Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zarządzanie myślami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zarządzanie myślami. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Dzień dobry, Saturnie!

Dzień dobry, Saturnie!

Tam, gdzie w horoskopie położony jest Saturn, najczęściej odczuwamy najwięcej lęku, niepokoju i bólu. Jeśli ten Saturn jest usytuowany harmonijnie, wówczas nie ma problemu. Gorzej, gdy tworzy napięciowe aspekty (kwadratura, opozycja, koniunkcja) z istotnymi elementami kosmogramu (planetami indywidualnymi, osiami). Osobę tak naznaczoną przez Kosmos nazywam Saturnikiem i poświęciłam już sporo postów zgłębianiu saturnicznej osobowości (zob. Saturniku,powstań z kolan!, Saturniku, naucz się odpoczywać).
Większość osób odczuwa w swoim życiu mniejszy lub większy lęk w różnych sytuacjach. To normalne. Jedynie osoby zaburzone, np. psychopaci, są całkowicie pozbawione tego typu emocji. A Saturnik uważa, że on się boi bardziej, częściej i mocniej niż przeciętny człowiek. Bo Saturnik patrzy na świat przez krzywe zwierciadło i często wydaje mu się, że on jest w ogóle bardziej. A inni to nie. Inni mają fajniej, lepiej, a on tylko się męczy. Jakie zatem Saturnik tworzy zniekształcenia poznawcze, czyli swoje osobiste krzywe zwierciadło, poprzez które „podziwia” rzeczywistość?


Saturnik czarnowidz
Ten typ jest mistrzem świata w tworzeniu negatywnych scenariuszy. Jego mottem życiowym jest: „jeśli coś ma pójść źle, to pójdzie jeszcze gorzej” i „kanapka zawsze spada na podłogę posmarowaną stroną”. Zawsze wybiera najgorszy scenariusz, bo, jak sam powie, chce uniknąć rozczarowania, bo przecież te pozytywne są tylko w bajkach Disneya. Nikt tak doskonale jak on nie wymyśla milionów powodów by nic nie robić, bo przecież nie warto, bo się nie uda. Nic nie warto, bo przecież life is a bitch, and then you die, wszyscy umrzemy, a życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą.
Taki Saturnik wie, że ludzie go ocenią negatywnie, wie, że zrobi złe wrażenie, że powie coś nudnego, że wszyscy będą mieli go dość. On po prostu wie. Potrafi wybierać opcje bezpieczne i nie podejmować wyzwań, bo zawsze ma na horyzoncie jakąś katastrofę, albo czuje, że nic dobrego nie wyjdzie. 

Saturnik telepata
Ten typ zachowuje się jakby miał w sobie dar czytania w myślach. I byłoby ok, gdyby nie to, że najczęściej nie ma takiego daru, tylko wydaje mu się, że wie, co inni myślą na jego temat. Zakłada, że wszyscy (bo najczęściej łączy się to z typem Saturnika maksymalisty) go ocenią źle, skrytykują, pomyślą, że jest idiotą, że na niczym się nie zna, że wysławia się kiepsko, że jest brzydki, pryszczaty i ma tłuste włosy.
On patrzy w twarz człowieka i czuje, że wie, że ten człowiek go ocenia. Że na pewno uważa go za smutnego nudziarza, który wygląda dziwnie i nie umie się zachować. Ten Saturnik zapomina o tym, że ludzie dosyć często mają gdzieś drugą osobę i są tak samo skoncentrowani na sobie, jak każdy. A nie na tym, by jak najbardziej zlustrować i prześwietlić drugą osobę. Nikogo aż tak mocno nie obchodzimy, jak się Saturnikowi wydaje. To powinna być afirmacja dla Saturnika telepaty do zapisania przy łóżku.


Saturnik maksymalista
Ten Saturnik nadużywa w swoim myśleniu słowa: „wszyscy” i „każdy”. Chce by wszyscy go lubili, chce by każdy był zadowolony. Wystarczy, że znajdzie się jedna osoba, która go nie lubi i to jest dla niego oznaka, że jest nic nie wart i powinien schować się pod kamień. Wystarczy, że raz mu coś źle pójdzie i on wpada w czarną rozpacz, bo przecież zawsze powinno być dobrze. On widzi świat w sposób czarno-biały upraszczając nie godząc się na to, że może istnieć coś pomiędzy. Musi jak najbardziej perfekcyjnie wykonać pracę, bo inaczej życie nie ma sensu. Jeśli zrobiłby ją po prostu dobrze, nie perfekcyjnie, tylko ok, wystarczająco, to ziemia by się zatrzęsła, wulkany zaczęłyby wybuchać a z nieba posypałyby się gromy! Perfekcjonizm albo śmierć, tak sobie myśli ten oto typ, który musi każdego zadowolić, który musi wszystko zrobić najlepiej.
Po zakończeniu projektu, nad którym pracował w 100%, czuje najczęściej pustkę i dziurę. Musi znaleźć sobie nową rzecz, nad którą będzie perfekcyjnie pracował. Momentami może odczuwać wypalenie i brak energii. Ten typ również odczuwa przymus, by na każdym zrobić doskonałe wrażenie, bo inaczej będzie smutno. Każdy przecież musi go odbierać jako fajną osobę.
Brzmi męcząco?

Saturnik malkontent
Ten typ po prostu pamięta to, co złe, przykre, smutne i nieudane. A w nowych sytuacjach najbardziej skupia się na tym, co negatywne. Na przykład gdy ma wystąpienie publiczne to najbardziej koncentruje się na osobie, która wygląda na znudzoną, choć w pierwszym rzędzie siedzą trzy zafascynowane osoby. Co z tego, skoro ta jedna się nudzi, zatem wystąpienie jest beznadziejne!
Ma ogromny problem z dostrzeżeniem, że kwitnie jaśmin, a czarny bez intensywnie pachnie. Bo przecież miasto takie zaśmiecone i ludzie tacy brzydcy, a on rok temu przeżył coś przykrego i było smutno. A dwa lata temu smutniej. A dzieciństwo to już w ogóle. Bywa, że ma głęboko wpojone poczucie niedoskonałości. Choćby miał na półce 20 pucharów i tak powie, że miał farta, że nie zasługuje, że mógłby być lepszy, że wcale to nie takie duże osiągnięcie. Nie wierzy, gdy inni mu mówią, że jest wspaniały, zdolny i utalentowany, bo postrzega siebie jako rodzaj bubla, któremu coś się udało, bo najwyraźniej gdzieś ktoś się zagapił. Najczęściej zamęcza sam siebie.

Zapytacie czy mam jakieś rady, jak żyć, co robić. Po pierwsze warto sobie uświadomić, że to są nawykowe strategie myślowe, które nie opisują rzeczywistości. Są jak krzywe zwierciadło, poprzez które Saturnik ogląda rzeczywistość. Nawyki myślowe mają kilka poziomów: automatyzmy, czyli to, co przychodzi jako automatyczna reakcja, ale i negatywne wyobrażenia i przekonania, które siedzą w człowieku bardzo głęboko. Ale myśli to nie rzeczywistość. Nie musimy wcale wierzyć w to, co myślimy.
Praca z nawykowymi myślami nie jest łatwa, bo przecież budowało się je całe lata, więc ciężko pozbyć się ich w weekend. Bardzo często te myśli wiążą się z lękiem, który się pojawia wraz z nimi i powoduje spiralę nakręcania się. Oto kilka wskazówek na start:
  • O ile nie jesteś prawdziwym telepatą, nie zakładaj, że wiesz co ktoś sobie pomyślał, gdy się taka myśl pojawi, to pomyśl sobie, że tak naprawdę ta osoba mogła pomyśleć, że chce dziś na obiad zjeść kotlet schabowy.
  • Nie jesteś pępkiem świata, myśli innych ludzi nie są maksymalnie skoncentrowane wokół ciebie i twoich spraw, aż tak ludziom nie zależy, żeby śledzić każdy twój ruch i oceniać każdy grymas twarzy.
  • Uświadom sobie, że negatywna myśl nie jest faktem, że można sytuację ocenić z wielu różnych punktów widzenia, np. lęk przed niepowodzeniem – to nie jest fakt, to jest myśl w twojej głowie, która nie opisuje przyszłości, faktem jest, że np. zaczynasz nowy projekt, to jest fakt, a wszystkie lęki to jest krzywe zwierciadło, to nie jest prawdziwe i nie musisz ufać tym myślom.

  • Szukaj faktów, dowodów, po prostu się urealnij, a nie żyj w świecie swoich lękowych projekcji.
  • Jeśli boisz się, że coś negatywnego się stanie, to przeanalizuj sobie to i wyobraź sobie, że dokładnie się tak stało. Że masz tę swoją katastrofę. I poczuj to, że raczej (o ile nie jest to lęk przed śmiertelną chorobą, tylko np. że zapomnisz tekstu podczas przemówienia!) nic się nie dzieje, świat toczy się dalej, ziemia się nie rozstąpiła, albo ktoś cię jednak nie polubił i czy stała się katastrofa? Pomyśl o tym, że nic się nie dzieje, a życie toczy się dalej.
  • Ćwicz się w patrzeniu na rzeczywistość jak na film, w którym nie ma ocen, że coś jest okropne, beznadziejne, to obiektywny film, którego klatki przelatują jedna po drugiej, zjawiska się dzieją, a cała ocena była tylko w twojej głowie.
  • Pomyśl sobie, że emocje są jak chmury, stany emocjonalne są jak pogoda, przepływają i odpływają.
  • Oddychaj głęboko, jedz zdrowo, ruszaj się dużo, zmieniaj kanały. Często problemem osób lękowych jest to, że za bardzo siedzą w swojej głowie, a czasem wystarczy zmienić kanał, czyli przestawić się na aktywność całkiem innego typu, pójść na rower, pomalować, ugotować obiad.

    Jeśli ten post Cię zainteresował, okazał się przydatny, to zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy: postaw mi kawę

czwartek, 4 sierpnia 2016

Wielki powrót Urana.

Wielki powrót Urana.
„Kiedy życie daje Ci cytryny... weź je, bo w końcu są za darmo.” Oto motto dzisiejszego posta, którego sponsorem jest Uran. Uran, gdyż to właśnie on jest najbardziej nieprzewidywalną planetą, której tranzyty są jedną wielką kinder niespodzianką. Bo to on wprowadza chaos, niepokój, zamieszanie, wyrywa drzewa z korzeniami i zmusza nas, żebyśmy weszli na inną drogę, skierowali się ku innym osobom, albo daje nam coś, czy tego chcemy czy nie. 

Bywa tak czasem, że wydaje się, że wszystko się sypie. W rzeczywistość wkrada się totalna nieprzewidywalność, chaos, nie można niczego zaplanować, bo każdy dzień niesie nowe zaskoczenia i zwroty akcji. To, co było ostoją już nią dawno nie jest. Związek się kończy w atmosferze wielkiej burzy i masakry. W pracy niestabilnie i nikt nie wie czy zakład przetrwa do kolejnego roku. Nie ma gdzie mieszkać. Albo w ogóle jakieś różne inne tego typu wydarzenia, tylko, że wszystko naraz. Dostajesz po dupie niczym masochista z niemieckiego pornosa. I nie masz pojęcia kiedy to się skończy, bo nawet nie wiesz kiedy się zaczęło. Nagle dzieje się wszystko, a świat wywraca się do góry nogami. Poznaj Urana. I najlepiej się z nim zaprzyjaźnij, bo jeśli masz właśnie jego tranzyty, to może się okazać, że czeka Was długa wspólna podróż pełna niespodzianek.


Co zrobić, jak żyć, gdy spotkało to właśnie Ciebie? Płyń ze strumieniem. Wyłącz analizowanie, myślenie, próbę skontrolowania całej sytuacji i nakreślenia planu. Zapomnij o jakichkolwiek planach. Rozśmieszysz tylko Urana. Po prostu płyń ze strumieniem. Płyń z falą wydarzeń. Nie myśl, nie analizuj, nie wal głową w ścianę, nie wyrywaj sobie z niej włosów. Płyń ze strumieniem i zaufaj Kosmosowi, że to Cię gdzieś prowadzi. Że przyjdzie spokój, bezpieczeństwo, rozwiązanie. Odpuść wszystko. Bo tylko stracisz energię na niepotrzebne martwienie się. Buddyjski mistrz, Szantidewa, napisał w swoim słynnym tekście „Ścieżka bodhisattwy”: 

Po co się martwić,
Jeśli wszystko można jeszcze naprawić?
Po co się martwić,
Jeśli niczego naprawić już nie można? 

Tracenie energii na niepotrzebne zamartwianie się nie jest ciekawą czynnością (mówię to ja, Saturnik!). Dlatego bardzo dobrze jest nauczyć się zarządzania myślami. Jeśli coś nas mocno niepokoi, to dobrze jest spróbować przekierować uwagę na coś innego. Zmienić temat, zająć się czymś (uważając jednak by nie stało się to ucieczką od problemów). Obiecać sobie, że pomartwisz się tym jutro, a dziś będziesz dla siebie dobry i odpoczniesz od tego. Odłóż myśli na później – zobaczysz, że świat się nie zawali, jeśli pomartwisz się czymś jutro, a nie teraz! Uświadom sobie, że to tylko myśli, raz są, raz ich nie ma, po co się do nich przywiązywać i coś tak wałkować w kółko, jak można odpuścić? Zwłaszcza, że za danymi myślami idą emocje, pojawia się niepokój, smutek, irytacja. Pozwól myślom przepłynąć. Umysł też potrzebuje odpoczynku, nie tylko ciało. Kiedy ostatni raz dałeś mu odpocząć od nadmiernego martwienia się, katowania siebie samego, zbytniej krytyki? 

Mówią, że można się przygotować na Urana przez praktyki magiczne, bo to planeta magii. Zapewne. Nie zaszkodzi spróbować. Byle bez lgnięcia, bez tego lęku, który obezwładnia. To jest lekcja puszczania, uwolnienia umysłu ze wszystkich stresów, lgnięć, od bycia control freakiem. Po prostu puść wszystko i idź ze strumieniem wydarzeń. Może Kosmos Cię zaskoczy. Warto zaufać i puścić myślenie. Nie oceniać tego, co się pojawia. Przy Uranie, czy w ogóle sytuacjach nieprzewidywalnych i dynamicznych, dobrze jest zakotwiczyć się w teraźniejszości poprzez medytację. Oraz nauczyć się relaksu. I pamiętaj, że Kosmos lubi równowagę - po każdym ciężkim tranzycie, musi przyjść jakiś miły i lekki. Chyba, że masz w sobie jakiś program do autodestrukcji, ale to temat na całkiem inny post.
 O zarządzaniu myślami pisałam już trochę tu i tam --> 
  1. Saturniku powstań z kolan
  2. Higiena umysłu


niedziela, 29 maja 2016

Saturniku, powstań z kolan!

Saturniku, powstań z kolan!
Gdy przychodzi na świat nowy Saturnik, to śmiało można mu podarować podręczny zestaw do samobiczowania. Prędzej czy później doceni ten wyszukany dar i zrobi z niego użytek. Na kolejne urodziny pejcze i biografię Św. Szczepana, ewentualnie portret Św. Wojciecha – każdy męczennik mile widziany na ścianie porządnego Saturnika. W końcu każdy potrzebuje źródła inspiracji, a spoglądanie na umęczoną twarz spragnioną duchowości jest dla Saturnika idealną pożywką. Zastanawiasz się czy mała rzeźba przedstawiająca Szymona Słupnika świecąca w ciemności to dobry prezent na 30 urodziny? Zdecydowanie! 

W tym odrobinkę prześmiewczym wstępie chcę pokazać, że tym, co lubią ludzie naznaczeni trudnym* Saturnem jest troska, martwienie się. Takie mają hobby. Jedni zbierają znaczki, inni lubią dalekie podróże, czy wspinaczkę wysokogórską. A saturniarz się martwi. Jak nie ma czym, to sobie coś wymyśli, znajdzie, wyszuka, albo wróci do czegoś z przeszłości, co dawno temu było źródłem utrapienia. Gdy opowiadasz coś Saturnikowi, on usłyszy najwyraźniej to, co najgorsze, najsmutniejsze i oczywiście weźmie to do siebie. Bo może mieć problem z odbiorem pozytywnych treści. Czasem przyswaja je z trudnością i z brakiem ufności. Jeśli coś miłego usłyszy, to zaraz uruchamia sobie w głowie głos wewnętrznego krytyka, który szepcze: „to pomyłka, nie chodzi o ciebie przecież”, „raz ci się udało coś fajnego, to przypadek”, „dupa tam”, „i tak umrę, na co mi to”. Jest to wewnętrzny system zaprogramowany na to, by Saturnik miał jak najmniej radości z życia. Bo w zasadzie o to mu chodzi – radość jest stanem, którego się boi. Gdy jest dobrze, to przeraża, że to minie i będzie zaraz gorzej, trudniej, boleśniej. Saturnik wybierze pesymistyczną wersję, bo w niej czuje się lepiej. Jak to powiedział Woody Allen w jednym swoim filmie: „Dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna... trucizny!”
Saturn karmi się dyscypliną, regułami, prawami, ograniczeniami, powagą, ascezą, wyrzeczeniem, ale też filozofią, astrologią. Wbrew pozorom saturnik ma swoją jasną i mocną stronę, której wiele zawdzięcza i która może go daleko zaprowadzić. Bo Saturn jest wytrwały i cierpliwy. Ta planeta może się niesamowicie pozytywnie zamanifestować! Bardzo istotne jest to, by osoba naznaczona Saturnem potrafiła dostrzec swoje mocne strony. Kolejnym punktem w tym procesie jest zaprzestanie karmienia tej planety. Najłatwiej jest to zrobić poprzez skoncentrowanie się na karmieniu jakiejś innej. Na przykład Wenus. Karmienie Wenus może się okazać całkiem fajne i stopniowo Saturnik osłabi swoją skorupę i koleiny. Odżywianie tej planety to otworzenie się na różnego rodzaju przyjemności, rozrywki, lenistwo. Pomocny może być również kontakt z Wenusowcem, którego energia załagodzi ciężkie wpływy Kronosa. Ale co zrobić z tymi myślami, które sprowadzają Saturnika w dół i odbierają radość życia? Może zabrzmi to banalnie, ale jest to dosyć trudne – kluczowe jest zarządzanie myślami. 

Zarządzanie myślami, czy emocjami łatwe nie jest. Jednak każda myśl, której poświęcamy uwagę jest zasilana i wzmacniana. Im więcej ma uwagi, tym trudniej jej się pozbyć. Aż staje się nawykiem, którego nie sposób usunąć bez włożenia w to większego wysiłku. Współczesna psychologia sporo mówi o tym jak skutecznie zarządzać (nie kontrolować, bo to jest siłowe i męczące) tym, co się dzieje w naszych głowach. Ale podobne techniki znane już były w dawnych Indiach, o czym możemy poczytać chociażby w Jogasutrach. Zarządzanie myślami i emocjami to bardzo istotny element jogicznej ścieżki:

witarka-badhane pratipaksza-bhawanam ||2.33||

Dosłownie oznacza to, że gdy tylko pojawią się negatywne myśli należy je zastąpić ich przeciwieństwem. Pozwala to przezwyciężyć wszelkie pojawiające się słabości. Negatywne myśli pojawiają się wciąż w umyśle z powodu sanskar. Można w uproszczeniu powiedzieć, że sanskary to ślady odciśnięte w umyśle. To one powodują pojawianie się kolejnych myśli, emocji, stanów umysłowych. Jest to takie samo-napędzające się koło, które można przerwać poprzez świadomy wysiłek. Niemoralne czyny, myśli czy słowa zostawiają negatywne ślady w nieświadomości. Patańdżali nie radzi aby krytykować siebie za negatywne myśli, ale aby zarządzić nimi gdy tylko się pojawią. Wjasa w swoim komentarzu tłumaczy to w następujący sposób: gdy tylko pojawi się myśl w rodzaju: „nienawidzę go“, „zazdroszczę wszystkiego“ itd., należy wytworzyć myśl przeciwną „kocham czujące istoty", „cieszę się szczęściem innych“ itd. Wjasa pisze:

„Płonąc w ogniu tego świata, przyjąłem schronienie w jodze poświęcając się dobru wszystkich istot; po wyrzeczeniu się negatywnych myśli gdybym znów do nich powrócił byłbym jak pies liżący własne wymiociny“.

Zrobiło się poważnie, Patańdżali musiał być Saturnikiem! Wjasa zresztą też na 100 % miał mocnego Saturna. Inaczej częściej sypali by żartami, a tak to jednak nie jest łatwo zgłębiać się w ich hermetyczny język. Zostawmy jednak na boku tę technikę i omówmy kolejną. Odpuszczanie i relaks – niektórym przychodzi to naturalnie, jednak Saturnik musi się namęczyć by się zrelaksować.
Bardzo pomocną techniką jest postrzeganie myśli i emocji jako chmur. Dostrzeżenie ich ulotnej, krótkotrwałej natury. Takie ćwiczenie pozwala stworzyć dystans i osłabia stopniowo wewnętrzną narrację. Myśl pojawia się i odpływa – niczym obłok na błękitnym niebie umysłu. Jest świadomość tej myśl i pozwolenie by zniknęła. Dotyczy to emocji – lęków, gniewu, zazdrości. Puszczenie emocji i myśli polega na tym, że nie zasilamy ich uwagą. Dobrze jest pomyśleć „to tylko myśli, to nie jest rzeczywistość, ale jakiś chwilowy, uwarunkowany stan”. Nawet jak to dużo cierpienia, typowa 9 Mieczy, a może nawet 10 Mieczy – stany bólu, kresu, depresji, braku nadziei. Można być 9 Mieczy – wejść w koszmar i nakręcać go myślami, trzymać się go kurczowo. Można też puścić myśli, emocje, lęki i zrozumieć, że one są równie uwarunkowane jak cała rzeczywistość. Powstają, bo coś je wywołało, a w innych okolicznościach znikają. Nie ma w nich żadnego trwałego rdzenia.
W talii RWS trójka mieczy przedstawia ból, który trwa, bo nie umie się odpuścić. Strzały bolesnych myśli przeszywają całe ciało. Człowiek przekuty na wylot niczym laleczka voodoo pogrąża się w głębokim smutku. A wystarczy odwrócić tę kartę i miecze wylecą. Obolałe serce się od nich uwolni i przyjdzie ukojenie. Zrozumienie, że póki trzyma się w sobie żal, pielęgnuje i zasila ból, cierpienie, wyrzuty sumienia, zmartwienia, troski, konflikty, to one trwają. Sami nadajemy im siłę. Tworzymy je i umacniamy. 

*Oczywiście Saturn dobrze postawiony może symbolizować wiele korzystnych i pozytywnych cech. Nie chcę demonizować tej planety.
Copyright © 2016 Odcienie Tarota , Blogger