie czasem pod nosem  „życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą...”. Przyśpiewki przyśpiewkami, ale gorzka prawda jaka za tym stoi jest taka, że tam, gdzie mamy nieharmonijnie położonego Saturna możemy doświadczać opóźnień, blokad, kompleksów, zahamowań, trudności, lęku i komplikacji. Saturn buduje mury, mosty, albo ściany, a już na pewno jakąś przeszkodę, którą można czasem przeskoczyć, a czasem niestety trzeba się jej poddać i poczekać. Bo Saturn wielokrotnie wymusza na nas cierpliwość.
Saturn to nauczyciel przez doświadczenie i wszystkie bolesne rzeczy, są dla nas saturniczną lekcją, którą mamy do odrobienia w naszym dzienniczku rozwojowych doświadczeń. Albo się czegoś nauczymy, albo będziemy walić głową w ścianę powtarzając wciąż na nowo saturnowe szlaki nawykowych działań, które mocno w nas siedzą.
Tam, gdzie nieharmonijny Saturn możemy mieć najwięcej trudności, lęków czy opóźnień. I co można z tym zrobić, jeśli na przykład nasz związek, który przecież tym razem miał już być udany, znowu się rozpada? Poczekać na lepsze układy planet? A może po prostu... skupić się na Jowiszu?
Nawet w horoskopie największego Saturnika mamy gdzieś położonego Jowisza. A tam, gdzie Jupiter, tam i mniejszy bądź większy optymizm. Zamiast smucić się, że kiepsko idzie w sferze relacji partnerskich, warto rozwijać sferę, w której mamy szansę coś osiągnąć. Na przykład Jowisz w III może dawać radość z uczenia się nowych rzeczy, bądź pisania, w VI – przyjemność płynącą z pracy, w IX szczęście w podróżach i nauce języków obcych, w XII – radość z przebywania w samotności. Warto zanalizować sobie swój horoskop i pomyśleć, co sprawia wam radość, gdzie się coś udaje, a gdzie są schody. Może macie mocno obsadzony znak Wodnika, zatem możecie skupić się na przyjaźni, albo Raka – na więziach z bliskimi, albo gotowaniu. Zawsze jest jakaś opcja, przestrzeń, która daje nadzieję.

No właśnie, kwestia nadziei tudzież jej braku. Osoby, którym kosmos mocno skopał dupę, mogę mieć pesymistyczne nastawienie. I potem ludzie się dziwią, że Saturnicy to pesymiści. Ale sorry, przeważnie Saturnik ma na plecach bagaż doświadczeń i to raczej mocnych, trudnych i bolesnych. Oczywiście i nieharmonijny Pluton może dać takie doświadczenia (na granicy przemocy), czy Neptun (kolejne rozczarowanie), Uran (trzęsienia ziemi), a nawet Mars (ciągła walka). Osoby, które mają za sobą mocną i bolesną przeszłość, podjęły decyzje katastrofalne w skutkach, lub po prostu doświadczyły traumy, mogą nie mieć w sobie optymizmu. I to jest zrozumiałe. Ale skąd ten optymizm brać? Jak się nie poddać?
  • Odnaleźć w sobie Jowisza, czyli sferę, w której nam się coś udaje i trzymać się tego, czerpać energię i siłę z naszych sukcesów, udanych relacji, postępów. Ciesz się tym, co Ci przychodzi z łatwością i rozwijaj to.
  • Ucząc się nie oczekiwać niczego. Ani złego, ani dobrego. Po prostu płynąć na tej łódce po fali rzeczywistości obserwując wydarzenia i starając się ani nie myśleć nadmiernie entuzjastycznie, ani pesymistycznie. Po prostu realnie. Oto bardzo ważna lekcja Saturna: urealnij się, miej kontakt z rzeczywistością, z faktami. Iluzje, marzenia, fantazje są mało przydatne. Urealnij się i miej kontakt ze swoim wnętrzem nie fałszując swoich emocji, potrzeb, siebie. Czuj swoje ciało, emocje, zakorzeniaj się w nich i szukaj stabilności. Saturn to element ziemi, jeśli się w niej zakorzenisz, to zyskasz stabilny grunt pod nogami. Zakorzenienie to kontakt ze wszystkimi zmysłami, bycie o zdrowych zmysłach – odczuwasz świat bez swoich filtrów, wizji, nadinterpretacji. Jest, jak jest. Realnie, konkretnie, namacalnie. Nawet jak jest smutek, to jesteś obecny w tym smutku, nie uciekasz od niego w jakieś prochy czy alkohol, odczuwasz. Saturn to trzeźwość umysłu.
  • Druga ważna lekcja Saturna to cierpliwość. On spowalnia bieg wydarzeń, opóźnia, nagradza za prawdziwy wysiłek, nigdy za darmo. Zatem saturniczne działania, konsekwentne, pracowite, dokładne, precyzyjne, wytrwałe, mogą przynieść efekt. I warto na ten efekt czekać cierpliwie. Choć to może być trudne, zwłaszcza jak mamy w horoskopie dużo ognia, Marsa, bądź Urana.
  • Działaj Saturnicznie. Błędem Saturników częstokroć jest to, że oni chcą iść na skróty, na już, teraz. Ale nie tędy droga, bo Saturn mówi: nie śpiesz się, sprawdzaj, czekaj, badaj, przypatruj się krytycznie. Zapominając o tym możemy paść ofiarą własnej pochopności.
  • Saturn to nauczyciel przez doświadczenie. A to oznacza, że przerabiając na sobie pewne problemy i umiejętność ich rozwiązywania zyskuje coś niezwykle cennego: mądrość płynącą z życiowej praktyki. Jest to prawdziwy skarb, bo może pomagać innym wychodzić z podobnych życiowych zakrętów, bo wie jak to zrobić. Bo Saturn to też mądrość i głęboka wiedza.
  • Zatem optymizm można brać z przestawienia się na inne sfery i skupianie się na nich. Z traktowania bolesnych doświadczeń jako lekcji, które nas wzbogacają i sprawiają, że jesteśmy mądrzejsi. Myślenie o nich nie jako o porażkach, ale o darmowych szkoleniach, które mogą nam się bardzo przydać. Każdy z nas ma w sobie ogromne pokłady siły, to tylko kwestia umiejętności nawiązania z nimi kontaktu. Warto o tym pamiętać i nieustannie próbować, nawet jak się wydaje, że już nie ma szans. Zawsze jest szansa. I to nie przemawia przeze mnie ascendent w Strzelcu, tylko Saturn.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Jak przestać być doskonałym, czyli lekcja Pustelnika

Jak przestać być doskonałym, czyli lekcja Pustelnika
Osoby z tendencją do perfekcjonizmu bardzo często stawiają sobie i innym bardzo wysoko poprzeczkę. Sprawia to, że rzadko kiedy są zadowolone z efektów swojej pracy, ze swojego otoczenia, wyglądu, zachowania. Ciągle chcą coś poprawiać, by dążyć do tego magicznego stanu doskonałości. Często idzie za tym lęk przed otoczeniem i że czasem może nie być tak akceptujące i wspaniałe. Bo jednak taki perfekcjonista czuje, że musi być akceptowany, lubiany, szanowany, każdy musi piać z zachwytu nad tym, co on robi, a każda negatywna opinia jest jak policzek.
Może być to bardzo blokujące. Jedna strategia to odkładanie – taka osoba za nic się nie bierze bojąc się, że nie będzie to wystarczająco idealne, że nie uzyska tej akceptacji, więc się wycofuje. Druga strategia – ślęczy mozolnie całymi dniami nad czymś by było to jak najlepsze i jak najdoskonalsze, by czasem się nie pojawiła choć jedna osoba, która pokręci głową zniesmaczona, że to jednak jest nie to.
Taki sposób funkcjonowania jest bardzo męczący. Bo właściwie czy można być kiedyś wystarczająco doskonałym? Czy nie jest tak, że to nie jest nieosiągalne, bo zawsze coś można zrobić lepiej? To wszystko powoduje różnego rodzaju napięcia, bo gdy nastawiamy się na to, że ma być idealnie, to nasze projekty mogą spędzać sen z powiek. Bywa tak, że z powodu stresu i napięcia coś nam pójdzie gorzej, niż gdybyśmy podeszli do sprawy na luzie.
Ciekawszą strategią jest akceptacja, że coś może być niedoskonałe, nie takie, nie do końca. W japońskiej estetyce jest nawet całe kategoria poświęcona pięknu rzeczy, które w jakimś sensie nie są idealne: są pęknięte, nieskończone, nieregularne, asymetryczne, codzienne, proste i przede wszystkim nietrwałe. A przecież taka jest nasza rzeczywistość. Oczywiście są osoby, które widzą wszędzie światło, miłość i Buddhów. To jest piękne. Ale jak to napisał Tenzin Wangyal Rinpoche: „nie należy mylić niedualnego poglądu dzogczen z działaniami praktykującego dzogczen, który stale zmaga się z dualizmami samsary. Chociaż światopogląd nauk dzogczen jest niedualny, w zwyczajnym życiu istnieje to, co czyste i nieczyste, pozytywne i negatywne, pomocne i szkodliwe, a my musimy znać różnicę między nimi i działać w odpowiedni sposób”.
Przestawienie się na ten sposób myślenia nie jest wcale prosty, zwłaszcza jeśli od dawna mamy w sobie zakodowaną potrzebę akceptacji całego otoczenia. Ciężko wtedy sobie wyobrazić, że komuś możemy nie imponować, czy nie uzyskać aprobaty. Jednak dzięki nowej strategii można wiele zyskać: spokój, ulgę, przestrzeń na więcej rzeczy. Podchodzenie z luzem może w efekcie przynieść to, że pewne rzeczy wychodzą nam nawet lepiej. I nie chodzi mi tu wcale o bylejakość. Raczej o zmianę perspektywy - zwłaszcza jeśli nadmierny perfekcjonizm blokuje i utrudnia życie. Osoba, która ma w sobie zakodowaną taką postawę nieustannie ma poczucie, że coś może zrobić lepiej, bardziej, więcej, lub, że inni tego od niej oczekują. Nie jest to zbyt przyjemne. Nie mówię, żeby się nie rozwijać. Można się jednak rozwijać przyjmując, że są różne etapy, procesy i stany, a nie, że od razu zdobywamy Olimp. To jest właśnie takie maksymalistczne myślenie Saturnika - musi być już albo perfekcja, albo nic. Pośrednie stany nie wchodzą w grę. I to blokuje, męczy, a nawet prowadzi do depresji.
Akceptacja niedoskonałości to jest właśnie najbardziej doskonały stan i zrozumienie tego może być bardzo wyzwalające.
Tarotowy Pustelnik to nauczyciel przez doświadczenie, ponieważ on bardzo wiele widział, doświadczył, zrozumiał, nauczył się i dlatego może nieść lampę swojej wiedzy dalej. Jest autentyczny. Może czasem poważny, smutny, czasem wesoły i beztroski, ale nie stara się trzymać emocji i etykiet, a raczej powolutku płynąć wraz ze strumieniem w miarę swoich możliwości. Jest on stary, często pochylony, może zmęczony wędrówką. I ma coś bardzo cennego – mądrość. Zdobył wiele doświadczeń, które sprawiają, że wie dużo o świecie i życiu. Z niejednego pieca chleb jadł. On wie, że najbardziej doskonałe jest to, co jest, chociaż wydaje się to ułomne. Bo on akceptuje wszystkie doświadczenia, dzięki czemu ma w sobie sporo przestrzeni na wszystko inne.

wtorek, 27 czerwca 2017

Nie samym tarotem człowiek żyje, czyli co polecam do czytania

Nie samym tarotem człowiek żyje, czyli co polecam do czytania

Tenzin Wangyal Rinpocze, Leczenie formą, energią i światłem
Ktoś mądry kiedyś powiedział, że religia jest jak penis. Fajnie, że się go ma, ale nie trzeba od razu go pokazywać całemu światu. Brzmi to sensownie. Dlatego nie jest łatwo mi pisać o tej książce unikając osobistych wycieczek w meandry mojego życia religijnego. Powiem krótko: osoby, które chcą poznać praktyki bon na poziomie szamańskim, tantrycznym i dzogczen powinny przeczytać tę książkę. Jest ona raczej adresowana do osób, które czują związek z tą linią nauczania.
Tenzin Wangyal wyjaśnia jak praktykować z poszczególnymi żywiołami i balansować ich energię. Jest to tak zwana praktyka odzyskiwania duszy. W momencie, gdy łączymy się z rigpą dzieje się to w sposób naturalny. A że kontakt z rigpą, czyli naszą najgłębszą naturą, Źródłem, Kuntuzagpo, Buddhą, nie jest wcale taki hop siup, że siadasz i już, to warto się wspomóc różnymi innymi metodami. Takimi jak praca z emocjami, czy żywiołami. Najprostsza strategia równoważenia energii żywiołów to oczywiście kontakt z przyrodą. A sposób na pogłębienie tego połączenia jest opisany krok po kroku w książce i to jest właśnie to, co nazywa się dosyć dramatycznie odzyskiwaniem duszy. Każdy z żywiołów może być obecny w nas w nadmiarze, lub możemy cierpieć na niedobór. Oba te stany są dosyć szkodliwe i wiążą się z różnego rodzaju dolegliwościami. Na przykład nadmiar ziemi może skutkować przygnębieniem, depresją, ospałością, wycofaniem, niedobór brakiem stabilności, roztargnieniem, nerwowością. Za dużo wody daje brak produktywności, wygodnictwo, za mało skutkuje kiepskim samopoczuciem. Nadwyżka ognia wiąże się z irytacją, nadmiernym poruszeniem, a gdy tego żywiołu brakuje, wówczas może dokuczać brak energii, witalności, ciężko się za coś zabrać. Gdy dominuje powietrze pojawia się problem z doprowadzeniem spraw do końca, z wytrwałością, przy niedoborze mamy różne blokady dotyczące relacji, które mogą być płytkie. Za mało przestrzeni owocuje blokadami, zagubieniem i zamknięciem, za dużo daje chaos, dezorientację, odłączenie, brak priorytetów. 

Oprócz elementów jest i poziom tantryczny, czyli praca z poszczególnymi czakrami i oczyszczanie i balansowanie w nich energii. Wielu z tych metod TWR uczy na warsztatach, które organizuje. Oczywiście jest i poziom dzogczen, na którym wszystko jest manifestacją przestrzeni i światła. Wkraczamy w niedualność i w odpuszczenie. Mniej więcej tak to wygląda. Dzogczen to rodzaj medytacji polegający na przebywaniu w naturalnym stanie umysłu.
Medytacja nie jest cudownym, magicznym lekarstwem, tylko procesem i stylem życia. Pomaga zdystansować się od tego, co dzieje się w głowie, a to jest naprawdę niesamowicie relaksujące. Możecie sobie wyobrazić, że nawet jak pojedziecie na wakacje, to jeśli nie uspokoicie swoich myśli i emocji, to mało odpoczniecie. Dlatego umiejętność odpoczynku od tego, co się dzieje w naszych głowach jest bardzo cenna. To nie oznacza, że medytując przestajesz myśleć. To oznacza, że nie przejmujesz się tym, co pojawia się w twojej głowie. Cytat z Tenzina na koniec:
Natomiast gdy utkniesz w swoich myślach i uczuciach, wówczas jedna myśl prawie zawsze wiedzie do następnej, a to nieuchronnie nasila ból. Pogrążony w bólu umysł nie jest w stanie znaleźć drogi wyjścia z tej sytuacji. Jak głosi tybetańskie przysłowie – nie da się zmyć krwi z rąk, myjąc je krwią. Taki próbujący uwolnić się od własnego bólu umysł nazywam „sprytnym ego”. Często trudno je rozpoznać, gdyż bezustannie udzielamy sobie rad, które wydają się pozytywne, interesujące i zorientowane na rozwiązanie. Sprytne ego może często nas nawiedzać w trakcie sesji medytacyjnych, wtrącając się w chwile wglądu i mianując się mądrością. Jednakże jego pozorna mądrość nie jest wynikiem autentycznego samopoznania. Stanowi raczej przeszkodę na drodze do prawdziwej mądrości, do rozpoznania natury umysłu.




Małgorzata Halber, Najgorszy człowiek na świecie
Jest to książka ważna. Porusza problem kobiecego alkoholizmu. Osoby, które pracują z tzw. cieniem (Czy to same ze swoim, czy z innymi ludźmi) powinny tę książkę przeczytać. Pozwala ona zrozumieć sposób myślenia alkoholika, emocjonalność, to z czym on się zmaga. A osoby nałogowe mogą poczuć, że ktoś mówi właśnie do nich ich smutnym nałogowym językiem.
Jeszcze zanim zacznę, chcę powiedzieć coś, co odkryłam zupełnie niedawno.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY.
ŻE NIE JEST ŁADNY.
ŻE ZA MAŁO WIE.
I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU.

Małgorzata Halber pokazuje, że tak naprawdę bardzo wiele osób się z czymś zmaga. Czy to nałogowość, depresja, nerwice, czy po prostu różnego rodzaju lęki. Opisuje swoje własne zmagania i bóle. Jest w tym brutalnie autentyczna i szczera. Ale to nie tylko smęcenie alkoholika, ponieważ książka ma też pozytywny wymiar. Pokazuje jak można wychodzić z tego, jak ona to zrobiła i się jej udało. Halber pokazuje, że tu chodzi o mechanizm nałogowy, wewnętrzną pustkę, otchłań, dziurę, którą się zapełnia czymś, co przynosi ulgę. Czy to alkohol, narkotyki, słodycze, seks, hazard, praca czy sport. Polecam tym, którzy mają do czynienia z dysfunkcyjnymi osobami. Ale również po prostu miłośnikom dobrej literatury, ponieważ jest to dobrze napisana książka, którą czyta się w jeden wieczór. Osoby, które interesują się psychologią będą wniebowzięte, bo jest tu bardzo dużo informacji o funkcjonowaniu deficytowego człowieka, a także jak do niego podejść, co go wspomoże, a co go osłabi.
                                                    Małgorzata Halber to autorka popularnego komiksu "Bohater"       


Lee Lehman, Martial Art of Horary Astrology
Jest to książka typu „must have” jeśli zajmujecie się astrologią horarną. Ma ona grubo ponad 300 stron i podzielona jest na trzy części. Pierwsza to ogólne wprowadzenie do astrologii horarnej, czyli co to w ogóle jest, jak się za to zabrać. Druga część dotyczy konkretnych pytań powiązanych z każdym domem. Pytania wzorowane są na Williamie Lilly oraz Johnie Gadbury, przy każdym rozdziale są opisane i wyjaśnione przykładowe horoskopy. Nie przeczytałam tej książki od deski do deski, a raczej otwieram te rozdziały, które są mi akurat potrzebne. Jest to bardzo wartościowa pozycja.

Jean-Baptiste Morin, Astrologia Gallica, Book Twenty-Three, Revolutions
Solariusze i lunariusze nieustannie mnie ciekawią. Zatem nie mogłam nie kupić klasycznej książki w tym temacie. Jean-Baptiste Morin wyjaśnia wszystko co trzeba wiedzieć o powrotach planet. Podaje przykłady. Jedynie ostrzegam, że nie jest napisana łatwym językiem.


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Dzień dobry, Saturnie!

Dzień dobry, Saturnie!

Tam, gdzie w horoskopie położony jest Saturn, najczęściej odczuwamy najwięcej lęku, niepokoju i bólu. Jeśli ten Saturn jest usytuowany harmonijnie, wówczas nie ma problemu. Gorzej, gdy tworzy napięciowe aspekty (kwadratura, opozycja, koniunkcja) z istotnymi elementami kosmogramu (planetami indywidualnymi, osiami). Osobę tak naznaczoną przez Kosmos nazywam Saturnikiem i poświęciłam już sporo postów zgłębianiu saturnicznej osobowości (zob. Saturniku,powstań z kolan!, Saturniku, naucz się odpoczywać).
Większość osób odczuwa w swoim życiu mniejszy lub większy lęk w różnych sytuacjach. To normalne. Jedynie osoby zaburzone, np. psychopaci, są całkowicie pozbawione tego typu emocji. A Saturnik uważa, że on się boi bardziej, częściej i mocniej niż przeciętny człowiek. Bo Saturnik patrzy na świat przez krzywe zwierciadło i często wydaje mu się, że on jest w ogóle bardziej. A inni to nie. Inni mają fajniej, lepiej, a on tylko się męczy. Jakie zatem Saturnik tworzy zniekształcenia poznawcze, czyli swoje osobiste krzywe zwierciadło, poprzez które „podziwia” rzeczywistość?


Saturnik czarnowidz
Ten typ jest mistrzem świata w tworzeniu negatywnych scenariuszy. Jego mottem życiowym jest: „jeśli coś ma pójść źle, to pójdzie jeszcze gorzej” i „kanapka zawsze spada na podłogę posmarowaną stroną”. Zawsze wybiera najgorszy scenariusz, bo, jak sam powie, chce uniknąć rozczarowania, bo przecież te pozytywne są tylko w bajkach Disneya. Nikt tak doskonale jak on nie wymyśla milionów powodów by nic nie robić, bo przecież nie warto, bo się nie uda. Nic nie warto, bo przecież life is a bitch, and then you die, wszyscy umrzemy, a życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą.
Taki Saturnik wie, że ludzie go ocenią negatywnie, wie, że zrobi złe wrażenie, że powie coś nudnego, że wszyscy będą mieli go dość. On po prostu wie. Potrafi wybierać opcje bezpieczne i nie podejmować wyzwań, bo zawsze ma na horyzoncie jakąś katastrofę, albo czuje, że nic dobrego nie wyjdzie. 

Saturnik telepata
Ten typ zachowuje się jakby miał w sobie dar czytania w myślach. I byłoby ok, gdyby nie to, że najczęściej nie ma takiego daru, tylko wydaje mu się, że wie, co inni myślą na jego temat. Zakłada, że wszyscy (bo najczęściej łączy się to z typem Saturnika maksymalisty) go ocenią źle, skrytykują, pomyślą, że jest idiotą, że na niczym się nie zna, że wysławia się kiepsko, że jest brzydki, pryszczaty i ma tłuste włosy.
On patrzy w twarz człowieka i czuje, że wie, że ten człowiek go ocenia. Że na pewno uważa go za smutnego nudziarza, który wygląda dziwnie i nie umie się zachować. Ten Saturnik zapomina o tym, że ludzie dosyć często mają gdzieś drugą osobę i są tak samo skoncentrowani na sobie, jak każdy. A nie na tym, by jak najbardziej zlustrować i prześwietlić drugą osobę. Nikogo aż tak mocno nie obchodzimy, jak się Saturnikowi wydaje. To powinna być afirmacja dla Saturnika telepaty do zapisania przy łóżku.


Saturnik maksymalista
Ten Saturnik nadużywa w swoim myśleniu słowa: „wszyscy” i „każdy”. Chce by wszyscy go lubili, chce by każdy był zadowolony. Wystarczy, że znajdzie się jedna osoba, która go nie lubi i to jest dla niego oznaka, że jest nic nie wart i powinien schować się pod kamień. Wystarczy, że raz mu coś źle pójdzie i on wpada w czarną rozpacz, bo przecież zawsze powinno być dobrze. On widzi świat w sposób czarno-biały upraszczając nie godząc się na to, że może istnieć coś pomiędzy. Musi jak najbardziej perfekcyjnie wykonać pracę, bo inaczej życie nie ma sensu. Jeśli zrobiłby ją po prostu dobrze, nie perfekcyjnie, tylko ok, wystarczająco, to ziemia by się zatrzęsła, wulkany zaczęłyby wybuchać a z nieba posypałyby się gromy! Perfekcjonizm albo śmierć, tak sobie myśli ten oto typ, który musi każdego zadowolić, który musi wszystko zrobić najlepiej.
Po zakończeniu projektu, nad którym pracował w 100%, czuje najczęściej pustkę i dziurę. Musi znaleźć sobie nową rzecz, nad którą będzie perfekcyjnie pracował. Momentami może odczuwać wypalenie i brak energii. Ten typ również odczuwa przymus, by na każdym zrobić doskonałe wrażenie, bo inaczej będzie smutno. Każdy przecież musi go odbierać jako fajną osobę.
Brzmi męcząco?

Saturnik malkontent
Ten typ po prostu pamięta to, co złe, przykre, smutne i nieudane. A w nowych sytuacjach najbardziej skupia się na tym, co negatywne. Na przykład gdy ma wystąpienie publiczne to najbardziej koncentruje się na osobie, która wygląda na znudzoną, choć w pierwszym rzędzie siedzą trzy zafascynowane osoby. Co z tego, skoro ta jedna się nudzi, zatem wystąpienie jest beznadziejne!
Ma ogromny problem z dostrzeżeniem, że kwitnie jaśmin, a czarny bez intensywnie pachnie. Bo przecież miasto takie zaśmiecone i ludzie tacy brzydcy, a on rok temu przeżył coś przykrego i było smutno. A dwa lata temu smutniej. A dzieciństwo to już w ogóle. Bywa, że ma głęboko wpojone poczucie niedoskonałości. Choćby miał na półce 20 pucharów i tak powie, że miał farta, że nie zasługuje, że mógłby być lepszy, że wcale to nie takie duże osiągnięcie. Nie wierzy, gdy inni mu mówią, że jest wspaniały, zdolny i utalentowany, bo postrzega siebie jako rodzaj bubla, któremu coś się udało, bo najwyraźniej gdzieś ktoś się zagapił. Najczęściej zamęcza sam siebie.

Zapytacie czy mam jakieś rady, jak żyć, co robić. Po pierwsze warto sobie uświadomić, że to są nawykowe strategie myślowe, które nie opisują rzeczywistości. Są jak krzywe zwierciadło, poprzez które Saturnik ogląda rzeczywistość. Nawyki myślowe mają kilka poziomów: automatyzmy, czyli to, co przychodzi jako automatyczna reakcja, ale i negatywne wyobrażenia i przekonania, które siedzą w człowieku bardzo głęboko. Ale myśli to nie rzeczywistość. Nie musimy wcale wierzyć w to, co myślimy.
Praca z nawykowymi myślami nie jest łatwa, bo przecież budowało się je całe lata, więc ciężko pozbyć się ich w weekend. Bardzo często te myśli wiążą się z lękiem, który się pojawia wraz z nimi i powoduje spiralę nakręcania się. Oto kilka wskazówek na start:
  • O ile nie jesteś prawdziwym telepatą, nie zakładaj, że wiesz co ktoś sobie pomyślał, gdy się taka myśl pojawi, to pomyśl sobie, że tak naprawdę ta osoba mogła pomyśleć, że chce dziś na obiad zjeść kotlet schabowy.
  • Nie jesteś pępkiem świata, myśli innych ludzi nie są maksymalnie skoncentrowane wokół ciebie i twoich spraw, aż tak ludziom nie zależy, żeby śledzić każdy twój ruch i oceniać każdy grymas twarzy.
  • Uświadom sobie, że negatywna myśl nie jest faktem, że można sytuację ocenić z wielu różnych punktów widzenia, np. lęk przed niepowodzeniem – to nie jest fakt, to jest myśl w twojej głowie, która nie opisuje przyszłości, faktem jest, że np. zaczynasz nowy projekt, to jest fakt, a wszystkie lęki to jest krzywe zwierciadło, to nie jest prawdziwe i nie musisz ufać tym myślom.

  • Szukaj faktów, dowodów, po prostu się urealnij, a nie żyj w świecie swoich lękowych projekcji.
  • Jeśli boisz się, że coś negatywnego się stanie, to przeanalizuj sobie to i wyobraź sobie, że dokładnie się tak stało. Że masz tę swoją katastrofę. I poczuj to, że raczej (o ile nie jest to lęk przed śmiertelną chorobą, tylko np. że zapomnisz tekstu podczas przemówienia!) nic się nie dzieje, świat toczy się dalej, ziemia się nie rozstąpiła, albo ktoś cię jednak nie polubił i czy stała się katastrofa? Pomyśl o tym, że nic się nie dzieje, a życie toczy się dalej.
  • Ćwicz się w patrzeniu na rzeczywistość jak na film, w którym nie ma ocen, że coś jest okropne, beznadziejne, to obiektywny film, którego klatki przelatują jedna po drugiej, zjawiska się dzieją, a cała ocena była tylko w twojej głowie.
  • Pomyśl sobie, że emocje są jak chmury, stany emocjonalne są jak pogoda, przepływają i odpływają.
  • Oddychaj głęboko, jedz zdrowo, ruszaj się dużo, zmieniaj kanały. Często problemem osób lękowych jest to, że za bardzo siedzą w swojej głowie, a czasem wystarczy zmienić kanał, czyli przestawić się na aktywność całkiem innego typu, pójść na rower, pomalować, ugotować obiad.


niedziela, 18 czerwca 2017

Czy tarot jest psychoterapią i dlaczego nie.

Czy tarot jest psychoterapią i dlaczego nie.
Na jednej tarotowej grupie padło niedawno pytanie, czy tarot może zastąpić psychoterapię. Myślę, że aby na nie odpowiedzieć musimy rozróżnić dwie rzeczy. Po pierwsze psychoterapię w znaczeniu ścisłym, czyli „stosowanie metod psychologicznych, zwłaszcza opartych o regularny kontakt międzyludzki, w celu pomocy osobom zmagającym się z różnorodnymi problemami. Psychoterapia służy poprawie dobrostanu i zdrowia psychicznego, i może dotyczyć zmiany lub radzenia sobie z dokuczliwymi zachowaniami, przekonaniami, obsesjami, myślami lub emocjami, oraz rozwojowi relacji i umiejętności społecznych. Niektóre techniki psychoterapeutyczne są uznane za oparte na dowodach naukowych metody leczenia określonych zaburzeń psychicznych”. Po drugie to, że coś nam przynosi ulgę, działa na nas kojąco, potocznie mówimy „terapeutycznie”. Psychoterapia nie musi działać kojąco, czasem polega na zwykłym uświadomieniu, że nie ma nic złego w czuciu się podle, że nie musimy chodzić super szczęśliwi dwadzieścia-cztery godziny na dobę, bo smutek też jest ok.

By zostać psychoterapeutą trzeba zainwestować sporo czasu i pieniędzy, by nauczyć się różnych technik pracy z człowiekiem. Są również szkoły (POP), które wykorzystują najróżniejsze środki, to co się pojawia akurat w danym leczniczym procesie (sny, taniec, może to być też tarot). Ale sam tarot psychoterapii nie zastąpi. Tarot różni się metodami i celem od psychoterapii. To pierwsze jest narzędziem do odnajdywania odpowiedzi, szukanie rozwiązań, nazywanie, określanie, diagnozowania, czasem prognozowanie. To drugie dotyczy często analizy przeszłości, emocji, uczenia się jak sobie radzić z emocjami, jak budować relacje z ludźmi, jak żyć z niszczącym nałogiem, czy myślami samobójczymi, jak uwolnić się od przemocy psychicznej, jak przestać krzywdzić innych wybuchami agresji itd. Psychoterapeuta uczy rozpoznawać i nazywać emocje, ale nie powie pacjentowi, co ten ma robić, jakie decyzje podejmować (chyba, że ma do czynienia z sytuacją przemocy fizycznej, bądź psychicznej). Tarot podpowiada, jaka decyzja jest najlepsza. To zasadnicza i najważniejsza różnica. Psychoterapeuta nie może przekroczyć tej granicy i powiedzieć: „Jolka, ten partner ci szkodzi, lepiej mi wygląda sytuacja ze Stefanem”.

Tarot może wiele pokazać, ale sam w sobie nie jest systemem psychoterapeutycznym, więc bez tego zaplecza nie zastąpi psychoterapii. Nawet tak wielcy tarociści jak Alejandro Jodorowsky, czy Jan Witold Suliga do pracy uzdrawiającej używają innych metod (psychomagii, czy mandali umysłu).
Terapia dosłownie oznacza leczenie, kurację. I w zasadzie w takim ogólnym sensie bardzo wiele rzeczy może mieć oddziaływanie terapeutyczne: sztuka, rozmowa z przyjacielem, kontakt z naturą, rower, gotowanie, słuchanie muzyki, masaż, joga, medytacja. W potocznym języku powiemy, że to dla nas terapia, ale wiemy, że chodzi o to, że to działa na nas kojąco. A nie, że to to samo co siedzenie w gabinecie z psychoterapeutą i analizowanie relacji z matką. To oczywiste, a jednak mam wrażenie, że niekiedy się myli te dwie rzeczy.
Bardzo dobrze jest robić to, co działa na nas kojąco, przynosi ulgę. Czy to jest bieganie, granie na gitarze, czy uczęszczanie na sesje tarota. Ale głębsze neurozy, deficyty, fobie, uzależnienia, lepiej nadają się do gabinetu psychoterapeuty, bądź na sesje, które do tego służą (np. ustawienia hellingera itd.).

Nie z każdym problemem psychoterapia jest w stanie sobie poradzić, bywa, że skuteczniejsze metody oferuje duchowość alternatywna. Różnie to jest.
Podsumowując:
  • tarot sam w sobie nie jest psychoterapią
  • można połączyć tarota z jakimś systemem psychoterapeutycznym i wykorzystywać go jako pomocnicze narzędzie, jest to możliwe na przykład w terapii zorientowanej na proces
  • pewne rzeczy działają na nas dobrze, jak np. rozmowa z przyjacielem, tak może też na nas działać rozmowa z tarocistką, nie oznacza to, że jest to psychoterapia, ale że ma miejsce wymiana pozytywnej energii
  • psychoterapia to często długotrwały (choć są również terapie krótkoterminowe), niekiedy bolesny proces, podczas którego psychoterapeuta najczęściej pomaga rozsupłać pogmatwane emocje, nazwać deficyty, nauczyć się funkcjonować w świecie, poradzić sobie z fobiami. Jest bardzo wiele rodzajów terapii, od poznawczo-behawioralnej, zorientowanej na proces po psychodynamiczną. Mamy terapię grupową, bądź indywidualną. Terapię polegającą na rozmowie, bądź taką, w której angażuje się wszystkie możliwe kanały (taniec, ruch, sztukę).
  • wielu profesjonalnych tarocistów tworzy swoje własne metody pracy uzdrowicielskiej, niekiedy wspomagając się tarotem jak na przykład Alejandro Jodorowsky, który za pomocą kart ustala problem w relacjach rodzinnych, a następnie konstruuje akt psychomagiczny
  • tarocista może sam w sobie mieć bioenergoterapeutyczne zdolności, pozytywną energię, więc kontakt z nim może na nas dobrze działać
Jeśli się ze mną nie zgadzacie, to zapraszam do komentowania :)

piątek, 16 czerwca 2017

Krótki post na temat pewnej przydatnej książki

Krótki post na temat pewnej przydatnej książki

 „Słownik symboli” Władysława Kopalińskiego to może nie tyle ważna książka, co przydatna. Jest to słownik, zatem informacje są zwięzłe, konkretne, czasem hasłowe. Każde hasło ma swoje ogólne znaczenie, ale i takie w nawiązaniu do Biblii, przysłów, powiedzonek, kultury azjatyckiej, czy starożytnej Grecji. Może pojawić się nawet myśl, że tych informacji jest za dużo, ale jeśli chcemy zgłębiać symbole, to jest to naprawdę konkretna pozycja. Na tarotowych obrazkach pojawia się bardzo wiele różnorodnych symboli: często są to zwierzęta, rośliny, ludzie, przedmioty, Anioły. Warto zatem nieco zapoznać się ze znaczeniami, by lepiej poznać tarota . Nawet jeśli czytacie w stylu open-reading i patrzycie na sam obrazek, to jednak znajomość symboli może czasem przywołać bardzo ciekawe skojarzenia i myśli.

W wielu książkach o tarocie mamy opisy różnych symboli, ale tutaj jest to przedstawione w sposób bardzo wyczerpujący, dokładny i obiektywny. Nie zachęcam do czytania od deski do deski, bo mogłoby to być męczące, ale do zgłębiania poszczególnych haseł, gdy akurat zachodzi taka potrzeba.
Zauważyłam, że funkcjonują dwa wydania, jedno z 1990, które można wy-haczyć na allegro w całkiem przyzwoitej cenie, oraz to nowe, droższe, które oczywiście jest zaktualizowane. Posiadam egzemplarz z serii słowników wypuszczanych przez Rzeczpospolitą. Warto mieć, choćby żeby sobie od czasu do czasu sprawdzić jakiś nurtujący was symbol.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Ulubieńcy 2017

Ulubieńcy 2017
Pora na małą aktualizację ulubionych talii. W poście z 2015 roku (klik) opisałam te, z którymi wtedy najczęściej pracowałam. Sporo jednak się zmieniło, choć nie wszystko. Oto aktualna lista moich ulubieńców:

    Alchemical Tarot, autorstwa Roberta M. Place'a
Talia, która jest bardzo dobrze narysowana i odpowiada mi jej estetyka. Mimo bogactwa odniesień do alchemii można ją stosować do codziennych, życiowych spraw i bardzo dobrze się z niej czyta. Obecnie najwięcej z nią pracuję.



Druidcraft Tarot, autorzy: Will Worthington oraz druidzi Stephanie Carr-Gomm i Philip Carr-Gomm
Ta talia ma już status klasycznej, gdyż w wielu rankingach od lat zajmuje wysokie pozycje. Nie bez powodu – jest ona bardzo dobra. Ma świetną energetykę, czytelne ilustracje, łatwo z niej uzyskać różnego rodzaju informacje. Jeśli ktoś lubi styl RWS, ale potrzebuje talii, w której bardziej podkreślony będzie kontakt z naturą, to Druidcraft jest idealnym rozwiązaniem

Angel Voices, autorstwa Laury Tuan i Antonelli Castelli
Nie jest to tarot, tylko wyrocznia. Ciągle poznaje nowe sposoby pracy z nią i nieustannie mnie zaskakuje. Można jej używać do medytacji, ale i do zwyczajnego, codziennego wróżenia. Czytanie orakli jest nieco inne niż tarota, więc dobrze jest wypracować sobie swoje własne podejście. Bardzo pozytywna energia. Ale nie dla każdego, bo to jest już symbolika nawiązująca do konkretnych tradycji.

Tdm Dodal, J. C. Flornoy
Bardzo często używam,praca z tą talią jest przyjemnością. Lubię jej estetykę, która jest taka nie do końca doskonała, czasem śmieszna, ale idealna. Mój Dodal się już trochę zużył, więc zastanawiam się nad zakupem Nobleta, albo może czegoś jeszcze całkiem innego. O tej talii nie można napisać złego słowa.


Herbal Tarot, autorami są zielarz Michael Tierra i artystka Candis Cantin
Od czasu do czasu lubię talie, które są raidero-waitowo-podobne, czy po prostu tak zwane klony RWS. Ten jest akurat niezwykły, bo mocno przesiąknięty ziołową symboliką. Często go używam do rozkładów na analizę czakr, pokazującego gdzie mogą być blokady, nad czym warto popracować. Lubię jej ziołową, świeżą energię i łagodne obrazki. Zawsze do niej wracam.

Osho Zen Tarot
Talia, która ma swoją specyfikę i swój styl. Estetyka tej talii jednym się podoba, innych denerwuje. Należę do tej grupy, której się podoba, choć niektóre karty faktycznie mogłyby być ładniejsze. Ale praca z tą talią zawsze jest wyśmienita. Od lat lubię i używam. Nadaje się do każdego rodzaju pytań i rozkładów, fajnie uruchamia wyobraźnie i zawsze coś celnego podpowie.


niedziela, 4 czerwca 2017

Rozkład na intencje drugiej osoby

Rozkład na intencje drugiej osoby
Dosyć często zdarza się, że osoba zwracająca się do tarocisty ma różnego rodzaju wątpliwości i niepokoje odnośnie nowo poznanej osoby. Szczególnie jeśli ktoś raz został zraniony, czy zdradzony, może mieć problem z zaufaniem. Bywa i tak, że mamy w sobie wzorzec i przyciągamy określony typ osób, póki tego wzorca nie przepracujemy. Zatem nie powinno nikogo dziwić, że powstało sporo rozkładów, które pozwalają „prześwietlić” intencje drugiej osoby.

Pierwszy rozkład pochodzi z książki Alicji Chrzanowskiej. Losujemy w nim cztery karty.
S – sygnifikator
1 – takimi uczuciami darzy osobę pytającą nadświadomość obiektu;
2 – takimi uczuciami darzy osobę pytającą świadomość obiektu;
3 – takimi uczuciami darzy osobę pytającą podświadomość obiektu.

Ten rozkład jest prosty, jedynym minusem jest to, że do końca nie wiem jak autorka rozróżnia nadświadomość i podświadomość, zatem po prostu interpretuje te karty tak samo – jako to, czego obiekt uczuć może nie być w pełni świadomy, co wypiera, czego nie chce pokazać, do czego nie chce się sam przyznać. Albo jeśli to początek znajomości, to może sam jeszcze nie wie na świadomym poziomie, jakie uczucia się w nim rozwijają.

Drugi rozkład ułożyłam sama, gdyż miałam okres, gdy bardzo dużo osób zadawało mi właśnie to pytanie o intencje drugiej osoby. Roboczo nazwałam go "Serce-głowa-ciało", ale może pomyślę nad jakąś lepszą nazwą.
S – Sygnifikator, który już sam nam powie co nieco o sprawie;
1 – serce: jakie uczucia ma dana osoba względem pytającej;
2 – głowa: co o niej myśli;
3 – ciało: czy jest między nimi chemia;
4 – co jest problemem. 
Na tym przykładowym rozkładzie mamy akurat talię Alchemical Tarot. Kobieta zapytała o mężczyznę, z którym się spotyka.
Sygnifikator to Trójka Mieczy, więc widać, że jest dużo niepokoju, martwienia się i może nawet ranienia. Może była jakaś kłótnia i to prawdziwy powód, że postanowiła zadać to pytanie. Ale Królowa Denarów mówi o trwałych uczuciach, stabilnych i dojrzałych. On musi być do niej przywiązany. Co o niej myśli – Gwiazda. Taka karta oznacza, że postrzega ją jako niezwykłą osobę, wyjątkową, wyróżniającą się, posiadającą niezwykłe talenty i zdolności, widzi w niej dużo dobra i może myśleć, że ona działa na niego kojąco, terapeutycznie, pomaga mu jej obecność. Czy się mu podoba – VI denarów. Znów ziemia, a zatem stabilność. Trochę taka rozwaga tutaj jest, analiza zysków i strat, co ma, a co traci – to jest jego motywacja. Oczywiście ona mu się podoba i ma względem niej uczucia, ale też jest jakiś rodzaj kalkulacji. Dużo nagich postaci – on się czuje bardzo dobrze przy niej, nie musi udawać kogoś innego. Ziemska szóstka ma w sobie zmysłowość, ale opartą na harmonii i równowadze. Może czuć się bardzo dobrze w tej relacji. Problemem mogą być niezamknięte sprawy z przeszłości.

piątek, 2 czerwca 2017

Karty anielskie w praktyce

Karty anielskie w praktyce
Mężczyzna od wielu lat choruje na depresję. Zapytał, czy w najbliższym czasie poprawi mu się samopoczucie. Postawiłam trzy karty na okres trzech miesięcy.
Pierwsza karta: Yezalel, Anioł związany z Uranem i Słońcem. Pokazuje on przeszłość, zatem ta osoba doświadczyła czegoś nagłego, co zatrzęsło jej światem. Bolesne wydarzenie mogło wiązać się z tym, że ktoś tego mężczyznę oszukał, ktoś komu ufał. Ten orzeł na karcie skojarzył mi się z ojcem, który jednocześnie wspiera i też sprawia jakiś rodzaj bólu.

Druga karta: Vesariah, Anioł Jowisza i Księżyca. Bardzo pozytywny, mówi o ochronie, nic złego się w tym momencie nie dzieje. Problemem może być jedynie to, że mężczyzna wciąż wraca do tych bolesnych momentów, choć świadomie wie, że nie ma to sensu.

Trzecia karta: Aniel, Anioł Marsa i Słońca. Idzie w stronę przyszłości, ma dużo energii, zrywa sobie jakiś owoc. To wszystko mówi, że mężczyzna podłączy się do jakiegoś źródła energii, czeka go energetyczne wzmocnienie, przyrost sił. Czeka go podjęcie bardzo odważnej decyzji i znajdzie w sobie dużo tej odwagi i energii. Pokazuje to zmianę z takiego pomieszania, braku kierunku (ten Anioł wcześniejszy, Vesariah, ma głowę w górze, a ręce w jedną stronę, nogi też trochę gdzie indziej – on nie ma pojęcia gdzie chce iść), do wyraźnego celu i to sprawi, że poprawi się nastrój.

wtorek, 16 maja 2017

Trochę o zarządzaniu emocjami, a trochę o tym dlaczego Byki mają największą szansę na Oświecenie

Trochę o zarządzaniu emocjami, a trochę o tym dlaczego Byki mają największą szansę na Oświecenie

Duchowość praktykowana samodzielnie może niekiedy prowadzić w ślepy zaułek. Wiem coś o tym. Przez wiele lat praktykowałam duchową ścieżkę, w której trudne emocje porównywane są do trucizny. Podobało mi się to podejście, w którym chwila gniewu jest niemal tym samym, co picie niszczącego nas napoju zatruwającego cały organizm. Uczono mnie, że gdy pojawia się zazdrość, to warto ją zastąpić radością ze szczęścia drugiej osoby. Gdy pojawia się lęk, warto praktykować miłość do samego siebie. Tak jakby należało zrobić wszystko, aby jak najszybciej te emocje przetransformować. Takie podejście nie było samo w sobie złe. Ale to moja interpretacja była kiepska.

Emocje i praca z nimi to ważny element rozwoju. Każdy ma emocje, są one czymś bardzo naturalnym i potrzebnym. Pełnią one rozmaite funkcje. Nieprawidłowe podejście do nich może polegać na tym, że się je wypiera, bo to za mało duchowe, żeby czuć gniew, zazdrość, czy lęk. To w końcu trucizny, które mogą zniszczyć całą naszą zasługę gromadzoną przez lata. Takie metafory można spotkać w różnych miejscach, te emocje traktowane jako coś, co niszczy nas od środka, robią się problemem. Nie chcemy ich czuć, ale czujemy. Może dojść poczucie winy, że za słabo praktykujemy, albo do wyparcia ich. Człowiek próbuje stać się jakimś ideałem zbudowanym z cukru i z tęczy. A to wszystko i tak okaże się nieprawdą, bo jesteśmy właśnie zbudowani z tych najróżniejszych emocji, których nieustannie doświadczamy. Dopóki mamy w sobie nasiona karmiczne, te emocje będą się pojawiały czy tego chcemy, czy nie.
Ale każda emocja niesie informacje, jest po coś. Warto się jej przyjrzeć i posłuchać, jaki ma przekaz. Czujesz zazdrość, że ktoś robi coś lepiej niż ty? Zatem może to wskazówka, że w tej sferze warto się doskonalić? Zazdrość może być bardzo silnym motorem napędowym i sprawiać, że stajemy się lepsi i rozwijamy się. Nie musi nas wcale zniszczyć, ale może świetnie zmobilizować i popchnąć nas w tym kierunku, w którym zawsze chcieliśmy iść.

Gniew jest sygnałem, że w naszym życiu pora na solidny remanent, na przyjrzenie się sobie i sytuacji, w której jesteśmy. Może warto dokonać selekcji ludzi, którymi się otaczamy? Może warto trochę więcej czasu poświęcić na wizyty w galerii sztuki, na relaks? Taka emocje niesie informację, że coś w naszym życiu wymaga większej uwagi. Lęk chroni nas przed niebezpieczeństwami, sprawia, że możemy dbać o siebie, ale też bywa bardzo mobilizujący.

Stres jest zdrową reakcją na sytuacje, które nam zagrażają. Gdy może się prawidłowo zamanifestować, wówczas organizm przeżywa duży zastrzyk adrenaliny, po którym organizm wkracza w tryb regeneracji. Jest to coś, czego potrzebuje.
Emocje stają się dla nas problemem, gdy jest ich za dużo i gdy nie wiemy co z nimi zrobić. Gdy czujemy je od rana do nocy i mają tak silne natężenie, że bardzo ciężko jest wytrzymać. I...bum! Mamy wewnętrzną implozję emocjonalną, wypalenie, czy osłabienie systemu odpornościowego. W małych dawkach są one tym, co czyni z nas istoty ludzkie i pozwala nam funkcjonować. Czymś całkowicie naturalnym i potrzebnym. Kluczem jest prawidłowe zarządzanie nimi. Jak zacząć:

  • ważna jest akceptacja i pozwolenie sobie na odczuwanie całej emocjonalnej palety bez wyparcia, czy udawania, że nic się nie dzieje. To odczuwanie smutku, gdy się pojawia, odreagowywanie stresu, gdy czujemy napięcie, to pozwalanie by gniew się zamanifestował.
  • Nie stawiać się w pozycji ofiary. Co oznacza obwinianie innych za wszelkie krzywdy, jakie nam wyrządzili i czynienie innych odpowiedzialnymi za nasze nieszczęścia. Różne rzeczy się dzieją, ale to, jak na nie reagujesz to 100% Twoja odpowiedzialność. Czasem nie zmienisz pewnych sytuacji, ale masz wpływ na swoją interpretację wydarzeń.
  • Warto rozejrzeć się, czy nie ma wokół Ciebie dysfunkcyjnych ludzi, którzy ściągają w dół i osłabiają, albo takich, którzy Cię (nad)używają do czegoś. Nie trzeba się od razu odcinać, ale warto przyjrzeć się tym relacjom i nabrać odpowiedniego dystansu. To, kim się otaczamy wpływa na to, jak się czujemy.
  • Do codziennych nawyków, takich jak mycie zębów, dołączyć intensywny ruch. Organizm narażony na ciągły stres, a nie mogący go odreagować, nie czuje się zbyt dobrze. Intensywna aktywność fizyczna pomoże rozładować nadmiarowe emocje, gdyż przecież one nie tylko dotyczą umysłu, ale również ciała. Zadbaj o swoją energetykę i rób to, co podnosi Twój poziom energii w zdrowy sposób.
  • Zdystansować się do... tego co się dzieje w waszych głowach. Nawet jak pojawia się wewnętrzny krytyk, który chce wbić w was szpile, to nie musicie mu wcale wierzyć!
  • Uczyć się nowych interpretacji rzeczywistości. Stres jest reakcją na sytuację mocno związaną z tym, jak my tę sytuację przedstawiamy sobie sami w naszych głowach. Możemy funkcjonować na poziomie lękowym i myśleć sobie, że to co nas spotyka jest przerażające i budować w sobie lękową narrację. Możemy też traktować sytuację stresową jako wyzwanie i okazję do rozwoju i nauki. Sytuacja sama w sobie jest jakimś faktem, to nasza interpretacja sprawia, że ten fakt wydaje się nam miły, czy przerażający. A nad interpretacją można pracować.
  • Co zatem zrobić z emocjami? A może tak... nic? Po prostu pozwalać się im zamanifestować i odpuścić. Bez lgnięcia do nich, podsycania, tworzenia nowych. Czujemy emocję i ok. Ona zniknie i pojawi się coś nowego. Gdy się koncentrujemy i podsycamy te stany, jest bardzo mała szansa, że uda nam się od nich uwolnić. Zaczyna się wtedy rodzaj walki z emocją, która może się nigdy nie skończyć. To jest sposób dla osób bardziej zaawansowanych, gdyż wcale to nie jest takie proste.
Warto zadbać o rozwój na poziomie ciała i umysłu, o higienę mentalną i nie udawać, że się jest bardziej uduchowionym niż Buddha. Niebezpieczne jest też używanie duchowości do ucieczki i kompensacji. Niekiedy tak jest, że im ktoś ma więcej trudności, bólów, życiowych zmagań, tym bardziej potrzebuje uciec w tę duchową sferę. Jest to tak zwany duchowy eskapizm i z prawdziwą duchowością nie ma nic wspólnego.

Rozwój duchowy to bycie tu i teraz, akceptowanie wszystkich emocji i pozwalanie im się rozpuścić. To bycie przy zdrowych zmysłach, czyli pełny kontakt z rzeczywistością przez wszystkie zmysły jakie mamy. Odczuwanie, smakowanie, bycie tu i teraz. Zaczynam ostatnio sądzić, że Byki chyba są jednak najbardziej uduchowione. Bo im taki kontakt z rzeczywistością przyjdzie łatwiej niż Rakom (rozpamiętującym przeszłość), Wodnikom (żyjącym w przyszłości), Rybom (które mogą za bardzo odpływać w swój emocjonalny świat, albo nie wiedzieć same, o co im chodzi), czy Strzelcom (planującym wciąż nowe podróże, czyli biegnącymi ku przyszłości). W końcu według niektórych szkół buddyjskich Buddha urodził się w maju, zatem był solarnym Bykiem. A Byk lubi sobie posiedzieć wśród kwiatków, pooglądać niebo, odpocząć. Czy najgłębsza nauka zen nie brzmi: "Idź i napij się herbaty"?. Kto zrozumie to lepiej, niż Byk? Oczywiście wiadomo, ze troszkę przerysowuję, gdyż to różnie bywa, ale ten potencjał bycia tu i teraz mają. Potrafią cieszyć się smakiem dobrego sernika i docenić zapach kwitnącej lipy.

Duchowość to nie jest tworzenie iluzji, kreowanie sobie fatamorgany, jakiegoś abstrakcyjnego celu, do którego dążymy. To bycie tu i teraz i umiejętność radzenia sobie w życiu nie krzywdząc przy tym nikogo.

Jednym z partonów duchowości jest Neptun. W astrologii jest on planetą związaną z odmiennymi stanami świadomości, mgłą, brakiem rozeznania w sytuacji, czy ucieczką od rzeczywistości. Warto pamiętać o tym, że rzeczywistość to jest to wszystko, czego doświadczamy i duchowość nie polega na ucieczce od tego i kreacji jakiejś tęczowej bajki, w której nie ma miejsca na szkodliwe emocje.




Copyright © 2016 Odcienie Tarota , Blogger