Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zarządzanie emocjami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zarządzanie emocjami. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2016

Saturniku, powstań z kolan!

Saturniku, powstań z kolan!
Gdy przychodzi na świat nowy Saturnik, to śmiało można mu podarować podręczny zestaw do samobiczowania. Prędzej czy później doceni ten wyszukany dar i zrobi z niego użytek. Na kolejne urodziny pejcze i biografię Św. Szczepana, ewentualnie portret Św. Wojciecha – każdy męczennik mile widziany na ścianie porządnego Saturnika. W końcu każdy potrzebuje źródła inspiracji, a spoglądanie na umęczoną twarz spragnioną duchowości jest dla Saturnika idealną pożywką. Zastanawiasz się czy mała rzeźba przedstawiająca Szymona Słupnika świecąca w ciemności to dobry prezent na 30 urodziny? Zdecydowanie! 

W tym odrobinkę prześmiewczym wstępie chcę pokazać, że tym, co lubią ludzie naznaczeni trudnym* Saturnem jest troska, martwienie się. Takie mają hobby. Jedni zbierają znaczki, inni lubią dalekie podróże, czy wspinaczkę wysokogórską. A saturniarz się martwi. Jak nie ma czym, to sobie coś wymyśli, znajdzie, wyszuka, albo wróci do czegoś z przeszłości, co dawno temu było źródłem utrapienia. Gdy opowiadasz coś Saturnikowi, on usłyszy najwyraźniej to, co najgorsze, najsmutniejsze i oczywiście weźmie to do siebie. Bo może mieć problem z odbiorem pozytywnych treści. Czasem przyswaja je z trudnością i z brakiem ufności. Jeśli coś miłego usłyszy, to zaraz uruchamia sobie w głowie głos wewnętrznego krytyka, który szepcze: „to pomyłka, nie chodzi o ciebie przecież”, „raz ci się udało coś fajnego, to przypadek”, „dupa tam”, „i tak umrę, na co mi to”. Jest to wewnętrzny system zaprogramowany na to, by Saturnik miał jak najmniej radości z życia. Bo w zasadzie o to mu chodzi – radość jest stanem, którego się boi. Gdy jest dobrze, to przeraża, że to minie i będzie zaraz gorzej, trudniej, boleśniej. Saturnik wybierze pesymistyczną wersję, bo w niej czuje się lepiej. Jak to powiedział Woody Allen w jednym swoim filmie: „Dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna... trucizny!”
Saturn karmi się dyscypliną, regułami, prawami, ograniczeniami, powagą, ascezą, wyrzeczeniem, ale też filozofią, astrologią. Wbrew pozorom saturnik ma swoją jasną i mocną stronę, której wiele zawdzięcza i która może go daleko zaprowadzić. Bo Saturn jest wytrwały i cierpliwy. Ta planeta może się niesamowicie pozytywnie zamanifestować! Bardzo istotne jest to, by osoba naznaczona Saturnem potrafiła dostrzec swoje mocne strony. Kolejnym punktem w tym procesie jest zaprzestanie karmienia tej planety. Najłatwiej jest to zrobić poprzez skoncentrowanie się na karmieniu jakiejś innej. Na przykład Wenus. Karmienie Wenus może się okazać całkiem fajne i stopniowo Saturnik osłabi swoją skorupę i koleiny. Odżywianie tej planety to otworzenie się na różnego rodzaju przyjemności, rozrywki, lenistwo. Pomocny może być również kontakt z Wenusowcem, którego energia załagodzi ciężkie wpływy Kronosa. Ale co zrobić z tymi myślami, które sprowadzają Saturnika w dół i odbierają radość życia? Może zabrzmi to banalnie, ale jest to dosyć trudne – kluczowe jest zarządzanie myślami. 

Zarządzanie myślami, czy emocjami łatwe nie jest. Jednak każda myśl, której poświęcamy uwagę jest zasilana i wzmacniana. Im więcej ma uwagi, tym trudniej jej się pozbyć. Aż staje się nawykiem, którego nie sposób usunąć bez włożenia w to większego wysiłku. Współczesna psychologia sporo mówi o tym jak skutecznie zarządzać (nie kontrolować, bo to jest siłowe i męczące) tym, co się dzieje w naszych głowach. Ale podobne techniki znane już były w dawnych Indiach, o czym możemy poczytać chociażby w Jogasutrach. Zarządzanie myślami i emocjami to bardzo istotny element jogicznej ścieżki:

witarka-badhane pratipaksza-bhawanam ||2.33||

Dosłownie oznacza to, że gdy tylko pojawią się negatywne myśli należy je zastąpić ich przeciwieństwem. Pozwala to przezwyciężyć wszelkie pojawiające się słabości. Negatywne myśli pojawiają się wciąż w umyśle z powodu sanskar. Można w uproszczeniu powiedzieć, że sanskary to ślady odciśnięte w umyśle. To one powodują pojawianie się kolejnych myśli, emocji, stanów umysłowych. Jest to takie samo-napędzające się koło, które można przerwać poprzez świadomy wysiłek. Niemoralne czyny, myśli czy słowa zostawiają negatywne ślady w nieświadomości. Patańdżali nie radzi aby krytykować siebie za negatywne myśli, ale aby zarządzić nimi gdy tylko się pojawią. Wjasa w swoim komentarzu tłumaczy to w następujący sposób: gdy tylko pojawi się myśl w rodzaju: „nienawidzę go“, „zazdroszczę wszystkiego“ itd., należy wytworzyć myśl przeciwną „kocham czujące istoty", „cieszę się szczęściem innych“ itd. Wjasa pisze:

„Płonąc w ogniu tego świata, przyjąłem schronienie w jodze poświęcając się dobru wszystkich istot; po wyrzeczeniu się negatywnych myśli gdybym znów do nich powrócił byłbym jak pies liżący własne wymiociny“.

Zrobiło się poważnie, Patańdżali musiał być Saturnikiem! Wjasa zresztą też na 100 % miał mocnego Saturna. Inaczej częściej sypali by żartami, a tak to jednak nie jest łatwo zgłębiać się w ich hermetyczny język. Zostawmy jednak na boku tę technikę i omówmy kolejną. Odpuszczanie i relaks – niektórym przychodzi to naturalnie, jednak Saturnik musi się namęczyć by się zrelaksować.
Bardzo pomocną techniką jest postrzeganie myśli i emocji jako chmur. Dostrzeżenie ich ulotnej, krótkotrwałej natury. Takie ćwiczenie pozwala stworzyć dystans i osłabia stopniowo wewnętrzną narrację. Myśl pojawia się i odpływa – niczym obłok na błękitnym niebie umysłu. Jest świadomość tej myśl i pozwolenie by zniknęła. Dotyczy to emocji – lęków, gniewu, zazdrości. Puszczenie emocji i myśli polega na tym, że nie zasilamy ich uwagą. Dobrze jest pomyśleć „to tylko myśli, to nie jest rzeczywistość, ale jakiś chwilowy, uwarunkowany stan”. Nawet jak to dużo cierpienia, typowa 9 Mieczy, a może nawet 10 Mieczy – stany bólu, kresu, depresji, braku nadziei. Można być 9 Mieczy – wejść w koszmar i nakręcać go myślami, trzymać się go kurczowo. Można też puścić myśli, emocje, lęki i zrozumieć, że one są równie uwarunkowane jak cała rzeczywistość. Powstają, bo coś je wywołało, a w innych okolicznościach znikają. Nie ma w nich żadnego trwałego rdzenia.
W talii RWS trójka mieczy przedstawia ból, który trwa, bo nie umie się odpuścić. Strzały bolesnych myśli przeszywają całe ciało. Człowiek przekuty na wylot niczym laleczka voodoo pogrąża się w głębokim smutku. A wystarczy odwrócić tę kartę i miecze wylecą. Obolałe serce się od nich uwolni i przyjdzie ukojenie. Zrozumienie, że póki trzyma się w sobie żal, pielęgnuje i zasila ból, cierpienie, wyrzuty sumienia, zmartwienia, troski, konflikty, to one trwają. Sami nadajemy im siłę. Tworzymy je i umacniamy. 

*Oczywiście Saturn dobrze postawiony może symbolizować wiele korzystnych i pozytywnych cech. Nie chcę demonizować tej planety.

piątek, 11 marca 2016

Lekcja Rydwanu, czyli o depresji

Lekcja Rydwanu, czyli o depresji
„Dlaczego Rydwan?” Zapytacie, gdyż ta karta przecież nie przywodzi na myśl depresji. Ale właśnie dlatego ją wybrałam, bo mówi o bardzo silnej, ukierunkowanej energii, która popycha do działania. Jest to jedna z najbardziej aktywnych kart, a człowiek w depresji jest tego całkowitym przeciwieństwem. Jest zablokowanym antyrydwanem, który nie ma motywacji, sił, energii, woli.



Słowo „depresja” jest niestety zbyt często nadużywane. Komuś się zrobiło smutno, bo koleżanka powiedziała, że nowa fryzura jest brzydka i postarza o milion lat, i już mówi o depresji. Kilkudniowa chandra to też nie jest depresja. Depresja to schorzenie dotykające naszą całą psycho-fizyczną konstrukcję, gdyż przejawia się zarówno w ciele, jak i w umyśle. Jedzenie zaczyna smakować jak popiół, traci się kontakt z ciałem, może pojawić się tak silna obojętność, że już osobę z depresję przestaje obchodzić czy idzie do sklepu w tłustych włosach czy swetrze poplamionym keczupem i pastą do zębów. Tak silna anhedonia, że jedyną czynnością na jaką się ma energię jest leżenie na łóżku. Najgorsze jednak są huśtawki nastroju wahające się od tak głębokiego smutku, że samobójstwo wydaje się być ratunkiem, po obojętność na wszystko, co się wydarzy. W umyśle pojawiają się filmy pokazujące wydarzenia z przeszłości, które wciąż wracają, powodując bardzo silne poczucie winy, lęk przed piekłem, niską samoocenę. Ten stan może trwać kilka lat. Może mieć różne stopnie nasilenia. Człowiek z depresją może zdobyć się na różnego rodzaju aktywność – chodzić do pracy, osiągać sukcesy. Ale gdzieś tam w środku jest ten demon smutku pożerający jakiekolwiek zalążki dobrego samopoczucia
Depresja jest złożona. Bardzo głębokie jej odmiany wymagają radykalniejszych form leczenia, nawet niekiedy stosuje się elektrowstrząsy. Taką depresją się tu nie zajmujemy, bo to jest grubsza sprawa. Ale jeśli te stany depresyjne są uciążliwe, ale nie na tak głębokim poziomie, że konieczna jest hospitalizacja, to mam tutaj kilka sposobów. Ale, jako że to lekcja Rydwanu, myślę, że najważniejsza jest jedna rzecz: chęć by z tego stanu wyjść. I to wcale nie jest takie oczywiste!
  1. Po pierwsze dobrze jest nawiązać z kimś kontakt. Z kimś z rodziny, z terapeutą, przyjacielem, nauczycielem duchowym, tarocistą, lekarzem. Z kimś, kto nie będzie mówił, że wie lepiej co wy czujecie i że po prostu lubicie się martwić, z kimś, kto nie będzie wam kazał się uśmiechnąć, ani nie powie, że przecież nie macie powodów do depresji i po prostu w dupach wam się poprzewracało. Sorry, takim poradom dziękujemy. Ludzie z depresją potrzebują akceptacji i wsparcia, a nie pouczania jak powinni się czuć. Terapia może i jest kosztowna, ale warto pójść w tę stronę, bo często okazuje się, że to wszystko co się w nas dzieje jest dużo bardziej skomplikowane. I ma drugie, trzecie i czwarte dno, którego nie byliśmy świadomi. Terapia może boleć, wkurzać, drażnić i męczyć, może być poczucie, że nic się nie zmienia, a na koniec okaże się, że i tak prowadzi was Kosmos i wystarczy wejść w rytm i nurt tych fal wydarzeń, w ten pokręcony taniec rzeczywistości i po prostu odpuścić. Ale zanim do tego dojdziecie, warto wydać te worki pieniędzy na terapię, bo człowiek z depresją nie czuje tego kontaktu ze światem, nie na takim poziomie, na którym dostrzegałby jego pokręconą harmonię.
  2. Bardzo ważne jest podejście do depresji na poziomie ciała – zadbanie o odpowiednią dietę, odrzucenie alkoholu, kawy, uzupełnienie braków witamin. Niezwykle pomocny może okazać się dziurawiec, jednak nie w formie herbaty, a w formie tinktury (wyciąg na alkoholu). Można również zaopatrzyć się w Deprim Forte, który jest preparatem z dziurawca. W depresji można utracić zdolność odczuwania ciała, bo przecież w ciele ulokowane są emocje, których człowiek dotknięty tym schorzeniem czuć nie chce. Dlatego doskonale jest próbować ten kontakt z ciałem nawiązać poprzez taniec, bieganie, jogę, tai chi, zapasy, fikołki, pajacyki, masaże, akupunkturę, hula hop. Może być na początku ciężko, ale warto. Intensywny ruch i wysiłek powoduje to, iż nasz organizm produkuje endorfiny – dzięki czemu nastrój staje się lepszy, poziom stresu spada i po prostu czujemy się wspaniale.
  3. Dobrze jest... znaleźć sobie zajęcie. Coś, co nas tak mocno zaabsorbuje, że nie będzie czasu na depresję.
  4. Jeśli odczuwacie potrzebę zewnętrznego wzmocnienia pracy z umysłem, to skonstruujcie rytuał pożegnania z depresją. Taki psycho-magiczny akt uwalniający was od tego stanu – najlepiej, żeby było to coś mocnego. Uruchomcie wyobraźnie i działajcie.
  5. Praca na poziomie ciała to bardzo ważny element, a drugim jego biegunem jest poziom umysłu. Tak jak człowiek na karcie Rydwan trzyma lejce i kieruje tym zaprzęgiem, tak i wy weźcie depresyjne stany w swoje ręce. Kieruje rydwanem bezwysiłkowo, mimowolnie, bardziej pozwala rzeczom się dziać nadającym im tylko jakiś kierunek. Ma wszystko, by osiągnąć sukces. Ma w sobie pełnię, wszelkie zasoby, ugruntowanie, moc, odwagę. Wszystko zależy od tej osoby – jej samopoczucie, stan umysłu, emocje. Jest wewnątrzsterowna, co oznacza, że inni nie mogą jej zabrać dobrego nastroju. Ma w sobie siłę, która wynika z niej samej, ze środka, a nie z tego, co mówią, czują, robią inni. Mocne ugruntowanie w sobie pozwala iść do przodu bez żadnego problemu. Każdą przeszkodę przeskakuje. Doskonale zarządza emocjami, skupiając się na tym, co dobre, odpuszczając to, co toksyczne i trudne. Nie pozwala ani jednej bolesnej myśli czy emocji na długo trwać w umyśle, bo odpuszcza te stany. Na co to komu. Jak się powozi Rydwanem, nie ma czasu na takie rzeczy. Rydwan to zarządzanie umysłem, myślami, emocjami. Zarządzanie myślami oznacza, że poświęca się czas i energię tylko na to, co jest zdrowe, potrzebne, rozwijające i korzystne. Lękowe myśli, scenariusze, martwienie się, obwinianie, surowość – odpada przy tej karcie. Postać na Rydwanie nigdy nie rozwija pesymistycznej wizji, nie traci czasu na analizę tego, co może pójść nie tak, ani na roztrząsanie wydarzeń z przeszłości, które bolały, kiedy była krzywda i łzy. Postać mknie do przodu nie patrząc w tył. Przeszłość jest zamknięta. A przed nią do zdobycia nowe, wspaniałe cele, cudowne osoby do poznania, piękne rzeczy do zobaczenia, sukcesy do osiągnięcia. Cokolwiek mogłoby w tym przeszkodzić nie jest warte najmniejszej uwagi – na tym polega ukierunkowywanie energii Rydwanu. Cień, nieświadomość jest zintegrowny – w końcu oba konie są pod kontrolą. Pozostaje tylko cieszyć się daną chwilą zanurzając się w pełni w tu i teraz. Bez tworzenia w głowie scenariuszy, bez lgnięcia do smutków, bólów, trosk i lęków. Można tak dla odmiany spróbować. Może nie jest to takie głupie.

  6. Koniecznie sprawdźcie sobie co się dzieje w waszych horoskopach. Może akurat Saturn wam siedzi na Księżycu, a wy już niepotrzebnie lecicie do apteki po jakiś xanax... Powolutku! Astrologia może nieźle pokazać, że ten zły czas się w końcu kończy, więc polecam wam to mocno.

sobota, 28 listopada 2015

Higiena umysłu

Higiena umysłu
Od najmłodszych lat uczymy się jak dbać o ciało. Poznajemy podstawy higieny, chodzimy na lekcje gimnastyki, szczotkujemy ząbki i uczymy się, że włosy myje się szamponem, a nie oliwką Bambino. Niektórzy mają silną potrzebę by dbać o kondycję fizyczną i regularnie biegają, jeżdżą na rowerze, chodzą na siłownie. Inni dbają o ciało poprzez zabiegi pielęgnacyjne, masaże, kąpiele, maseczki, ładne ubrania. Nikt z tym nie dyskutuje, bo to jest normalne. Dużo rzadziej się zdarza byśmy byli uczeni od najmłodszych lat jak dbać o umysł. Jak sprawiać by był zdrowy, radosny i pełen pozytywnych myśli i emocji. Jak osiągać spokój, relaks i dobre samopoczucie. Z moich obserwacji i doświadczenia wiem, że wiele osób ma trudne warunki w dzieciństwie, albo nadmiar emocji i miłości, albo niedobór, albo rozwód rodziców, albo śmierć, albo atmosfera w domu tak ciężka, że brak mi metafory. Można by wymieniać w nieskończoność. Ze świecą szukać ludzi, którzy wychowali się w warunkach idealnych i zostali nauczeni jak dbać o umysł, jak pracować z trudnymi emocjami. Dbamy o czystość ciała, o higienę, ale często zapominamy, by dbać o higienę umysłu. A to jest nawet ważniejsze!

Dbanie o czystość umysłu można nazwać, jak współcześni psycholodzy, zarządzaniem emocjami. Można to rozszerzyć na wszelkie procesy umysłowe – myśli, uczucia, doznania. Tak jak zarządza się swoim czasem określając: aha, poświęcę dziś godzinę na jogę, a potem 3 pracy, a potem obiad. Tak samo można zarządzać tym, co dzieje się w naszej głowie. Nie jesteśmy skazani na to, co się tam pojawia, ale mamy coś, co pozwala nam decydować na co poświęcamy najwięcej czasu, a na co najmniej. Wolność. Jesteśmy wolni i zawsze możemy wybrać jak dysponujemy naszym potencjałem. Jak ulokujemy energię, jaką mamy. Co zrobimy z trudnościami. Nie ma dobrych i złych cech, czy potencjałów. One po prostu są, a to my decydujemy czy są korzystne, czy szkodliwe. Osoba, która ma Saturna na ascendencie może być autorytarna, smutna, poważna, ale może równie dobrze być zdyscyplinowana i iść jak czołg po swoje cele. To zależy od danego człowieka jak wykorzysta swoje możliwości.

Myśli, którym poświęcamy dużo uwagi są zasilane i wzmacniane. Z czasem przekształcają się w nawyki, a tych już dużo trudniej się pozbyć. To, jak myślimy o sobie i świecie w znacznej mierze jest po prostu naszym głębokim, czasem bardzo głęboko zakorzenionym, nawykiem. A nawyki można zmieniać. Można decydować czy będę pół dnia płakać w poduszkę, czy może jednak skieruje swoje emocje w innym kierunku. W niektórych przypadkach jest to bardzo trudne, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z depresją. Wtedy nie pomoże oglądanie kotków i piesków na youtube. A przyda się strategia – o tym w jednym z kolejnych postów.
Kluczowe w higienie umysłu jest to, by nie poddawać się negatywnym myślom, nie pielęgnować w sobie zazdrości, gniewu, pożądania, chciwości, głupoty, nienawiści. Na co to komu? Nie należy również spychać tych stanów w odmęty nieświadomości. Gdy się pojawiają można je poczuć, doświadczyć i odpuścić. Lgniecie i trzymanie się ich nigdy jeszcze nikomu nie pomogło. Inną kwestią jest to, że sporo emocji lokuje się w naszym ciele – można to odczuć, gdy ma się dużo napięć, bo wtedy pewne mięśnie są szczególnie napięte i sztywne. Dlatego dobrze jest mieć kontakt z ciałem i szukać sposobów na transformacje emocji poprzez aktywność fizyczną, czy artystyczną. Gdyż są momenty, gdy nie wystarczy zamiana myśli, czy przekierowanie uwagi, bo emocje są zbyt silne i głębokie. Na przykład przy stanach depresyjnych! Wtedy dobrze jest poszukać sposobu na wyrażenie i transformacje tych doznań – przez bieganie, boks, malowanie, pisanie, śpiewanie... Możliwości jest sporo. A na koniec cytat Wjasy:
Płonąc w ogniu tego świata, przyjąłem schronienie w jodze poświęcając się dobru wszystkich istot; po wyrzeczeniu się negatywnych myśli gdybym znów do nich powrócił byłbym jak pies liżący własne wymiociny. Jbh. II.33.

piątek, 27 listopada 2015

Prolegomena do pozytywnego myślenia

Prolegomena do pozytywnego myślenia
Czy naprawdę mogę mieć wszystko, co zdołam sobie wyobrazić? Czy cały świat stanowi dla mnie nieskończone pole możliwości ograniczone jedynie siłą mojej wiary? Wielu duchowych coachów mówi: wszystko jest możliwe, jeśli chcesz czegoś, to to osiągniesz, idź po swój sukces. Cytując klasyka: „jeśli czegoś gorąco pragniesz, cały wszechświat potajemnie działa by udało ci się to osiągnąć.” Dokładnie! Istnieje specjalna Komisja Wszechświata Do Realizacji Marzeń, która słucha i realizuje pragnienia każdego, kto wystarczająco gorąco pragnie! Na szczęście to ironia. Gdyby tak było, to naprawdę bałabym się mocno – spójrzcie ile osób pragnie złych rzeczy, krzywd ludzkich, wojen, morderstw, gwałtów, pedofilii brrrrr.... Na szczęście nie wystarczy wiara i pragnienie by osiągnąć sukces. Powinniśmy być za to wdzięczni Kosmosowi, bo gdyby wszelkie pragnienia były realizowane, to marny byłby nasz los... Niekiedy to, że nasze pragnienia się nie spełniają jest wielkim błogosławieństwem. Inną kwestią jest to, czy naprawdę powinniśmy dążyć do realizacji pragnień – czy może spróbować życia duchowego i uczyć się odpuszczać, żyć w zgodzie z rytmem przyrody, z falą przypływów i odpływów. Wiem, zdaję sobie sprawę, że to trudne. Dlatego wróćmy do pragnień.

Amerykańscy naukowcy udowodnili, że pozytywne myślenie jest korzystne i działa. Ma ono podłoże w nurcie psychologii humanistycznej – nastawionej na człowieka i jego relacje. Wiążą się z nim takie postaci jak znany ze swojej piramidy potrzeb Abraham Maslow, Carl Rogers, czy znany z rozjątrzenia słynnego dylematu egzystencjalnego „mieć czy być?” Erich Fromm. Pozytywne myślenie obecnie zajmuje ogromne miejsce we współczesnej psychologii – czy to w walce z depresją, zaburzeniami lękowymi, czy to w motywowaniu sportowców, ludzi sukcesu. Tyle o świecie nauki. Ciekawsze jest to, że już 2 i pół tysiąca lat temu pewien indyjski książę zwany Siddhartą Gautamą, odkrył, że procesy myślowe są czymś, na co trzeba zwrócić uwagę, jeśli chce się osiągnąć nirwanę. Ów książę, nazwany Buddhą, przebudzonym, odkrył jak wielki wpływ na nasze życie ma myślenie. Mówił: „nie czyń zła, czyń dobro, oczyszczaj swój umysł – oto jest nauka Buddy”. Oczyszczanie umysłu polega na tym, by nie hodować w sobie pragnień, pożądań, zazdrości, gniewu, nienawiści, by nie produkować myśli, z których jedna negatywna prowadzi do drugiej negatywnej i nie wiadomo kiedy człowiek siedzi otoczony niewidzialną chmurą negatywnego myślenia. Doskonale ilustruje to poniższy obrazek. Tyle o świecie buddyzmu.


W ezoteryce „pozytywne myślenie” jest sloganem. Ładnym hasłem powtarzanym na prawo i lewo, ale co ono właściwie znaczy? I co zrobić z myślami negatywnymi? Można przecież te zachęty do pozytywnego myślenia zrozumieć jako nawoływanie do tłumienia negatywnej części nas samych. Jak to powiedziała moja bardzo mądra koleżanka K. „w New age'u cały czas się mówiło o świetle, jasności i pozytywnym myśleniu i new age stłumił całkiem swój cień”.
Uporządkujmy teraz fakty: 1. pozytywne myślenie jest wartościowe i korzystne dla zdrowia. 2. Należy jednak wiedzieć jak prawidłowo myśleć pozytywnie. Bardzo ważną praktyką, którą powtarzają psycholodzy i buddyści jest zastępowanie myśli. U osób z obniżonym nastrojem, depresją, lękami, mogą się pojawiać takie przykładowe strumienie negatywnych myśli: „nie uda mi się”, „jestem okropną osobą, nic mi się nie udaje”, „jestem brzydki”, „mój smutek odstrasza ode mnie ludzi”, „czuję, że nie mam nad niczym kontroli”, „zrobiłem tyle złych rzeczy w życiu, pójdę do piekła”. Bardzo istotne jest by się na nich nie skupiać, a zastępować je przeciwnymi. Zastępowanie jest tutaj kluczową praktyką. Gdy pojawia się wątpliwość, należy zastąpić ją pozytywnym przekonaniem. „Uda mi się”, „Zrobiłam tyle udanych projektów”, „Jestem inteligentną, wartościową osobą”, „Lubię psy”. Skupianie się na pozytywnych stronach i odpuszczanie tego, co jest negatywne. Odpuszczenie jest kluczem.
Na początku zacytowałam P. Coehlo - „jeśli czegoś gorąco pragniesz, cały wszechświat działa potajemnie by udało ci się to osiągnąć.” Jakiś czas temu popularna była książka i film „Secret” o prawie przyciągania. W wielkim skrócie przesłanie tego filmu brzmi: pozytywne myśli i wiara w sukces przyciągnie do nas wszystko, czego tylko zapragniemy. To nie do końca tak. Jeśli ktoś Was w tym utwierdza, to weźcie to w nawias, zróbcie jedno wielkie epoche i zdystansujcie się, bo najwyraźniej ktoś świadomie bądź nie, chce Was wpakować w maliny złudzeń. Mamy wolność i przestrzeń, ale i mamy pewne ograniczenia. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała, pragnęła i ile wysiłku w to włożyła, nie będę śpiewać jak Luciano Pavarotii! Choćbym nie wiem ile trenowała koszykówkę, nie będę mistrzem NBA. Znam swoje ograniczenia. Nie stanę się nagle wysokim murzynem! Czy to w przenośni, czy dosłownie. To jest kluczowa rzecz – poznaj swój potencjał, poznaj swoje możliwości, poznaj siebie. Tak, ten stary grecki aforyzm gnothi seauton, również w dzisiejszych czasach ma sens. Znając swoje możliwości znam swoje ograniczenia. I to jest punkt wyjścia do realizacji celów. Jeśli będziecie dążyli do czegoś poza zasięgiem to... ostatecznie może Wam się to zrealizować we śnie. Ale o tym w następnej części tego bloga.
Copyright © 2016 Odcienie Tarota , Blogger