Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 kwietnia 2023

Randka z Marsem w Lwie

Randka z Marsem w Lwie

 Dzisiaj w moim randkowym przewodniku pomogę Ci przygotować się na wyzwanie, jakim jest spotkanie z osobą, która ma w swoim urodzeniowym horoskopie Marsa w Lwie. Jeśli taki pan wpadł Ci w oko i jest to w jakiś sposób odwzajemnione, to sprawa jest bardzo prosta. W zasadzie nic nie musisz robić poza wyglądaniem ładnie, biciem brawa i zachwycaniem się. Ale też bez przesady. Musisz znaleźć balans, by Mars w Lwie nie poczuł, że idzie zbyt gładko i szybko. On tego nie lubi. Raczej woli trochę pogonić swoją ofiarę. To w końcu Lew, majestatyczny drapieżnik, którego łatwa zdobycz nie bawi. 



Osoba z Marsem w Lwie zrobi pierwszy krok i kolejny, będzie pokazywać swoją wspaniałość i czekać na zachwyt. Może nawet będziesz mu potrzebna, by miał komu się pochwalić swoją wspaniałością, albo kogo zdobyć. Możesz tam sobie mieć swoje talenty i osiągnięcia, ale na początku chodzi o to, by zobaczyć wszystkie wspaniałe rzeczy, które on robi. Z drugiej strony możesz się spodziewać imponujących atrakcji. Jeśli da Ci prezent, to będzie to 100 czerwonych róż i naszyjnik. Jeśli obiad, to pod wieżą Eiffla (choć tutaj dużo też zależy od zasobów portfela, ale będzie, tak czy siak, szukał sposobu, by zaimponować i zrobić wrażenie). To osoba hojna, która lubi okazywać innym swoją troskę i szczodrość w sposób nieco teatralny, ale na pewno imponujący. Spodziewaj się, że obsypie Cię prezentami. Jak chcesz mu się przypodobać, to pamiętaj, by się na każdym kroku zachwycać i ochoczo bić brawo. Ale nie sztucznie, bo on mimo swojej lekkiej teatralności, nie znosi zakłamania i fałszu. I jest na to dosyć wyczulony. 
                                                        Marsa w Lwie ma George Clooney...
Osoba z Marsem Lwie ma swoje wady i zalety. Z jednej strony bywa egocentryczna i władcza. Z drugiej potrafi traktować swojego partnera po królewsku – w końcu jego partnerka jest nie byle kim, skoro ją wybrał. On by nie mógł mieć jakiejś przypadkowej, kiepskiej relacji, nie nie. Skoro mu wpadłaś w oko, to znaczy, że uważa Cię za niezwykle wyjątkową i wspaniałą osobę. Aż tak niezwykłą, że może zostać jego partnerką. Ale nie bądź zbyt łatwa, a nawet możesz trochę udawać niedostępną. Gdy idzie zbyt łatwo, to dla niego nuda. On należy do tego typu, który lubi gonić króliczka, samo złapanie też mu się podoba, ale nie jest dobrze, gdy się to dzieje zbyt szybko. Poza tym bardzo nie lubi odrzucenia, więc skoro się zdecydował na jakieś działania, to znaczy, że czuje, że z tej mąki będzie chleb. Inaczej by nie ryzykował, choć akurat ryzyko lubi, ale nie kosztem bolącego ego. 
                                                           ...oraz Anthony Kiedis

Jest otwarty i bezpośredni. Szczególnie jeśli chodzi o otwarte i bezpośrednie mówienie o sobie i swoich zaletach, których ma całą listę. Czasem może się przechwalać swoimi podbojami miłosnymi czy talentami w tej sferze i robić z siebie inkarnacje Casanovy. A, jako że Mars w Lwie to bardzo ognisty Mars, całkiem możliwe, że to wszystko będzie prawdą. Jego plusem jest to, że potrafi być lojalny, ciepły i troskliwy dla swojego partnera.

Jeśli ten post Cię zainteresował, okazał się przydatny, to zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy: postaw mi kawę

Dzienniki gwiazdowe: miłość, związki, relacje według dawnych astrologów

Dzienniki gwiazdowe: miłość, związki, relacje według dawnych astrologów

 Miłość od zarania dziejów była kluczową kwestią w życiu człowieka. W różnych kontekstach historycznych zmieniał się stosunek do małżeństwa, kobiet czy preferencji seksualnych, jednak kwestie doboru odpowiedniego partnera były ważne. Dawni astrologowie poświęcili sporo miejsca relacjom kładąc najczęściej szczególny nacisk na VII dom (jego władcę, planety w jego obrębie), Słońce, Księżyc, Wenus oraz Marsa. Co jest dosyć standardowe i nikogo nie powinno dziwić, gdyż współcześnie również stanowi to podstawę interpretacji. 


 
Techniką, która jest mniej preferowana (a może nawet zapomniana?) przez współczesnych astrologów jest zwrócenie uwagi na troistości – temu się szczególnie przyjrzę i zbadam na przykładach czy to działa. Zainspirowała mnie Deborah Houlding, która w swoim artykule o troistościach wspomina o tym, że sprawdzała działanie tej metody i okazała się ona niezwykle skuteczna. Ale po kolei. W tym poście przedstawiam skrótowe zestawienie najbardziej reprezentatywnych astrologów danego okresu (Doroteusz, Ptolemeusz, Bonatti) oraz sprawdzam na przykładach różnych horoskopów czy techniki te są wciąż aktualne. Nie mam na celu robienia misz-maszu i chaosu mieszając styl hellenistyczny ze średniowiecznym, raczej chciałam wyłuskać z tych tekstów pewną technikę, która wydaje mi się bardzo interesująca.

Doroteusz z Sydonu i władcy troistości Wenus
Ten słynny astrolog żyjący w I w. n.e. kładł ogromny nacisk na troistości. Stanowią one podział znaków na cztery grupy związane z poszczególnymi żywiołami. Każdą z troistości rządzą trzy planety, tak jak pokazuje tabelka:

Troistości były wykorzystywane zarówno do analizy horoskopu urodzeniowego, jak i do prognozowania (dyrekcje). We współczesnej astrologii to pojęcie nie występuje, a zostało poniekąd zastąpione żywiołami.
By znaleźć odpowiedzi na pytania o małżeństwo Doroteusz radził by spojrzeć na kondycje Wenus oraz władców troistości jej znaku. Jeśli tworzą oni harmonijny aspekt z planetą miłości, wówczas jest szansa na szczęśliwe małżeństwo. Natomiast jeśli władcy troistości są uszkodzeni (np. spaleni, w domu upadającym itd.), to związek może być nieudany (np. partnerka może być problematyczna). Gdy owi władcy są uszkodzeni, ale Wenus tworzy aspekt z benefikiem w obrębie tego samego domu, wówczas żona będzie odpowiednia.

Klaudiusz Ptolemeusz w pigułce o sprawach sercowych
Klaudiusz Ptolemeusz urodził się ok. 100, zm. ok. 168 r. Niektórzy twierdzą, iż był jedynie teoretykiem, być może z powodu jego wybitnie naukowego stylu. Podążał za tradycją egipską (tak jak i Doroteusz, chociaż prezentowali oni zupełnie odmienne podejścia do astrologii1). Jego „Czworoksiąg” uchodzi za kanon astrologii tradycyjnej, gdyż jest to chyba jeden z najczęściej cytowanych tekstów przez kolejne astrologiczne pokolenia.
U tego astrologa podstawą jest analiza Księżyca w horoskopie mężczyzny, natomiast w przypadku kobiet patrzymy na Słońce. Gdy Księżyc znajduje się pod promieniami Słońca, a także w aspekcie z Saturnem – istnieje groźba, że mężczyzna pozostanie bez żony. Jeśli ma harmonijne aspekty z innymi planetami, wówczas żona będzie poczciwa. Natomiast w przypadku aspektów nieharmonijnych żona może mieć okropny i trudny charakter. Saturn w połączeniu z Księżycem daje żonę pracowitą i surową; Jowisz – gospodarną i godną; Mars – śmiałą i niepokorną; Wenus – wesołą, piękną, pełną wdzięku; Merkury – inteligentną i bystrą. Wenus w połączeniu z Jowiszem, Saturnem lub Merkurym zapowiada, że żona będzie pożyteczna i obdarzy męża miłością, tymczasem Wenus w aspekcie z Marsem da żonę popędliwą, niespokojną i nierozsądną. 
 
W przypadku kobiet patrzymy na aspekty Słońca: z Saturnem oznaczają mężów pracowitych, pomocnych i statecznych; z Jowiszem – godnych i wielkodusznych; z Marsem – energicznych, nieczułych, niepokornych; z Wenus – czystych, przystojnych, z Merkurym – pożytecznych i aktywnych. Gdy mamy połączenie Wenus z Saturnem, oznacza to gnuśnego i powściągliwego męża w miłości fizycznej; z Marsem da męża impulsywnego, skorego do spółkowania, a nawet do cudzołóstwa; z Merkurym – mąż jest łasy na chłopców.
Trwałość związków zapewnia harmonijny układ świateł wobec siebie w obu horoskopach, a najdoskonalsza jest sytuacja, gdy Księżyc mężczyzny tworzy aspekt (trygon, sekstyl) ze Słońcem kobiety.


Wskaźniki kiepskiego bądź udanego małżeństwa według Guido Bonattiego
Guido Bonatti prawdopodobnie urodził się 1210 r., a zmarł w 1295. Uchodzi on za najpopularniejszego astrologa średniowiecznego. Między innymi doradzał Fryderykowi II. W 1277 napisał swoje najważniejsze dzieło „Liber introductorius ad iudicia stellarum.
Jeśli chodzi o mężczyzn, ten astrolog radził by zanalizować:
  • dom VII i jego władcę;
  • planety znajdujące się w VII domu;
  • Księżyc i Wenus;
  • punkt małżeństwa oraz planety znajdujące się w jego domicylu;
  • ważna jest też ocena domów kątowych, by mieć rozeznanie czy mężczyzna będzie miał ogólnie szczęśliwe życie, gdyż to wiąże się też z realizacją w małżeństwie;
  • dodatkowo sprawdzamy almuteny wymienionych planet i punktów.
Zwracał również uwagę na troistości znaku Wenus, gdyż według niego na ich podstawie sporo można się dowiedzieć na temat relacji. Twierdził, że jeśli wierzchołek VII domu znajduje się w znakach wodnych [Ryby, Skorpion, Rak], lub wł. VII wraz z wł. I znajdują się w VII, lub jeden z nich znajduje się w VII, to mężczyzna będzie miał wiele żon i może liczyć na obfitość kobiet. Jeśli w VII domu znajduje się silna Wenus (albo w innym domu kątowym), a także władcy troistości znaku, w którym jest, są silni, wówczas mężczyzna ma szczęście do kobiet, które go kochają.
W przypadku uszkodzonej Wenus (przez upadający dom, spalenie, retrogradacje, malefiki), a także gdy uszkodzeni są władcy troistości znaku Wenus, albo gdy są zachodni, lub znajdują się między ascendentem a IV domem, lub między VII a X, lub Księżyc w kwadrze II lub ostatniej, wówczas małżeństwo może być późne, z małą, starszą kobietą, nie przynoszące szczęścia. W sytuacji gdy Wenus ma dużo godności, lecz władcy troistości znaku, w którym jest, są uszkodzeni, małżonka będzie odpowiednia i porządna, jednak nie wyniknie nic dobrego z takiego ślubu. Gdy Wenus jest w kiepskiej kondycji, a władcy troistości są wolni od uszkodzeń, wówczas partnerka nie jest do końca udana, jednak małżeństwo przynosi szczęście.

Ślub według Guido Bonattiego
By oszacować czas ślub warto zajrzeć do solariusza. Gdy solarny ascendent wypada w VII domu, wówczas można liczyć na zmianę w życiu uczuciowym.
Gdy wierzchołek VII domu wypada w znaku kardynalnym, bądź zmiennym, wówczas mężczyzna będzie miał wiele małżeństw. Tak samo w przypadku wielu harmonijnych aspektów do Księżyca. Luna w znaku stałym, lub w próżnym kursie, bądź w aspekcie z tylko z jedną planetą, daje jedno małżeństwo.

Małżeństwo kobiety według Bonattiego
Ten średniowieczny astrolog wzorował się na Ptolemeuszu i podobnie jak on, uważał, że należy spojrzeć na Słońce by odpowiedzieć na pytanie „ile mężów będzie miała dana kobieta i czy będą oni udani?”. Słońce w znaku stałym da jednego męża, zmiennym dwóch, w kardynalnym wielu.




Podsumowując:
  • płodny i/lub kardynalny znak w domu VII daje liczne małżeństwa, stały jedno, zmienny dwa (lub więcej);
  • aspekty Księżyca (u mężczyzn) lub Słońca (w przypadku kobiet) pokażą liczbę partnerów;
  • jakość Wenus i/lub Księżyc pokaże jaka będzie żona; Słońce i/lub Wenus pokaże jaki będzie mąż;
  • Wenus (jako ogólny sygnifikator miłości) i władcy troistości jej znaku pokażą jakie to małżeństwo będzie.
Władcy troistości w praktyce: czy działają?
Przeszukując Bazę Horoskopów PTA pod kątem ilości małżeństw natknęłam się na horoskop Michała Wiśniewskiego (4 razy powiedział sakramentalne „tak”). Jego dom VII znajduje się w Rybach – nie dość, że w znaku płodnym, to jeszcze zmiennym, co powinno dać więcej niż dwa małżeństwa. Władcą jest bardzo silny Jowisz w Strzelcu, który posiada bardzo dużo godności (w domu IV, sekta, domicyl). A co z władcami troistości? Wenus w Lwie jest peregrynem, ale ma godność przygodną poprzez sektę (halb), a także znajduje się w bardzo pomyślnym domu XI (nie powinien mieć problemów ze znalezieniem partnerki, raczej ma powodzenie), władcami troistości jej znaku są: Słońce (w Pannie peregryn, ale w domu I, osłabione przez aspekty z malefikami), Jowisz (w swoim domicylu w Strzelcu, dodatkowo w domu kątowym i hayz), Saturn (władca troistości powietrznej w Bliźniętach, również w domu kątowym, w koniunkcji z pomyślną Capellą). Nie ma aspektu między Wenus a władcami troistości, jednak nie są oni uszkodzeni, co wskazywałoby raczej na powodzenie u płci przeciwnej. A Jowisz wskazuje, że przynajmniej jedno z małżeństwo powinno być szczęśliwe, harmonijne i przyniesie coś dobrego. Trzymam kciuki!



Fryderyk Nietzsche umarł jako kawaler, choć w jego życiu pojawiały się kobiety, do których pałał płomiennym uczuciem. Jego biografowie spekulują na temat jego zadurzenia w małżonce Richarda Wagnera, a co do miłości do Lou Andreas-Salomé nie mają wątpliwości. Jednak kobieta nie odwzajemniła uczuć tego filozofa i poślubiła innego mężczyznę zostawiając go ze złamanym sercem. Co na to jego władcy troistości?
Dom VII wypada w stałym i średniopłodnym (a bardzo seksualnym2) Byku. Jego władcą jest bardzo słaba Wenus w Pannie (jest w upadku, poza sektą, w domu upadającym, może to wskazywać na tworzenie relacji, które w jakiś sposób nie są społecznie aprobowane, są nietypowe, trudne). Władcy troistości znaku Wenus to: Mars (ma troszkę godności przygodnej przez dom kątowy, jest władcą troistości w Pannie, ale poza sektą), Księżyc tworzy aspekt z Wenus, ale jest to kwadratura – co pokazuje brak harmonii, znajduje się on na Antaresie, co z pewnością wpływa na doświadczenia z kobietami dosyć mocne i intensywne (lub przyciąganie femme fatale) oraz wspomniana Wenus. Władcy troistości Nietzschego wypadają nie najmocniej, co może pokazywać, że jego związki były skomplikowane, problematyczne, rodzące trudności i nie dawały spełnienia.

Artur Schopenhauer uchodzący za ikonę pesymizmu i niechęci do świata, wbrew pozorom był zakochany i to prawdopodobnie minimum dwa razy. Pierwszy związek stworzył z Caroline Richter. Relacja trwała kilka lat, lecz nie doszło do ślubu. Biografowie odnotowali również jego zainteresowanie dużo starszą od niego Florą Weiss, jednak kobieta odrzuciła jego zaloty.
Descendent w Koziorożcu – znaku średnio nie-płodnym (za to seksualnym), ale kardynalnym, powinno to wskazywać na przynajmniej jedną relację. Władca descendentu to Saturn w Rybach (peregryn, w koniunkcji z MC). Wenus znajduje się w Baranie (wygnanie, poza sektą, kwadratura z Marsem, bardzo słaba pozycja, choć dom X dodaje nieco godności – może to pokazywać zamiłowanie do bardzo silnych kobiet), zatem władcami troistości są: Słońce (w Rybach, w koniunkcji z MC i Saturnem), Jowisz (w Bliźniętach, czyli na wygnaniu, dodatkowo w domu XII, słabo, wspiera go jedynie hayz), Saturn (peregryn, w koniunkcji z MC, w sekcie). Mamy tu przykład słabej Wenus i słabych władców troistości (najsilniejszy byłby tu Saturn), co pokazuje, że życie uczuciowe tego filozofa nie było usłane różami, ale przynajmniej jeden związek (sygnifikowany przez Saturna) miał szansę na przetrwanie nieco dłużej, choć nie wolny od trudności.

Niki de Saint Phalle wyszła za mąż w młodym wieku, jednak nie był to jej ostatni partner, gdyż po rozwodzie weszła w kolejny związek. Jej descendent wypada w Byku, co powinno zaowocować jakimś związkiem. Wenus w Strzelcu jest peregrynem, jednak ma bardzo silnych władców troistości: Jowisza (który jest wywyższony w Raku), Saturna (władającego Koziorożcem), Słońce (peregryn w Skorpionie, za to w koniunkcji z ascendentem). Przynajmniej z dwóch swoich związków mogła czerpać szczęście i zadowolenie.

Tina Turner to z pewnością kobieta, która osiągnęła bardzo duży sukces zawodowy, jednak jej życie osobiste było pełne wybojów i komplikacji. Descendent wypada w stałym i średniopłodnym Wodniku – co może pokazywać, że w swoich wyborach i uczuciach była stała, a partnerów nie było wielu, przynajmniej jeden minimum (wikipedia wspomina o 3). Władca jest w bardzo kiepskiej kondycji – to Saturn w Baranie (upadek, poza sektą, koniunkcja z węzłem południowym, dom upadający). Wenus znajduje się w Strzelcu, zatem jej władcy troistości to: Słońce (peregryn w Strzelcu, uszkodzone przez kwadraturę z Marsem, za to w mocnym domu IV, ratuje je hayz), Jowisz (bardzo silny w Rybach, niestety osłabia go troszkę dom VIII), oraz Saturn (słabiutki). Saturn tworzy aspekt z Wenus, jednak jest w złej kondycji – to pokazuje, że jeden związek może być trudny, skomplikowany, budzący kontrowersje, a jednocześnie trwały. Jowisz daje szansę na relacje, która przynosi korzyści i harmonię (jak podaje wikipedia Tina Turner ma trzeciego partnera, z którym jest od 1985 roku). 
 
Życie uczuciowe Pameli Anderson jest dosyć skomplikowane, jednak udało mi się odnaleźć informacje o trzech ślubach (partnerów było więcej, jak i rozstań i powrotów do tych samych osób). Jej descendent wypada w średniopłodnym, ale za to zmiennym Strzelcu – daje to minimum dwa małżeństwa. Władcą jest Jowisz w Lwie, który nie jest specjalnie silny, ani słaby (jest w hayz). Wenus za to ma nieco godności przygodnej (IV dom). Władcy troistości to Słońce w Raku (takie sobie, osłabione przez kwadraturę Saturna), Jowisz w Lwie oraz Saturn w Baranie (upadek, poza sektą, ale XI dom). Taka sytuacja pokazuje, że nie ma problemu z pojawianiem się partnerów (silna Wenus), jednak nie z każdego związku wyjdzie coś dobrego, przynajmniej dwa mogą być problematyczne (Słońce, Saturn).

Sting uchodzi za niezwykle kochliwego artystę, a jednocześnie trwa w związku małżeńskim (wikipedia podaje, że dwa razy brał ślub). Jest to zatem ciekawy przykład. Jego małżonka znalazła wyjście z tej sytuacji godząc się na różne eksperymenty z innymi osobami. Descendent muzyka wypada w Wodniku – co daje stałość; jego władcą jest Saturn (bardzo silny w Wadze, w koniunkcji z władcą ascendentu, co według Bonattiego było wskazówką powodzenia w relacjach). Wenus znajduje się w Pannie (osłabiona przez upadek, koniunkcje z Marsem, co może wskazywać na nietypowość, brak aprobaty społecznej). Władcami troistości Wenus są: Wenus (nietypowość), Księżyc (silny przez dom), Mars (w Lwie, w aspekcie z Wenus). Osłabienie Wenus wskazuje tutaj na tworzenie specyficznych, eksperymentalnych relacji.

Podsumowując: przy analizie kwestii związków pierwszą rolę odgrywają typowe metody (VII dom itd.), jednak myślę, że warto używać władców troistości Wenus jako dodatkowej techniki wspierającej interpretację. Benjamin Dykes w swoim podręczniku „Using Medieval Astrology” radzi by używać władców troistości znaku będącego wierzchołkiem domu VII – to jest metoda, na której można wywnioskować zarówno opis relacji/partnerów, jak i oprzeć na niej prognostyczną technikę dyrekcji przez troistości. Warto eksperymentować. A troistości Wenus moim zdaniem stanowią bardzo skuteczną technikę.








1.Inne podejście prezentował współczesny mu Wettiusz Walens [ulubieniec późniejszego Masha Allaha], który obrał sobie za cel połączenie nauk egipskich i babilońskich, kładł również nacisk na stronę duchową i posłuszeństwo względem losu.
2Znaki seksualne/kopulujące: Byk, Koziorożec, Lew, Baran.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Zdrowa relacja? Lekcja Dziesiątki Kielichów

Zdrowa relacja? Lekcja Dziesiątki Kielichów

Na karcie Dziesiątka Kielichów w Herbal Tarot widzimy sporo różnych elementów. Mamy ułożone w piramidkę naczynia. Po lewej stronie rośnie marihuana, w tle widzimy tęczę, a na dole i w prawym górnym rogu małe chmurki. W oddali powoli snuje się rzeka i pola. Sielsko, miło, przyjemnie. Obrazek na pierwszy rzut oka przynosi ciepłe i pomyślne skojarzenia. Jest to dziesiątka, a zatem pełnia, czyli w sferze uczuć coś już jest osiągnięte, jest gniazdo, domowe ciepło, domownicy, mąż/partner, a może i dzieci, bo tych emocji jest sporo, jest z kim się dzielić.
Ale jaki jest cień tej karty? Czy możemy tu widzieć sielski obrazek wzięty rodem z bajki Disneya? Otóż jest tu dużo symboli nietrwałości (chmury), iluzji, uzależnienia (marihuana), złudzenia optycznego (tęcza), przepływu (rzeka). Kielichy stoją stabilnie jeden na drugim, zatem ok, jest relacja, ślub, szczęście, nie ma o czym mówić. Ale cień tej karty, to sytuacja, gdy bez związku człowiek nie potrafi żyć, bo potrzebuje go jako protezy, do poprawy nastroju, do leczenia deficytów, do naprawy samego siebie. 

Wbrew pozorom jest to sytuacja dosyć powszechna. Być z kimś, bo się kogoś potrzebuje do czegoś, albo z powodu lęku przed samotnością. W skrajnych sytuacjach niektóre osoby wchodzą co chwile w nowe związki, aby polepszyć sobie samoocenę, lub z powodu uzależnienia, jakiego dostarczają silne emocje. Cóż, wiele osób potrzebuje mocnej dawki dramatów, by funkcjonować. Związek coś leczy, poprawia nastrój, staje się źródłem uzdrowienia, ale bywa to złudne, bo gdy relacja się kończy zostajemy z dziurą, którą ciężko czymkolwiek zapełnić. Szczególnie DDA, DDR i inne osoby deficytowe mogą odczuwać problem w tej sferze. Albo nadmiarowość, albo unikowość, albo jeszcze coś innego. Jest tak, bo te osoby bardzo często noszą w sobie pustkę, której nie potrafią wypełnić, taką małą, neurotyczną otchłań, która boli, uwiera, ale można ją zagłuszać.
Taka relacja oparta na braku, czy potrzebie by sobie coś nią zrobić, polega często na ogromnej miłości, ale póki partnerzy są ze sobą. Po rozstaniu jest to wielka nienawiść i walka. Jest to sytuacja typu: „kocham Cię, ale dopóki ze mną jesteś, bo jak Cię nie ma, to Cię nienawidzę”. „Jestem z Tobą póki spełniasz moje potrzeby i oczekiwania”. Mój nauczyciel mówi, że to jest miłość prosto z serca – oparta na emocjach, które są uwarunkowane, zmienne, niestabilne, zależne. Taka miłość zmienia się, nigdy nie jest stała, a często zależy od tego, czy akurat ktoś potrafi sprostać naszym wymaganiom. Ten sam wspaniały nauczyciel, Tenzin Wangyal Rinpocze, mówi, że prawdziwa miłość płynie wprost z kanału centralnego. Jest to chęć bycia z kimś, bo jest wartościową osobą, po prostu, a nie dlatego, że czegoś chcemy, potrzebujemy, próbujemy sobie coś naprawić związkiem.
Zawsze można wybrać, czy bardziej kręci nas świat iluzyjnych emocji, które są zmienne, uwarunkowane i uzależniające. Które wciąż będziemy chcieli produkować, by czuć, że żyjemy. Czy stabilność wyjścia poza nie, odpuszczenie lgnięcia do nich i skupienie się na tym, co jest pomiędzy nimi. Na ciszy, przestrzeni i oddechu.

środa, 2 sierpnia 2017

O moim tajemnym zaklęciu

O moim tajemnym zaklęciu
W tym poście dzielę się z wami moją osobistą i bardzo mocną mantrą, czy słowami mocy, które bywają bardzo przydatne. Jakiś czas temu pewna bardzo mądra i głęboko uduchowiona osoba powiedziała do mnie: „Na chuj ci to?”. Co było dla mnie wielkim zaskoczeniem w kontekście rozmowy, w której między wątkiem o wysokich wibracjach, Aniołach, duchowości przeplatała się kwestia toksycznych ludzi. Było to idealne wyrażenie pewnej energii odcinającej właśnie dlatego, że te słowa zabrzmiały z jednej strony bardzo mocno, z drugiej wywołały we mnie śmiech, bo w ogóle mi nie pasowały do kontekstu. Z czasem jednak zrozumiałam, że od czasu do czasu warto to sobie powtórzyć z całą mocą. Szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z toksycznymi ludźmi.

Toksyczne osoby mają w sobie niezwykłą zdolność ściągania innych w dół. Same czują się bardzo źle i nie interesuje ich to, że mogą innych zamęczyć swoją negatywną energią. Jedyne co te osoby interesuje, to ich własny ból i cierpienie. Dlatego nie warto wysyłać im dodatkowej negatywnej energii, a w miarę możliwości dobrze jest wykrzesać z siebie nieco współczucia – w końcu toksyczna osoba cierpi bardzo mocno, bez sensu dokładać do tego swoje trzy grosze.
Niekiedy takie osoby chcą zrobić wszystko by ściągnąć nas w dół, by i u nas pojawiło się poczucie bólu, lęku i ogólnej beznadziei. I wiecie, nie musicie dawać się ściągać w dół. Każdy ma prawo do tego, żeby mieć w umyśle dobro, piękno, miłość, współczucie i inne pozytywne wibracje. Mamy prawo, a nawet obowiązek wobec samych siebie, troszczyć się o swój własny umysł. Toksyczne osoby mogą tego nie rozumieć. Zarzucać wam egoizm. Ale prawdziwe współczucie i troskę dobrze jest zacząć od samego siebie. Miłość do samego siebie i chęć dobra dla nas samych, to są rzeczy podstawowe. Jeśli są w waszym otoczeniu osoby, które raczej chcą was zatruć swoim jadem, to warto sobie powtórzyć: „Na chuj mi to?”. Może nie za często, bo przestanie brzmieć jako coś mocnego. Odcinanie się nie jest egoizmem, ale współczuciem wobec nas samych, zasługujących na miłość, dobro, pozytywne energie. Problem toksycznych osób polega na tym, że one by chciały i wymagały, aby każdy zanurzył się w ich trudnych emocjach.
Problem toksycznych osób polega na tym, że one są tak mocno zafiksowane na swoich emocjach, że chcą je wszędzie rozsiewać jak wirusa Ebolę. Czy to zawiść, nienawiść, gniew, lęk, smutek. Ogólnie nie ma oczywiście niczego złego w czuciu się źle. To normalna sprawa, że każdy z nas od czasu do czasu ma w sobie takie stany. Problem zaczyna się, gdy one są bardzo silne, jest ich dużo i człowiek zarzuca je na innych nie dając w ogóle przestrzeni na radość, śmiech i dobre samopoczucie. Pojawia się uczucie, że ktoś nas dusi, zabiera nam energię, przytłacza. Takie sytuacje są zawsze bardzo trudne i skomplikowane. Na przykład gdy mamy toksyczną ciotkę, którą jednak trochę lubimy. To jak to ogarnąć? Jak żyć? Strategia odcinania się jest dobrym wyjściem, bo zadbanie o nasz własny umysł jest czymś bardzo ważnym.
To, co robimy z naszym umysłem, co się w nim pojawia, jakie myśli i emocje, jest bardzo ważne. To, co robimy z tym, co się pojawia w naszym umyśle, jest najważniejsze! Pomyślcie o tym. Generowanie i podsycanie toksycznych stanów, zatruwanie umysłu jadem, nienawiścią, gniewem, jest jak produkowanie w umyśle jakiegoś mentalnego horroru, w którym sobie sami żyjemy. Albo jak tworzenie w sobie obrazu malowanego kupą. Po co to komu? A jeszcze dodatkowo zatruwanie tym innych? Rozsiewanie toksyn jak ptasiej grypy na prawo i lewo? Przykro i smutno, gdy pojawiają się osoby, które mają w sobie tak niskie wibracje, tak trudne energie. Ale czasem nic nie da się zrobić, bo nie wyleczy się czyjegoś umysłu na siłę z mentalnych brudów. W takiej sytuacji pojawiają się dwa wyjścia: znosić negatywności i próbować je odpuszczać, aby nimi nie przesiąknąć, czyli nie lgnąć, pozwalać by się rozpuściły, albo się odciąć.

jeśli ten post Cię zainteresował, okazał się przydatny, to zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy: postaw mi kawę

środa, 10 sierpnia 2016

Jak się rozstać i zachować szacunek do siebie samego

Jak się rozstać i zachować szacunek do siebie samego

O ile nie jesteś robotem z przyszłości, ani nie masz serca ze stali, to zapewne nie przepadasz za rozstaniami. Przeważnie są one trudnym i bolesnym doświadczeniem, które wyzwala całą paletę emocji od nienawiści, gniewu, czy chęć powrotu  oraz różnego rodzaju obsesje. A czasem wszystko naraz. Osoby porzucone często odczuwają wielki strach, że sobie nie poradzą, a rzeczywistość w pojedynkę jest zbyt przytłaczająca, co może skutkować atakami paniki i histerii.
Kiedy w związku nie dzieje się najlepiej, jest więcej spięć i kłótni, niż miłych chwil, a nadzieja na poprawę jest znikoma, coraz częściej mogą pojawiać się myśli o rozstaniu. Może być też tak, że związek jest taki nudny, że to rozstanie samo przychodzi, a partnerzy nawet nie wiedzą kiedy. Ale tym przypadkiem się tu nie zajmujemy. Albo partnerzy mają tak różne zainteresowania i formy spędzania czasu, że widują się coraz rzadziej i coraz mniej ich łączy. Związek może być dysfunkcyjny a sygnałem, który to potwierdza jest to, że pojawiają się myśli o odejściu. 

Słuchanie ciągłej krytyki, nieustanna walka, budowanie obronnych murów, oskarżanie się o wszystko, a nawet agresywność, kłótnie, stres, brak przestrzeni i kontrolowanie – jest wiele symptomów, które wskazują, że związek jest w kiepskiej kondycji. I człowiek ma prawo nie chcieć angażować swoich sił i energii do ratowania go. Jeśli ciągłe walki i tak pochłonęły sporo zasobów, a wizja naprawy związku kojarzy się jedynie z długimi godzinami spędzonymi u terapeuty dla par, który na koniec i tak powie, że z tej mąki chleba nie będzie, to wtedy trzeba zaryzykować. No właśnie, to lęk przed podjęciem ryzyka często trzyma ludzi w dysfunkcyjnych relacjach. Obawa, że już się nikogo lepszego nie znajdzie, albo strach, że kolejny związek będzie taki sam, przerażenie na myśl o samotności – to wszystko blokuje. Ale jak pokazują badania amerykańskich naukowców1 osoby po rozwodach często czują ulgę i cieszą się wolnością. Odzyskanie swobody i przestrzeni może być bardzo pięknym i ciekawym doświadczeniem.
Jednak rozstanie może też boleć, przerażać, spowodować płacz czy wybuch gniewu. Nikt nie chce tego dla siebie, więc łatwiej jest uciec przed tak poważną decyzją, tak mocno wpływającą na drugą osobę. Najlepiej przemyśleć na chłodno wszystkie argumenty. Nie bój się posądzenia o wyrachowanie. Miłość to nie droga przez mękę i cierpienie. Miłość to szczęście. Jeśli czujesz, że tego nie ma, to przemyśl dobrze swoją decyzję odkładając na bok emocje (czy dobre, czy złe). Gdy już wybierzesz czy chcesz iść drogą wolności, czy trwać w związku, w którym coś nie działa, to się tej decyzji trzymaj. Szczerość i konkretne działania są lepsze niż np. prowokowanie partnera, żeby to on zerwał, czy trwanie w trudnej relacji i czekanie, aż się pojawi wybawca w postaci nowej miłości, dla której się rzuci osobę, z którą się jest. Lepiej być uczciwym wobec siebie i wobec tej drugiej osoby.

W przypadku, gdy już wiesz i czujesz, że związek się wypalił jak noworoczny sztuczny ogień, to dobrze, żebyś miał/a jaja i powiedział/a to partnerowi w twarz. Smsy czy facebook to trochę dziecinne i taki sposób zrywania pokazuje jedynie brak szacunku. Wysyłanie listów może i było fajne w gimnazjum, ale teraz po prostu umów się w kawiarni, albo w jakimś innym neutralnym miejscu. Bądź szczery, nie owijaj w bawełnę – dobrze, żeby partner wiedział jaki jest powód rozstania, co się właściwie dzieje. Ale unikaj ranienia i sprawiania bólu.
Pamiętaj o stanowczości, bo na pewno usłyszysz, że warto dać sobie jeszcze jedną szansę. Ale skoro na chłodno taka decyzja została podjęta, to nie ma sensu jej zmieniać pod wpływem emocji, bo zamieni się to tylko w bolesne dla wszystkich przepychanie. Zasada numer jeden: konsekwencja. Jest to bardzo ważna zasada, gdyż często po rozstaniu uruchamia się mechanizm zwany idealizowaniem partnera. Myśli się o samych dobrych cechach, o tym jak ta relacja była dobra i piękna, co tylko wyzwala wielką chęć powrotu. Nie rób tego. To mechanizm zwodzenia siebie samego. Wróć do zasady numer jeden i zajmij się czymś innym. Najlepiej zasadą numer dwa: skup się na sobie.

Zasada numer dwa jest istotna, gdyż po rozstaniu może się pojawić chęć by jak najszybciej znaleźć pocieszenie w ramionach jakiejś osoby. Trochę jest to mechanizm przypominający leczenie kaca piciem piwa. Nie rób tego. Tylko kogoś skrzywdzisz, bo raczej świeżo po rozstaniu mało kto jest gotowy by budować od podstaw nową relację. Zajmij się przyjaciółmi, rozwojem, pasjami. Ciesz się wolnością. Jeśli chcesz płakać, to płacz. To bolesny proces, który w pewnym sensie przypomina żałobę (jeśli była to głęboka relacja, a nie jakieś pitu pitu), więc spokojnie oswój się z tym i akceptuj wszystkie emocje jakie się pojawiają. Dlatego to jest lekcja Śmierci. Strata boli, ale idziemy dalej. Zaczynamy nowy etap życia na nowo, zostawiając przeszłość i przygotowując grunt na zbudowanie czegoś pięknego i zdrowego. Na karcie Śmierć widzimy żyzną ziemię – to jest bycie w procesie narodzin. Jednak jeśli nie zamkniemy przeszłości, to nie zrobimy miejsca na coś nowego. Doświadczenia, które zebraliśmy pomogą nam to stworzyć. Owa lekcja mówi: „nie ciągnij za sobą trupów przeszłości... puść przeszłość i rusz dalej”. Nikomu jeszcze nie pomogło wleczenie ich za sobą.

Może pojawić się myśl o przyjaźni z byłym partnerem. Najczęściej świeżo po rozstaniu jest to bardzo trudne i może się przerodzić w jakąś dziwaczną relację. Lepiej jest odczekać. I wrócić do zasady numer dwa: skupić się na sobie. Utrzymywanie kontaktu z partnerem przez ciągłe telefony i smsy jest bardzo daleko od ok.

Może tylko spowodować, że u tej osoby zostanie rozbudzona nadzieja na powrót. Każdy taki kontakt zinterpretuje jako szansę by znów być razem. Dlatego pamiętaj o zasadzie numer trzy: bądź jednoznaczny/a i maksymalnie przejrzysty/a. Zerwanie to zerwanie. Ex to ex, a nie relacja na zasadzie friends with benefits, ani opcja awaryjna, gdyby się jednak nie daj boże nie powiodło z kimś innym. Nie trzymaj swojego byłego, nie rób nadziei, bo każde podtrzymywanie kontaktu może zostać tak odebrane. Rusz dalej. I idź radośnie ku nieznanemu. Po karcie Śmierci jest w końcu Umiarkowanie – czas na cieszenie się, harmonijny związek, idealny przepływ energii. Bo po lekcji Śmierci już wiesz jak to zbudować. A Umiarkowanie to doskonały balans, który osiągniesz, jeśli odważysz się iść po swoje szczęście. 

1Zob. L. Brannon, Psychologia rodzaju, Gdańsk 2002.

wtorek, 19 lipca 2016

Krótki rozkład na uzdrawianie związków

Krótki rozkład na uzdrawianie związków
Aloha Kochani! Dziś lekki post związany ze sprawami sercowymi. A dokładniej z rozkładem na ten temat. Często zgłaszają się do mnie osoby samotne, które chciałby być w związku, ale okazuje się, że to wcale nie jest takie łatwe jak pokazują nam w amerykańskich komediach romantycznych. Bycie singlem jest do bani, ale kiedy pojawia się związek to... też to jest do bani. Bo ciężko, żeby było bez problemów, zwłaszcza kiedy te problemy są w nas i my chodzimy z nimi jak z bagażem na placach. Często może to polegać na wchodzeniu w związki z podobnym typem partnerów, czy na powtarzającym się schemacie reagowania na problemy w relacji. Rozkładu nie wymyśliłam sama, a wzięłam go z książki Jamesa Riclefa.
Ten oto rozkład może być wykonywany w wersji dla singli i w wersji dla osób w związkach. Zacznijmy od tej drugiej grupy.
Losujemy pięć kart.
  1. Jakie są twoje problematyczne wzorce w relacji?
  2. Jakie masz lęki odnośnie tej relacji/powodowane przez tą relacje?
  3. W jaki sposób blokujesz przepływ miłości?
  4. Co powinieneś odpuścić by ta relacja mogła działać prawidłowo i szczęśliwie?
  5. W jaki sposób możesz uzdrowić tę relację?



Single również losują 5 kart:
  1. Jakie są Twoje wzorce tworzące opór przed zdrową i szczęśliwą relacją?
  2. Czego się boisz odnośnie związku?
  3. W jaki sposób blokujesz przepływ miłości w swoim życiu?
  4. Co możesz odpuścić by znaleźć miłość?
  5. Jak możesz uzdrowić relacją z samym sobą?

Te pytania mogą naprowadzić na znalezienie wzorców, które blokują przed szczęściem. Namierzenie zachowań, które są gdzieś w środku zakorzenione i sprawiają, że te związki są trudne, skomplikowane, może być pierwszym krokiem do polepszenia życia i relacji. W końcu uświadomienie sobie problemu już samo w sobie jest bardzo ważne. Czasem odpowiedzi nie są tak oczywiste, czasem wymaga to dłuższej analizy, medytacji czy mocnego wsłuchania się w siebie.
Karta numer 5 może być inspiracją do wykonania uzdrawiającego rytuału, do zrobienia czegoś konkretnego, co pomoże pozbyć się tych męczących schematów. Może postać na karcie robi coś, co możesz sam zrobić? Albo zachowuje się tak, jak Ty powinieneś się zachować? Jeśli karta miałaby do Ciebie przemówić, to co by powiedziała?

wtorek, 12 lipca 2016

Od przybytku głowa...boli?

Od przybytku głowa...boli?
Ogólna energia od 12 do 21 Lipca – Czwórka Pucharów
Od 12 do 21 lipca dominować będzie energia IV Pucharów. Co to oznacza? Że należy uważać by nie przeginać, gdyż będziemy skłonni do przesady. Szczególnie jeśli chodzi o jedzenie, picie, używki czy jakiekolwiek inne rzeczy, z którymi łatwo się zagalopować. Przyjemność może się skończyć przykrym uczuciem, że może jednak lepiej było zostać w domu i nie kupować sobie kolejnej pary butów. To czas przyjemny, jednak ta przyjemność może spowodować jakieś przykre uczucie dyskomfortu, jeśli nie zadbamy o balans. Możemy również silniej niż zwykle odczuwać potrzebę zrobienia czegoś nowego, odejścia od codziennej rutyny. Efektem może być to, że ten czas będzie wypełniony emocjami i doznaniami, wszystko możemy odczuwać mocniej i intensywniej, albo prowokować sytuacje, w których coś będzie się działo...w nadmiarze.

Po intensywnych okresie Trójki Pucharów, przychodzi czas nasycenia i spełnienia. Niczego już więcej nie trzeba – o tym przypomina nam Czwórka alarmując jednocześnie, że gdy przekroczymy tę granicę, wówczas mocno to odczujemy. Zaleca by czerpać radość z tego, co się już posiada i dążyć do balansu. Doceniać to, co się ma i czuć wdzięczność. Czwórka Pucharów zachęca do spędzenia czasu z rodziną, z ukochaną osobą, z bliskimi. To czas zadbania o silne, stabilne relacje z przyjaciółmi. Możemy od innych uzyskać dużo dobroci. Dobrze jest przemyśleć kwestię naszego poczucia bezpieczeństwa – kiedy czujemy się bezpiecznie? Jakie jest źródło niepokoju? Czy inni ludzie nadużywają nas? Albo my bierzemy za dużo? A przede wszystkim – dlaczego wchodzimy w relacje? Nad czym warto popracować, by były one zdrowsze? Czy pogoń za moimi pragnieniami da mi szczęście? A może przypomina to picie słonej wody i wciąż i wciąż jakieś nowe będą się pojawiać? 


Co tam na niebie?
Od 12 do 21 lipca jak zawsze będzie sporo się działo. Wenus wejdzie do znaku Lwa, a niedługo potem Merkury (a za nimi Słońce, ale dopiero 22.07). Oznacza to, że będziemy odważniejsi, bardziej chętni do rozmów i wyrażania własnego zdania. Aura sprzyja poczuciu atrakcyjności, pewności siebie, oraz docenieniu swoich zalet. Również możemy być bardziej skłonni do podejmowania ryzyka, zabawy, śmiechu. Ten czas sprzyja byciu hojnym, a nawet rozrzutnym. Możemy bardziej niż zwykle ulegać pokusom, więcej wydawać, niż planujemy i pozwalać sobie na różnego rodzaju przyjemności. Wenus w Lwie zachęca do luzu, dystansu i radości. To dobry czas, by zadać sobie pytanie o to, co sprawia, że jesteśmy wyjątkowi i niezwykli? Taki tranzyt wzmacnia potrzebę bycia w centrum uwagi i odwagę do wyrażania siebie – szczególnie mocne może to być 16.07, gdy Merkury z Wenus połączą się w koniunkcji. To również dobry czas dla poetów – ten aspekt sprzyja pisaniu wierszy.  Możemy się czuć pełni energii i witalności, chcieć by inni nas usłyszeli i dostrzegli.
 
Tymczasem Księżyc
Dnia 12.07 około godz. 22.52 Księżyc przejdzie ze znaku towarzyskiej Wagi, do magnetycznego Skorpiona, w którym posiedzi do 15.07 do godz. 11.14.  Hasło przewodnie: intensyfikacja emocji.
To dobry czas na:
  1. Oczyszczające rytuały, uzdrawiające przeszłość, głęboką pracę z trudnymi wzorcami, cieniem, traumą, bolesnymi doświadczeniami.
  2. Odcięcie się od relacji, które nam nie służą.
  3. Praktykę magiczną.
  4. Seks.
 
    Podsumowując:
    1. Ogólna aura od 12 do 21.07 sprzyja ekspresji siebie, twórczości. Dobry czas dla artystów, osób kreatywnych, twórczych, które lubią innych zadziwiać swoimi pomysłami.
    2. Od 12 do 21.07 to również czas, kiedy bardziej niż zwykle będziemy skłonni do ulegania zachciankom, pokusom, przyjemnościom.
    3. W stabilnych relacjach może powiać nudą i chęcią zrobienia czegoś całkiem nowego, ekscytującego. Będziemy bardziej chętni do podejmowania ryzyka, zabawy. To dobry czas na cieszenie się i doceniania tego, co się ma.
    4. Od 12 do 15.07 czas sprzyja oczyszczającym, uzdrawiającym rytuałom, praktyce magicznej.

    Ta piosenka fajnie pokazuje przejście Wenus z Raka do Lwa ;) Nawet tytuł, "Roar", dobrze nawiązuje do lwiej energii :) Te emocje, które kumulowały się, gdy część planet była w Raku, teraz mają szansę zostać zdrowo i asertywnie wyrażone. Mamy szansę lepiej zrozumieć swoje emocje i nazwać - szczególnie te, które się uaktywniły podczas nowiu.

    "Mam oko tygrysa, wojownika, tańczę poprzez ogień
    Ponieważ jestem mistrzynią a ty usłyszysz mój ryk
    Głośniejszy, głośniejszy od lwa
    Ponieważ jestem mistrzynią a ty usłyszysz mój ryk" ;)

niedziela, 24 stycznia 2016

Jak wyrzucać rzeczy po byłym facecie?

Jak wyrzucać rzeczy po byłym facecie?
Tak, ten post jest dokładnie na ten temat – jak wyrzucać pamiątki, rzeczy, które nie zostały zabrane, a które budzą całą gamę najróżniejszych wspomnień i myśli. Ten temat jest bardzo ważny, bo jak zrobicie to dobrze, to okaże się, że przeprowadziłyście właśnie najpiękniejszy i najbardziej uzdrawiający rytuał odcinania się od przeszłości! Brzmi nieźle?
Dużo tu zależy od rodzaju związku i od tego, jak rozstanie przebiegło. Najbardziej upraszczając można podzielić związki na: 1)zdrowe, 2)deficytowe. O ile w tym pierwszym przypadku wyrzucanie powinno pójść w sposób gładki i bez żadnych przeszkód, o tyle w tym drugim może się przeciągać i być odkładane na kiedyś. W przypadku związków deficytowych cały ten proces dochodzenia do siebie ciągnie się jak guma Donald, bo przecież ten związek pełnił ważną funkcję – zapełniał jakąś pustkę, lęk, brak... Dlatego łatwo nie jest, ale to nie oznacza, że w ogóle jest to niewykonalne.
Oczywiście nie namawiam do spuszczania w toalecie laptopa należącego do byłego faceta, nawet jak jest ogromna pokusa by tak zrobić. Do wyrzucania najlepsze są rzeczy naładowane silnym emocjonalnym ładunkiem. Nie chodzi o to, by wyrzucić całą szafę, ale by znaleźć to, co powoduje najwięcej rozterek, bólu, emocji. Może być to jeden przedmiot, ale ważne by bardzo mocno kojarzył się z relacją. I teraz w zależności od upodobań dobrze jest zaplanować jaki żywioł będzie najlepszy. Czyli: wrzucamy do rzeki, zakopujemy w ziemi, usypujemy wielki stos i podpalamy, a może tniemy na milion kawałków i puszczamy z wiatrem. Najważniejsze jest odnalezienie swojej drogi do wyrzucania. Nie ma przecież schematów, każdy ma swoją historię, swoje emocje i doświadczenia.
Porę można wybrać spontanicznie, albo popatrzeć na astrologię. Choć nie zawsze jest taki komfort by czekać na odpowiednią fazę Księżyca, gdy tu i teraz uwiera przeszłość. Nów na pewno jest dobry do wchodzenia w nowe rzeczy i odcinanie się od przeszłości, próżny kurs lepiej omijać szerokim łukiem.

Jeśli wybierzecie ogień pamiętajcie o bezpieczeństwie i przygotujcie sobie gaśnicę. W razie czego. Nigdy nie wiadomo. Ogień jest doskonały, bo wszystko wypala i zostawia popiół. Jako że podkreślam jak bardzo istotny jest indywidualizm na ścieżce wyrzucania, to jak przeprowadzicie podpalanie zależy od waszej duchowości i fantazji. Czy z modlitwą, czy z medytacją, czy z psychologicznym nastawieniem, że o to właśnie zaczyna się nowy rozdział w waszym cudownym życiu. Jeśli wybierzecie ziemię, to wiadomo – przyda się łopatka, lub coś innego do kopania. Ogólnie polecam ziemię, bo w naszej kulturze zakopywanie zmarłych jest rytuałem pogrzebowym. Pogrzebanie starych spraw i emocji może być dosyć silnym przeżyciem. W buddyzmie pojawia się metafora, że nie ma co nosić na plecach trupów przeszłości. Trupy przeszłości to właśnie te stare sprawy, wydarzenia, relacje, które nie dają spokoju i wracają zaburzając dobre samopoczucie. Trupy przeszłości można zakopać i odciąć się od nich w ten właśnie sposób. Woda jest mniej wymagająca jeśli chodzi o dodatkowy ekwipunek. W przypadku wyboru powietrza niezmiernie istotne jest miejsce – najlepiej szczyt Śnieżki. Nie ograniczajcie się, to ma mieć moc.
Zaawansowanym polecam też wykorzystać tarota i zaangażować karty, które o transformacji i odcinaniu mówią. Ale zaawansowani to wiedzą, więc po prostu przypominam.




Gdy już macie pomysł, wybrany żywioł, duchowe nastawienie i wiecie czy modlitwa, czy coś innego, to pora przystąpić do działania. Najważniejszą rzeczą jest powiedzenie sobie, że wszystko co robicie poświęcacie dobru wszystkich istot, szczęściu – intencja by wasze działania były dobre dla wszystkich czujących istot. Dla byłego też. No i działajcie.
Czy to od razu pomoże? Każdy człowiek jest indywidualnością ze swoją własną osobistą gamą doświadczeń. Jednej osobie pomoże od razu, u drugiej będzie to pierwszy krok na drodze do uzdrawiania przeszłości, trzecia pomyśli, że to głupoty i idzie do domu, a czwarta podziękuje żywiołom i odnajdzie w swoim sercu spokój. Różnie bywa. Rozstanie to bolesny proces, który często w swej strukturze przypomina coś w rodzaju żałoby. W końcu przeżywa się wtedy stratę, tylko przy rozstaniu pojawia się ten dodatkowy element - nadzieja. A nadzieja na powrót może mocno zablokować ruszenie naprzód. Życzę wszystkim, aby uzdrawianie przeszłości szło idealnie i bez zakłóceń. <3 metta&peace

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Lekcja Królowej Mieczy

Lekcja Królowej Mieczy
Odezwała się do mnie na skypie koleżanka, z którą dawno nie rozmawiałam. Poprosiła o to, bym rzuciła okiem na horoskop jej znajomej. Wpisałam dane do Uranii i z jednej strony zobaczyłam u niej silną potrzebę by mieć rodzinę, dom, bezpieczne gniazdo, dzieci, a z drugiej... ogromne emocjonalne trudności, blokady i problemy. Nie zdążyłam otworzyć ust, gdy koleżanka sama zaczęła opowieść.
- Ona ma ogromny problem. Jest w związku z facetem starszym o osiem lat.
- No tak, Wenus-Saturn – odpowiadam, choć mojej koleżance nic to nie wyjaśnia, ale dla mnie sprawa jest oczywista.
-Ale problemem jest to, że ten facet ma żonę i dziecko. I on w zasadzie chce od niej tylko seksu, a ona się na to godzi, bo tak mocno boi się samotności... Ona z nim nie zerwie, bo przeraża ją samotność...
Moja koleżanka z Księżycem w Rybach na Asc autentycznie przeżywała tę historię i szukała odpowiedzi. Skłoniło mnie to do refleksji – dlaczego tak bardzo obawiamy się być Królową Mieczy? Większość kobiet chce być Królową Kielichów lub Denarów – spełniać się w rodzinie, w małżeństwie, wśród bliskich, przyjaciół, karmić kogoś, dbać o kogoś. Królowa Buław też dba o swoich, ale nigdy nie zrezygnuje z siebie. Za to potrafi zamienić się w lwicę, gdy zachodzi taka konieczność. A Królowa Mieczy? Kobieta, która woli uciąć sobie rękę niż być w związku, który nie daje jej szczęścia. Ceni przede wszystkim wolność, jeśli ktoś chce jej to zabrać, to może pokazać pazurki. Rozwija się, wciąż czegoś uczy, fascynuje światem, ludźmi, życiem – może u niej być to bardziej intelektualne, niż emocjonalne. Nie lubi stać w miejscu. Ma w sobie dumę, siłę, energię. Zna swoją wartość i kocha siebie, szanuje siebie. Może być singielką – dlaczego miałoby to jej przeszkadzać? Jeśli nie ma odpowiedniego faceta na horyzoncie, to ona się zajmie czymś innym, a nie będzie wchodziła w jakąkolwiek relacje, żeby tylko zamknąć paszczę przerażającego demona lęku przed samotnością siedzącego gdzieś tam w środku. Zdrowa Królowa Mieczy jest silna psychicznie, zna swoją wartość i wie, że to o nią powinno się zabiegać, nie będzie się do nikogo dostosowywać. Królowa Mieczy będzie się cieszyć, że jest singielką. Dlaczego? Bo ma coś, co ceni najbardziej – wolność. Nikt jej nie mówi co ma robić, ma przestrzeń i nikt nie narzuca na niej kajdan. Tak wiele kobiet woli być odwróconą Królową Mieczy i wchodzić w coś, co je ograniczy, zniszczy, zdewastuje, żeby zagłuszyć czymś tę wewnętrzną pustkę. Ten lęk, że ma się wszystko na swoich barkach, ciężar przygniatający do podłogi i odbierający siły.
Mężczyzna też oczywiście może z tym archetypem tarotowym pracować, piszę używając rodzaju żeńskiego, ale adresuję post do wszystkich :)


Nauka Królowej Mieczy polega na budowaniu poczucia własnej wartości i siły poprzez pracę nad sobą. Polega na tym, by odciąć się od toksycznych osób. I znaleźć w sobie odwagę na bycie singlem. To nie jest wcale takie trudne. Bardziej przeraża lęk przed tym, co nieznane. Lęk to emocjonalna odpowiedź na scenariusze jakie snujemy w naszych umysłach dotyczące przyszłości. Praca z lękiem polega na uświadamianiu sobie jakie myśli mu towarzyszą i zastępowaniu ich przeciwnymi, pozytywnymi. Polega na powolnym programowaniu się na myślenie, że „a może jednak będzie super, a może jednak świat mnie zaskoczy na milion różnych sposobów!”. Zamiast myśleć: „nikogo nigdy nie znajdę, lepszy ten starszy facet z żoną i dzieckiem, bo może! Może mu się odmieni i wybierze mnie..?”, można pomyśleć: „jestem bardzo wartościową i wspaniałą osobą. Moje towarzystwo jest dla mnie czymś miłym, a jak kiedyś spotkam kogoś dla kogo też takie będzie, to super! Nie? To zajmę się czymś konstruktywnym!”
Bycie singlem to po prostu... bycie singlem. To wcale nie oznacza, że jest się gorszym, mniej wartościowym, o nie! Frida Kahlo malowała najgenialniejsze obrazy, gdy była sama. Wiecie co jest słabe? Dostosowywanie swojego poczucia własnej wartości do tego, czy się jest z partnerem czy nie! Dajcie spokój, od kiedy to inni ludzie mają mieć taki wpływ na nas i na to jak się czujemy? Hm? Królowa Mieczy ma wewnętrzną siłę, bo ona jest osobą wewnątrzsterowną i nikt jej tego nie zabierze.


Dobrze jest zbadać jaki jest powód bycia singlem i dlaczego coś w sferze relacji nie wychodzi. Dlatego właśnie bycie samemu to idealny czas na poznanie siebie i swoich braków, deficytów, trudności. Nie ma lepszego czasu na pracę nad samym sobą. Buddha był singlem, gdy osiągnął wyzwolenie. Pomyśl o tym. Nawet jeśli spojrzymy na mniejsze cele niż nirwana, takie jak uzdrawianie siebie, swoich deficytów – to jest właśnie sygnał od kosmosu, że pora się zająć sobą, a nie walczyć i pakować się w kolejne związki. Skoro jesteś singlem, to może kosmos daje ci wyraźny sygnał – zajmij się teraz sobą, rozwojem, emocjami, poczuciem wartości. Teraz liczysz się ty. Jaką informację może dać ci bycie singlem?
Świat, w którym żyjemy jest tak skonstruowany, że nie ma tutaj ani jednej trwałej rzeczy. Pamiętaj o tym – samotność też przemija. Wszystko, dosłownie wszystko przemija. I też nie ważne w jak bardzo negatywnym stanie psychicznym tkwisz – to też przeminie. Smutki są jak cienie – pojawiają się i znikają. Wykorzystaj swoją samotność na poznanie siebie i rozwój. Oswój się z tym i zaakceptuj. Zmieniaj lękowe myśli i scenariusze na pozytywne. Pozwól sobie na doświadczanie wszystkich stanów emocjonalnych. Single nie muszą tryskać radością. Dajcie spokój. Czy zawsze musimy być szczęśliwi, młodzi i uśmiechnięci? Tak samo jak doświadczamy wesołości, tak i powinniśmy uczyć się doświadczać smutku. Nie unikać, a pozwalać sobie na to, by go w pełni i świadomie czuć. Dlaczego nie?
Praca z lękowymi scenariuszami, które nam się kotłują w głowie to długotrwały proces. Bardzo przydatne jest skorzystanie z pomocy specjalisty. Jeśli czytacie mojego bloga, to zapewne domyślacie się, że mam na myśli astrologa i tarocistę, a nie psychologa. Astrolog powie kiedy jest szansa na odmianę losu, kiedy działać, a kiedy się wycofać.
Jeśli los rzucił wam pod nogi kłody, to możecie dać się im przygnieść i zmiażdżyć. Możecie też wykorzystać ich energię do konstruktywnych działań i pracy. To zależy od was.


niedziela, 4 stycznia 2015

Dla pary w parze

Dla pary w parze
Gdy tarocista dostrzega wszędzie tarota, to dobry znak. Gdy studiowałam malarstwo patrzyłam na rzeczywistość jak na potencjalny obraz, szukając ciekawych kompozycji czy motywów. Teraz nie zajmuję się tradycyjnym malarstwem, ale za to wiem, co to znaczy wejść w coś tak głęboko, że dostrzega się to tam, gdzie inni mogą tego nie dostrzec. I tak było gdy czytałam artykuł w najnowszym numerze Charakterów (1/2015) poświęcony związkom. Bo oczywiście przyszło mi do głowy, że można by zasady proponowane przez Piotra Fijewskiego, czyli psychologa, który napisał ten artykuł, przedstawić za pomocą talii Osho Zen.
W wielkim skrócie: Piotr Fijewski pisze, co zrobić, by relacja z partnerem nie zamieniła się w obojętne przebywanie ze sobą, a raczej, żeby ta więź była pogłębiana i wzmacniana. I przedstawia doskonały model doświadczania obecności w kontakcie. Pisze on o tym w formie stwierdzeń, nad którymi mamy się zastanowić, a dokładniej nad tym na ile możemy się z nimi zidentyfikować:

(1) Moja uwaga skupiona jest tylko na tobie, na mnie i na tym, co dzieje się między nami tu i teraz. 

 Osho zen: uważność.
Umysł nigdy nie jest inteligentny, tylko nie-umysł jest inteligentny. Tylko nie-umysł jest oryginalny i radykalny. Tylko nie-umysł jest rewolucyjny, to prawdziwa żywa rewolucja.
Umysł powoduje coś w rodzaju zamroczenia. Obciążony wspomnieniami z przeszłości i wizjami przyszłości żyjesz na minimum. Nie wykorzystujesz swych możliwości na maksimum. Twój płomień jest bardzo stłumiony. Gdy zaczniesz porzucać myśli, ten kurz nagromadzony w przeszłości, twój płomień roznieci się, stanie się jasny, czysty, żywy i młody. Całe twoje życie stanie się płomieniem - i to płomieniem bez dymu. Na tym właśnie polega Uważność.






(2)Słucham ciebie i słyszę ciebie. Nie tylko to, co mówisz, ale również - jak mówisz. Patrzę na ciebie, słyszę i widzę ciebie - twoje miny, gesty, ton głosu. Widzę i odczuwam, jestem skupiony na rozumieniu tego, co się z tobą dzieje tu i teraz.


Osho Zen: Przyjmowanie
Słuchanie to jeden z podstawowych sekretów wejścia do świątyni Boga. Słuchanie oznacza bierność, oznacza całkowite zapomnienie siebie. Tylko wtedy można słuchać. Gdy uważnie kogoś słuchasz, zapominasz o sobie. Jeśli nie potrafisz o sobie zapomnieć - nie słuchasz. Jeżeli jesteś zbytnio świadomy siebie, tylko udajesz, że słuchasz. Możesz potakiwać, czasem mówisz „tak" lub „nie", ale nie słuchasz. Gdy słuchasz, stajesz się kanałem, biernością, otwartością, Przyjmowaniem, łonem; stajesz się kobiecością. Aby dotrzeć, trzeba stać się kobiecością. Nie można dotrzeć do Boga jako agresywny najeźdźca, zdobywca. Do Boga możesz dotrzeć... a raczej Bóg może dosięgnąć cię tylko, gdy jesteś otwarty, gdy masz kobiecą otwartość. Gdy stajesz się yin, stajesz się otwarty, drzwi otwierają się. Czekasz.
Słuchanie to sztuka stawania się biernością.


(3)Gdy patrzę ci w oczy, nie wstydzę się i nie niepokoję. Wewnętrznie otwieram się, czuję w sobie ład i spokój, jest mi przyjemnie, przepełniają mnie dobre uczucia do ciebie.
Osho Zen: Doświadczanie 
 Doświadczenie to coś, co można zapisać w notesie lub uchwycić na filmie i wkleić do albumu. Doświadczanie to uczucie cudu, dreszcz komunii, delikatny dotyk naszego połączenia ze wszystkim, co nas otacza. Kobieta z tej karty nie tylko dotyka drzewa, ale jest z nim w komunii, niemalże stała się z nim jednością. Stare drzewo wiele przeżyło. Jej dotyk jest delikatny, pełen czci, a biały kolor wnętrza peleryny odzwierciedla czystość jej serca. Jest pokorna, skromna - tak właśnie należy zbliżać się do natury. Natura nie bije w bębny, gdy kwitnie, ani nie gra żałobnych melodii, gdy drzewa pozbywają się liści jesienią. Gdy zbliżymy się do niej z właściwym nastawieniem, podzieli się z nami wieloma sekretami. Jeśli nie słyszałeś ostatnio natury szepczącej do ciebie, teraz nadszedł dobry moment, by dać jej tę sposobność.




(4)Wczuwam się głęboko w ciebie, w twoje emocje i w to, co wyrażasz. Reaguję poruszeniem fizycznym (w ciele) i emocjonalnym na to, co wyrażasz, ale choć jestem aż tak blisko ciebie, to czuję się odrębną osobą.
       Osho Zen: Uczestniczenie
 
 Każda z postaci tej mandali trzyma prawą rękę w górze, na znak przyjmowania, a lewą rękę skierowaną ma w dół, na znak dawania. Cały krąg wytwarza ogromne pole energetyczne przyjmujące kształt podwójnego dordże, tybetańskiego symbolu pioruna. Mandala ta podobna jest polu energetycznemu wokół Buddy, gdzie wszystkie osoby tworzą ce krąg mają niepowtarzalny wkład w tę jednolitą, witalną całość. Jest ono niczym kwiat, którego całość jest piękniejsza niż suma wszystkich części, przy jednoczesnym uwydatnieniu piękna każdego pojedynczego płatka. Masz teraz okazję, aby wraz z innymi uczestniczyć w tworzeniu czegoś większego i piękniejszego niż to, co każda z tych osób mogłaby stworzyć osobno. Twój udział nie tylko cię ożywi, lecz także wniesie coś cennego do całości.




(5)Tu i teraz doświadczam sensu tego, co dzieje się między nami i we mnie, i mogę tak z tobą trwać - czas wyraźnie zwolnił.

Osho Zen: integracja
Obrazem Integracja jest unio mystica, połączenie przeciwieństw. Oto czas spotkania dualizmów życia doznawanych wcześniej. Zamiast nocy przeciwstawiającej się dniu, czy ciemności dławiącej światło, widzimy, jak dualizmy współistnieją, tworząc jednolitą całość, nieskończenie przemieniając się w siebie, a każdy z nich w swej głębi zawiera nasienie tego, co jest jego przeciwieństwem. Orzeł i łabędź są istotami Latającymi, pełnymi majestatu. Orzeł jest ucieleśnieniem siły i samotności. Łabędź ucieleśnienia przestrzeń i czystość, płynie spokojnie, zanurza się w uczuciach, w pełni zadowolony i kompletny w swej doskonałości i pięknie.
Jesteśmy połączeniem orła z łabędziem: mężczyzny i kobiety, ognia i wody, życia i śmierci. Karta Integracja jest symbolem samo-tworzenia, nowego życia i mistycznego zjednoczenia, znanego też jako alchemia.


Moja młodsza siostra, która zajmuje się psychologią, zapytała: "Ok, ale jak to się ma do praktycznego zastosowania tarota? Czy to tylko taka ciekawostka?".
No właśnie, na pewno można to jakoś wykorzystać w praktyce, np. medytując i zważając na swoje zachowanie. Więcej uważności i empatii zawsze się przyda, tak w ogóle, w każdego rodzaju relacji.
Na jednych szamańskich warsztatach mieliśmy złapać się za ręce i po prostu odczuwać innych, i odbierać bardziej z poziomu serca. To trudne. Ale karty Osho Zen mogą być tutaj bardzo pomocne.
Copyright © 2016 Odcienie Tarota , Blogger