wtorek, 14 czerwca 2016

Unboxing kart klasycznych

Unboxing kart klasycznych

Sztuka wróżenia jest stara jak świat. I już od dawna wykorzystywano najróżniejsze metody by prognozować przyszłość – sny, obserwację pogody (chmur, piorunów), linie papilarne, ogień, fusy, popiół, czy nawet tak brutalne techniki jak wróżenie na podstawie wnętrzności zwierząt. W dawnych czasach zwracano uwagę na znalezioną koniczynkę, czy spadającą gwiazdę – wszystko było omenem, a w ludowych wierzeniach po dziś dzień widoczne są echa podejścia naszych przodków. Jeśli przyjmiemy hermetyczną zasadę odpowiedników (jako na górze, tak i na dole), to symbolem może być wszystko (albo bardziej współcześnie można się odwołać do zasady synchroniczności). Również mogą nim być zwykłe karty do gry w tysiąca, czy pokera. A nawet więcej – jest to jedna z bardzo popularnych metod wróżebnych. Przenikanie się gry, zabawy i dywinacji nie dotyczy tylko kart klasycznych. Bo przecież i tarot ma podobny rodowód.
Miałam niedawno sen, w którym bardzo chciałam poznać odpowiedź na pytanie. I w tym celu rozłożyłam karty klasyczne. Pięknie mi się z nich czytało, choć nie wszystkie dało się odsłonić – te najbardziej kluczowe odpowiedzi były dla mnie niedostępne. Po tym śnie nie mogłam tych kart nie kupić. Można je dostać w pierwszym lepszym kiosku ruchu za 4 zł. Jakość może nie jest najlepsza, rozmiar mały – ale poręczny, dobrze się tasuje i rozkłada, no i oczywiście małe karty zajmują mniej miejsca na stoliku, więc to zawsze plus. Jest ich jedynie 54. A ich znaczenia są bardzo konkretne i precyzyjne. Powinno się w nich stosować odwrócenia, więc trzeba sobie na takiej talii pozaznaczać krzyżykiem gdzie jest góra, gdyż raczej są one symetryczne. W rozkładach bardzo istotne są powiązania między kartami i to jakie karty ze sobą sąsiadują, jednak można wyróżnić ogólne znaczenia poszczególnych kolorów:
Trefl: kariera, szczęście, powodzenie we wszelkich przedsięwzięciach, dobre wieści, interesy, zawodowe projekty,. Żywioł ognia.
Kier: miłość, bujne życie towarzyskie, dobrzy przyjaciele, sukces, niespodzianki. Żywioł wody.
Karo: pieniądze, sprawy związane ze światem materialnym, sfera zawodowa, zarówno przypływy jak i odpływy finansowe. Żywioł ziemi.
Pik: zdrowie, zmartwienia, choroby, gorycz, złe namiętności, straty materialne. Żywioł powietrza.
Każda z kart danego koloru ma swoje znaczenie, które może się zmienić w połączeniu z inną (lub kilkoma) innymi kartami. Niektóre z nich przypominają interpretacje tarotowych arkanów, co fajnie pokazuje, że te znaczenia tarota również brały się właśnie z kart klasycznych.
Dla kogo: dla minimalistów.
Plusy: łatwość interpretacji, prostota, niska cena.
Minusy: póki co brak.


niedziela, 12 czerwca 2016

Chillout z tarotem

Chillout z tarotem










czwartek, 9 czerwca 2016

Tête-à-tête z Uranem

Tête-à-tête z Uranem
Uran to jedna wielka kinder-niespodzianka. Nigdy nie wiesz co będzie w środku. I tak jest gdy tranzytuje nam jakieś ważne miejsca w horoskopie. Może być przełom, zmiana, szaleństwo, nowość, jakieś struktury runą, a może po prostu będzie inaczej niż zwykle. Uran wykorzenia, symbolizuje wydarzenia wyrywające nas z naturalnego biegu, zmuszające do zmiany. Niedawno Kasia z Tafalaroty opisała rozkład o Uranie. U mnie ostatnio jest sporo tej planety (już od 2015) i dlatego chętnie rozłożyłam karty. Jak je odczytać? A tak:
Pozycje: 1. i 2. – co oddaję Uranowi i jestem proszona o odpuszczenie? 3. i 4. – Co dostaję od Urana, co się rodzi? 5. – Gdzie mam znaleźć własne centrum, jak się ugruntować? 6. – Gdzie mam objąć energię mojego wewnętrznego rewolucjonisty? 7. –  Co przynosi ta zmiana i jak ją zasymilować?
                                                         źródło: Tafalarota :)
  1. i 2. - odwrócone Siedem Denarów i odwrócona Wieża. Oddaję Uranowi swoje kurczowe trzymanie się tego, co już nie ma racji bytu, a co tak mocno łapałam. Moja sytuacja życiowa uległa przeogromnej transformacji (Wieża), a ja troszkę się nie chciałam pogodzić na to, że pora na coś nowego (odwrócona Wieża) i trochę skoncentrowałam się na kończeniu spraw, domykaniu (7 den. od.), sprzątaniu bałaganu. I przyszedł Uran a wraz z nim nowa energia, ożywienie, pomysły, eksploracja nowych obszarów, nowe osoby, sytuacje, wyzwania – musiałam zamknąć wszystkie stare tematy, bo już ciągnięcie trupów ze sobą nie mogło trwać dłużej. Uran prosi bym była bardziej spontaniczna, żywiołowa i w ogóle bardziej... uraniczna. I żebym odpuściła wkładanie energii w to, co za dużo mi jej zabiera i męczy (od. 7 denarów). Powinnam też się przygotować na to, że zmienię miejsce zamieszkania...może nawet kilka razy.


3 i 4. Gwiazda i odw. Kapłanka. Rodzi się coś nowego, fajnego, jakieś moje marzenia się spełnią, jest nadzieja, że plany, które snuję zostaną zrealizowane (jednak poniosę koszt, jakim będzie sporo stresu, nerwów - Kapłanka Rx to też stany niepokoju). Projekty zostaną zwieńczone sukcesem (Wega w Solariuszu na MC - nie może być inaczej :)) i znajdę czas na zasłużony wypoczynek w pięknym, spokojnym miejscu. A sama Kapłanka w odwróceniu? To Uran zmusza mnie bym zeszła głębiej, nawiązała kontakt ze swoją mocą, poczuła bliski kontakt z moją magiczną stroną. Pora przestać być Kapłanką, która siedzi z książką na kolanach, tylko wywrócić do góry nogami wszystko, co robię i szukać nowych sposobów ekspresji, działania, zbuntować się, porzucić schematy, stare wzorce działania, zachowania; może powinnam wziąć udział w szamańskich praktykach, albo popróbować tego, czego jeszcze nie robiłam - heh to odwrócenie mi się skojarzyło z szamańskim zakopaniem się pod ziemią...kto wie ;) To zachęta do działania i zgłębiania księżycowej energii. Uran drażni mój Księżyc i to widać w tej karcie! Ale te przemiany są dobre, lecznicze.


  1. Umiarkowanie – balans jest dla mnie ścieżką, żadnych skrajności, szukanie równowagi. Nie mogę stać się za bardzo uraniczna!

  1. Odwrócone Słońce skojarzyło mi się ze Słońcem, które jest na wygnaniu w... Wodniku. Ta karta mówi mi, że ja już jestem rewolucjonistką, buntownikiem, idę zawsze swoją ścieżką (nie ma to jak mocne stellum w Wodniku). Mam o tym pamiętać i po prostu być sobą nie oglądając się na boki.

  2. 9 Buław. Uraniczne zmiany przyniosą mi nowe wyzwania. A ja się z nimi zmierzę i jeszcze będę bardziej zahartowana, silna i mocna. Ta karta, to karta obrony - człowiek na niej jest na nią gotowy. Bardzo długo się do niej przygotowywał, całe lata intensywnie pracował na ten moment. Włożył w to bardzo dużo energii - widać, że już jest słaby, chce już iść do tej Gwiazdy. Ale stoi w gotowości i robi, co ma do zrobienia. Dzięki temu ma siłę charakteru, jest mocny, asertywny, nieugięty i nawet spełniony (spełnienie chwilowe, bo szybko będzie musiał znaleźć sobie nowe wyzwanie...). Ta karta pokazuje jak zasymilować energię - zatem pora na karmienie Marsa.
     A wy jak sobie radzicie z Uranem? Lubicie jego energie? Czy widzicie w nim malefika i szkodnika? Cały czas badam i obserwuję i muszę powiedzieć, że Uran bardzo mi pasuje i lubię zmiany jakie niesie.

wtorek, 7 czerwca 2016

Marzenia ściętej głowy czyli 7 Kielichów

Marzenia ściętej głowy czyli 7 Kielichów
Siódemka Kielichów to karta, która mówi o świecie wyobraźni, marzeń, snów, iluzji i projekcji. Co za tym idzie przedstawia różne narkotyczne wizje, alkoholowe stany, te momenty, gdy percepcja jest na pograniczu trzeźwości umysłu i odlotu.
Gdy się pojawia w rozkładzie, powinniśmy zachować czujność, gdyż istnieje prawdopodobieństwo, że nie widzimy jasno i wyraźnie sytuacji. Że coś jest całkiem inne, niż się jawi. Większą rolę odgrywa wyobraźnia i nasze projekcje, niż stan faktyczny. Pokaże odmienne stany świadomości, łudzenie się, budowanie zamków na piasku. Jeśli miłość, to krótka. Jeśli plan, to nierealny. Niezdecydowanie utrudniające realizację planu. Snucie fantazyjnych wizji – w przypadku artystów jest to bardzo dobra karta. Te sny i wizje mogą okazać się realne, tylko gdy sąsiednie karty dadzą nam na to nadzieję! Sytuacja nie jest wcale beznadziejna!





Tarot marsylski: w tej talii obrazuje ona indywidualizm, postawienie na realizację swoich potrzeb i celów. To wybór by się realizować i spełniać swoje marzenia. Sytuacja sprzyja i dojrzała do tego, by ruszyć ku temu, o czym marzymy. 7 to liczba aktywna, zachęcająca do tego, by ruszyć ku nowym celom i mieć odwagę po nie sięgać. Ale też mówi o integrowaniu się z grupą. Byciu z innymi, ale nie zapominaniu o swojej indywidualności, bo istnieje groźba izolacji i poczucia wyobcowania.





RWS: przypatrzmy się dobrze tej karcie, bo ona jest dosyć nieoczywista. Mężczyzna stoi tyłem i wygląda jak cień. Przed nim na chmurce unosi się siedem kielichów wypełnionych różnymi artefaktami. Mamy małego smoka, wieniec laurowy, klejnoty, zamek, węża, tajemniczą, zakrytą postać oraz przezroczystą głowę. Czy mężczyzna jedynie obserwuje, czy może tworzy owe przedmioty? Według A. Waite karta ta wyraża siedmiostopniowy alchemiczny proces, którego zwieńczeniem jest stan doskonałości. Jeśli pokaże osiągnięcia, to niestałe i niestabilne. Przede wszystkim to wyobraźnia, kontemplacja, bajki, często to mistyczne wizje i doświadczenia. Nauką jej jest nietrwałość, bo nie zapowiada trwałych osiągnięć. To może być budowanie zamków na piasku, platoniczna miłość, ucieczka w świat wizji, ucieczka od rzeczywistości, nierealne nadzieje. To ktoś niezdecydowany. Jest tutaj zastanawianie się – czy sięgnąć po laury zwycięstwa, czy po bogactwa, a może ruszyć ku przygodzie dostarczającej adrenaliny? Jednak na myśleniu się kończy – chyba, że mamy pozycję odwróconą. Wtedy jest to wybór i świadome działanie.


Thot: Crowley nazwał tę kartę "Rozpasanie". Również ta idea ucieczki od rzeczywistości się tu pojawia, ale w nieco innej formie. Narkotycznej, alkoholowej... W formie uzależnienia, które niszczy, majaków, delirium tremens, porannych wymiotów. Z kielichów wylewa się zgniła woda, atmosfera jest dusząca, ciężka. Nie jest miło, ani fajnie. Jak to napisał Milo DuQuette: „Wenus przebywająca w Skorpionie jest tak szczęśliwa, że aż dostała mdłości.” Ta karta wyraża zwycięstwo przechodzące koło nosa ze względu na lenistwo, ale też pijaństwo, gniew, próżność, żądzę, spółkowanie, rozpustę, egoizm, kłamstwo. Mdłości spowodowane przesadzeniem z czymś. Sama Wenus w Skorpionie jest zazdrośnicą. Kocha luksus i rozkosz. Bardzo ceni zmysłowe przyjemności. Ale może być trudną partnerką – mściwą, zaborczą, wojowniczą. Zachłanną na przyjemność seksualną. Ma w sobie magnetyzm i urok. Lubi otaczać się aurą tajemniczości. To też obsesyjne emocje, namiętne uczucia, bardzo silna potrzeba bliskości. Jeśli związek, to bardzo silny. Ale i skrytość, tajemniczość.


Ogólnie: ważne jest rozróżnienie pomiędzy fantazją a rzeczywistością. Karta nam przypomina, byśmy nie bujali w obłokach, tylko ocenili trzeźwo sytuację i potrafili zdecydować, co jest realne, a co jest mrzonką. Może pokazać, że możliwości jest bardzo dużo i na tym polega problem! Co wybrać, skoro mamy przed oczami tyle opcji?
Siódemka to liczba wyzwań, testów, działania, aktywności – pokazuje, że powinniśmy aktywnie odrzucić idealizowanie, bo istnieje groźba, że nie oceniamy sytuacji trzeźwym okiem. Nasza percepcja jest zaburzona. Snucie zbyt wielu planów może pochłonąć dużo energii – dobrze jest wybrać konkretną strategię działania, bo przy tej karcie istnieje ryzyko, że coś przegapimy. Pochłonie nas świat fantazji. To przecież oderwanie od rzeczywistości. Próbowanie różnych rzeczy, ale nie ma umiejętności zakończenia. Może pokazać bardzo utalentowaną osobę, która nie potrafi się skupić na jednym i dojść do mistrzostwa. Oderwanie od rzeczywistości. Platoniczna miłość.
W pytaniach o zdrowie pokaże hipochondrie.
W pytaniach o pracę przestrzega, że transakcja może nie dojść do skutku. Ktoś może nas zwodzić.
Odwrócenie: pragnienie, chęć by coś wybrać, zdziałać, projekt, realizacja; głowa w chmurach, ukryty skarb. W tej pozycji pokaże logiczne, realistyczne myślenie, ustalanie priorytetów, mocne stąpanie po ziemi.
Rada: odkryj jakie jest twoje marzenie, cel, czego tak naprawdę chcesz i idź po to. Odkryj kim jesteś i porzuć złudne wyobrażenia na swój temat. Przestań idealizować i stań mocno na ziemi. Nie rozmieniaj się na drobne. Może musisz powrócić do 6 Kielichów, by odkryć czego potrzebujesz i co sprawia, że czujesz się spełniony.
 *Już raz pisałam o 7 Kielichów, a ten post to po prostu takie rozszerzenie i uzupełnienie --> stary post

Jeśli ten post Cię zainteresował, okazał się przydatny, to zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy: postaw mi kawę

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Sceny łóżkowe, egzorcyzmy i spacery ze smokiem - recenzja Medieval Tarot

Sceny łóżkowe, egzorcyzmy i spacery ze smokiem - recenzja Medieval Tarot

Moja kolekcja tarota powiększyła się o nową talię. Preferuję talie ezoteryczne, bądź rekonstrukcje dawnych talii. Co zatem się stało, że postanowiłam zakupić talię, która ani nie jest rekonstrukcją żadnego z tarotów, ani nie ma w sobie ezoterycznego przekazu? Nie wiem. Może to tranzyty Urana, a może urok tych prostych obrazów nawiązujących do średniowiecza?
W tej talii nic nie jest typowe i oczywiste. Ani nie jest to kolejny klon RWS, ani nawiązanie do Thota, ani produkt marsylopodobny. Gdy ją pierwszy raz ujrzałam nie spodobała mi się i poczułam rozczarowanie. Pomyślałam: „A więc to jest ten Medieval Tarot? Ee... Słabo.” Dopiero kolejne spotkanie pozwoliło mi dostrzec jej subtelny urok i pocieszność. Chociaż ciągle się zastanawiam co to za dziwaczną talię sobie sprawiłam!
Jest w niej luz, a nie średniowieczny patos i manieryzm. To zasługa artysty Guido Zibordiego Marchesiego, który na swoim koncie ma sporo różnych talii, w tym znaną i lubianą talię Bruegela, czy Giotta. Na tyle, na ile pozwoliła mi moja znikoma znajomość włoskiego i google tłumacz, poczytałam jego biografię. Dowiedziałam się, że jest znanym malarzem z artystycznej rodziny i lubi rekonstrukcje. To by wyjaśniało dlaczego jego talie to powroty do przeszłości, do dawnych stylów, epok i próba łączenia ich z nowoczesnością. Tyle o Marchesim, przejdźmy do głównego bohatera – Tarota Średniowiecznego.
Pocieszny, dwuznaczny, intrygujący – gdybyście mi kazali opisać go w trzech słowach wybrałabym właśnie te. Anty-ezoteryczny, więc jeśli macie już dość okultystycznych symboli, seksualnej alchemii upchanej w karty, kabały, numerologii, mistyki, plejadian i czakr, to może być to miła odmiana i odpoczynek. 

Karty są specyficzne i mają inne znaczenia niż RWS. Na przykład 7 Denarów oznacza dobroczynność i bardzo mocno przypomina 6 Denarów z RWS. 10 Mieczy pokazuje scenę rodem z „Egzorcyzmów Emily Rose”. Mamy tu jakąś próbę opętania przez siły ciemności. Tylko diabeł jest malutki. Na 5 Mieczy widzimy dwójkę aniołów okładającą rózgami pokutnika. Chyba to lubi. 6 Mieczy to podróż... ale najwyraźniej ostatnia, bo postać na karcie nie za bardzo się cieszy. Na 9 Mieczy pan wyprowadza na spacer smoka. Prowadzanie dziwnych zwierząt na smyczy powtarza się i w innych miejscach. Na 8 Kielichów pan sobie chodzi z dzikiem, 9 Kielichów to może nie spacer, ale pani ciągnie za łapę lwa, a druga z niewiast depcze żółwia. 


Niektóre obrazki nie od razu ujawniają swoje znaczenie. Na przykład 6 Kielichów – na pierwszy rzut oka mamy tutaj pikantny obrazek, jakiś dziwny trójkąt, w którym jedna z osób woli biernie obserwować niż działać. Po wczytaniu się w białą książeczkę dowiemy się, że ta karta symbolizuje wspomnienia, ten pan sobie marzy i wraca myślami do dawnych chwil. Na 2 Kielichów para siedzi na brzegu łóżka i patrzy sobie romantycznie w oczy. Love is in the air. Możemy się domyślać jaki byłby ciąg dalszy tej historii. Podobnie z 3 Kielichów, chociaż niby mówi o odpoczynku. Ale kto go tam wie. Moim zdaniem opisy z białej książeczki nie zawsze pasują do kart. Dziwny Giermek Denarów bije pokłon przed monetą, czy raczej się dystansuje? 

Wielkie Arkana i karty dworskie bardzo mi się podobają. Proste, czytelne. Pocieszny Diabeł jest trochę baśniowy, w ogóle nie kojarzy mi się z uzależnieniem. Raczej walecznym buntownikiem. Ognistą energią kreacji, z mocą, ambicją. Śmierć jest doskonała – wyraża idee memento mori, przypomina o przemijalności. Myślę, że będę jej używać bez białej książeczki, tylko raczej dam się w pełni ponieść wyobraźni. Bardzo dobra, nietypowa talia! Lubię!


Dla kogo: dla osób, które szukają nieszablonowych talii, nie są przywiązane do RWS, kochają klimat wieków średnich i lubią prostotę.
Z minusów: jakość mogłaby być lepsza, gramatura nie jest zbyt duża.

środa, 1 czerwca 2016

Przytul swój Księżyc

Przytul swój Księżyc
Dzień dziecka to dobra okazja, by znów poczuć beztroskę i luz. By nawiązać kontakt ze swoją częścią, którą można określić jako „wewnętrzne dziecko”. Do takiej analizy i przyglądania się sobie świetnie nadaje się rozkład „Wewnętrzne dziecko” z książki A. Chrzanowskiej „Świat tarota. Rozkłady”. Co to za rozkład i po co się go robi? Na przykład by odkryć tą naiwną, beztroską, wrażliwą, otwartą, ciepłą część naszej osobowości, z którą nie każdy z nas ma kontakt (to do Ciebie, Saturniku ;) ). Oznacza to nawiązanie kontaktu ze swoją wewnętrzną, dziecinną częścią, zintegrowanie wspomnień z dzieciństwa i zaakceptowanie ich. Wykrzesanie z siebie współczucia i miłości dla samego siebie. Przyjrzenie się swoim emocjom, uczuciom, potrzebom. Zadanie pytania o to, jakie jest Twoje wewnętrzne dziecko? Wściekłe? Urażone? Zafoszone? Smutne? Szczęśliwe? Pełne miłości? A może czegoś potrzebuje?

1. Co jest głównym problemem?
2. Co mówi na jego temat wewnętrzne dziecko?
3. Która z dróg do wewnętrznego dziecka została zablokowana?
4. Jak można otworzyć tę drogę?
5. W jaki sposób pomoże to w rozwiązaniu bieżących problemów?
6. Co w konsekwencji mi to przyniesie?

Troska o nasze wewnętrzne dziecko wiąże się z karmieniem Księżyca. To właśnie ta planeta pokazuje naszą receptywną, emocjonalną część, mówi o naszych potrzebach, dzieciństwie, relacjach z kobietami. Pokaże czy nasze wewnętrzne dziecko jest zbudowane z deficytów, czy może jest stabilne i spełnione. Praca z wewnętrznym dzieckiem to umiejętność czerpania z księżycowej energii, wyrażania jej i dzielenia się nią. Odcięcie od księżycowej energii może prowadzić do tego, że nie umiemy budować satysfakcjonujących związków, ani kochać siebie samych, borykamy się ze zdrowotnymi problemami czy emocjonalnymi zawirowaniami. To też przynosi sytuacje, w których nie pozwala się sobie na luz, a dąży do perfekcjonizmu i braku wytchnienia. Karmienie Księżyca, jak to uczy W. Jóźwiak, polega na tym, że robimy to, co wzmacnia daną energię i jest z nią zgodne. Zatem by skutecznie nakarmić Księżyc idealnym zajęciem jest praca w ogrodzie, dbanie o kwiaty, zabawa z kotami i psami, przytulanie się do mamy, wolontariat w schronisku. Ale i uświadamianie sobie swoich uczuć, kontakt z nimi. Zaufanie do siebie. Balans w dawaniu i braniu troski oraz ciepła. Zdrowe odżywianie, dbanie o ciało, o umysł, o harmonijne relacje z otoczeniem. Dużo przytulania. Przede wszystkim nauczenie się otwartości i spontaniczności – bycia niczym dziecko, które potrafi okazywać uczucia i nie chowa ich za kurtyną. Ani nie przejmuje się tak wszystkim, bo już po minucie coś nowego pochłania jego uwagę. Dla Księżyców w Koziorożcu może to brzmi jak powieść science-fiction. Uszkodzone Księżyce Saturnem, czy Plutonem też pewnie nie wiedzą jak to można ogarnąć. Ale powolutku - nie jest to wcale takie niemożliwe!
Tarotowy Księżyc mówi o tym, co ukryte, lękach, koszmarach, ale i wizjach oraz snach. Pokazuje, że wyobraźnia jest świetnym narzędziem do porządkowania trudnych treści, które się wyłaniają z głębin nieświadomości. Czyli mówi o tym, że sztuka, wszelka twórczość, jest idealną formą do radzenia sobie z deficytami księżycowymi. Szczególnie taka mocno spontaniczna i swobodna. Może być to doskonałym sposobem na przytulanie i karmienie Księżyca. A tarotowy Księżyc nam radzi: "zanurz się głębiej, wejdź w swój mrok i oswój go. Zaprzyjaźnij się ze swoim bólem i lękiem. Przytul swoje emocje i nie chowaj ich za kurtyną".

wtorek, 31 maja 2016

Tarot Rider-Waite'a to klon...Ridera-Waite'a? Wait...What?!

Tarot Rider-Waite'a to klon...Ridera-Waite'a? Wait...What?!


Tak moi mili, jedna z najbardziej znanych talii tarota nie jest wcale pierwszą i oryginalną wersją. A po prostu najbardziej spopularyzowanym wydaniem i to nieco różniącym się od oryginału. W zasadzie to te odmienności sprowadzają się do tego, że pierwowzór był malowany w mniej intensywnej tonacji, na rewersie są niebiesko-białe lilie i niektóre karty różnią się niemal niezauważalnymi detalami. 



RWS ma tyle różnych wariantów, że można się w tym pogubić. Giant, Golden, Radiant, Aquatic, Universal Tarot, Vice-Versa, Albano-Waite, Morgan-Greer... mam wymieniać dalej? Jest tego sporo, plus cały stos nowych talii, które do RWS bardziej lub mniej nawiązują. Jest w tych kartach wiele przypadkowości, ale i wiele symboli, których znaczenie przestało być używane i mało kto odczytuje tę talię przez pryzmat jej nawiązań do chrześcijaństwa. Zresztą Waite wydał drugą, mniej znaną talię (tzw. Waite-Trinick), w której jego system mistycznego chrześcijaństwa w pełni się zamanifestował. Talię RWS albo się uwielbia, albo nienawidzi. Niektórzy tarociści otwarcie wyrażali swoją niechęć do niej, jak np. A. Jodorowsky, który uważał, że to bardzo odpychająca talia. Inni twierdzili (m.in.W. Jóźwiak), że Waite'owi udało się jedynie zepsuć tarota. 


Jest w niej dużo mroku, a A. Waite do końca chyba nie rozumiał energii mieczy, albo po prostu rozumiał ją na swój depresyjno-mroczny sposób jako coś przykrego i bolesnego. Wystarczy otworzyć pierwszy lepszy opis dworu mieczy w „Pictorial Key to Tarot” i już widzimy w czym tkwi problem. Osoby, które potem przestawiają się na Thota mogą czuć małe zamieszanie widząc nagle, że miecze mogą nieść w sobie pozytywny przekaz. Po oswojeniu się można dostrzec, że jest w tym sens, bo przecież żywioł powietrza to umysł, intelekt, informacje, a nie smutek, wdowieństwo i pogrzeb!
Arthur Edward Waite przyszedł na świat 02.10.1857 r. w Nowym Jorku. Jego życie nie było usłane różami, może dlatego ten jego tarot ma taką smutną stronę? Jego ojciec, kapitan statku, zmarł podczas wyprawy morskiej w 1858 r. i został pochowany na morzu. Niedługo potem zmarła jego siostra. Wraz z matką i drugą siostrą przeprowadził się do Londynu. W 1874 stracił drugą siostrę, a wraz z tym traumatycznym wydarzeniem ogarnął młodego Artura kryzys wiary. Zwątpił w katolicyzm i rozpoczął swoją przygodę z teozofią. Jednak i to nie dawało mu pełnej satysfakcji, toteż zaczął pracować nad swoim własnym systemem duchowości chrześcijańskiej. W międzyczasie założył rodzinę i jako, że nie było mu łatwo wiązać koniec z końcem utrzymując się z tłumaczeń alchemicznych tekstów, podjął pracę jako kierownik handlowy w mleczarni. W 1924 jego żona zmarła i niedługo później Waite poślubił swoją uczennicę. 19 maja 1947 r. zmarł i tak w wielkim skrócie można przedstawić jego biografię.


Był nie tylko twórcą talii tarota, ale i historykiem ezoteryki, tłumaczem (to właśnie Waite zajął się przekładami dzieł Eliphasa Levi'ego), autorem książek z zakresu alchemii, kabały, mistycyzmu. Początkowo związał się z Hermetycznym Zakonem Złotego Brzasku. W 1903 roku Złoty Brzask się rozpadł i Waite przejął kontrolę nad Świątynią Izydy-Uranii, w której chciał wprowadzić praktyki związane z mistyką chrześcijańską. W 1914 jednak Waite zamknął świątynię, gdyż powstał konflikt związany z tym, iż wprowadzał do rytuału elementy mistyki chrześcijańskiej, a pozostali członkowie nie chcieli się na to zgodzić. A. E. Waite od 1900 coraz mocniej kierował się w stronę chrześcijaństwa interpretowanego przez pryzmat kabały. A jego kolejna talia, która powstała przy współpracy z J. Trinickiem, jest już bardzo mocno przesiąknięta mistyką chrześcijańską. Waite rozumiał tarota jako mapę pokazującą ścieżkę ze świata ludzkiego do boskości. Podobnie jak widzieli to kabaliści, według których każda karta była kolejnym etapem na drzewie życia. Zgodnie z tą interpretacją Wielkie Arkana pokazują ścieżki łączące poszczególne sefiroty.

W 1909 roku wydał talię, która stała się klasyką tarota. Są w niej nawiązania do ezoterycznego chrześcijaństwa, kabały, masonerii, astrologii, do symboliki, jaką posługiwał się Levi, Papus, czy P. Christian. W tej talii ogromną rolę odgrywają symbole słoneczne i złoto – pokazują duchową transformację, przejście od niskiego świata materii, do boskości i świetlistości. Róże to ukłon w stronę różkokrzyżowców – widać je w wielu różnych miejscach, choćby na karcie Śmierć. Kostucha dzierży w kościstej dłoni czarną flagę z emblematem mistycznej róży symbolizującej życie.Czy na karcie Głupiec - mężczyzna trzyma w dłoni biały kwiat. 
To, że chodził własnymi ścieżkami dobrze widać również w tym, że nie kopiował tarota złotobrzaskowego. Na przykład nie ma u Waite'a połączeń kart z hebrajskimi literami. Jest za to nawiązanie do celtyckiej mitologii i poszukiwania Św. Graala. To właśnie A.E. Waite zafascynowany szukaniem korespondencji między Celtami a Tarotem ułożył jeden z najbardziej popularnych rozkładów tarota – krzyż celtycki! Do tej pory jest on stosowany niemal przez każdą osobą parającą się dywinacją. Waite chciał ułożyć metodę prognozowania, którą nazwał „Starożytną Celtycką Metodą Wróżenia”, a jako że to stanowczo zbyt długa nazwa, to funkcjonuje obecnie jako „krzyż celtycki”. Chociaż Waite nie wyjaśnił na czym owo nawiązanie do Celtów polega i do dziś pozostaje to zagadką.






 Wielu tarocistów poleca początkującym by studiowanie tarota rozpoczęli właśnie od niej. Czy to najgorszy tarot na świecie, czy najgenialniejszy - nie mnie to oceniać. Na pewno bogaty w symbolikę i zawierający w sobie biografie swoich twórców. I wcale nie taki prosty, jak się potocznie myśli.
Tutaj post o inspiracjach Pameli Coleman Smith --> http://44odcienietarota.blogspot.com/2015/05/troche-o-ulubionym-kocie-pameli-colman.html

niedziela, 29 maja 2016

Saturniku, powstań z kolan!

Saturniku, powstań z kolan!
Gdy przychodzi na świat nowy Saturnik, to śmiało można mu podarować podręczny zestaw do samobiczowania. Prędzej czy później doceni ten wyszukany dar i zrobi z niego użytek. Na kolejne urodziny pejcze i biografię Św. Szczepana, ewentualnie portret Św. Wojciecha – każdy męczennik mile widziany na ścianie porządnego Saturnika. W końcu każdy potrzebuje źródła inspiracji, a spoglądanie na umęczoną twarz spragnioną duchowości jest dla Saturnika idealną pożywką. Zastanawiasz się czy mała rzeźba przedstawiająca Szymona Słupnika świecąca w ciemności to dobry prezent na 30 urodziny? Zdecydowanie! 

W tym odrobinkę prześmiewczym wstępie chcę pokazać, że tym, co lubią ludzie naznaczeni trudnym* Saturnem jest troska, martwienie się. Takie mają hobby. Jedni zbierają znaczki, inni lubią dalekie podróże, czy wspinaczkę wysokogórską. A saturniarz się martwi. Jak nie ma czym, to sobie coś wymyśli, znajdzie, wyszuka, albo wróci do czegoś z przeszłości, co dawno temu było źródłem utrapienia. Gdy opowiadasz coś Saturnikowi, on usłyszy najwyraźniej to, co najgorsze, najsmutniejsze i oczywiście weźmie to do siebie. Bo może mieć problem z odbiorem pozytywnych treści. Czasem przyswaja je z trudnością i z brakiem ufności. Jeśli coś miłego usłyszy, to zaraz uruchamia sobie w głowie głos wewnętrznego krytyka, który szepcze: „to pomyłka, nie chodzi o ciebie przecież”, „raz ci się udało coś fajnego, to przypadek”, „dupa tam”, „i tak umrę, na co mi to”. Jest to wewnętrzny system zaprogramowany na to, by Saturnik miał jak najmniej radości z życia. Bo w zasadzie o to mu chodzi – radość jest stanem, którego się boi. Gdy jest dobrze, to przeraża, że to minie i będzie zaraz gorzej, trudniej, boleśniej. Saturnik wybierze pesymistyczną wersję, bo w niej czuje się lepiej. Jak to powiedział Woody Allen w jednym swoim filmie: „Dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna... trucizny!”
Saturn karmi się dyscypliną, regułami, prawami, ograniczeniami, powagą, ascezą, wyrzeczeniem, ale też filozofią, astrologią. Wbrew pozorom saturnik ma swoją jasną i mocną stronę, której wiele zawdzięcza i która może go daleko zaprowadzić. Bo Saturn jest wytrwały i cierpliwy. Ta planeta może się niesamowicie pozytywnie zamanifestować! Bardzo istotne jest to, by osoba naznaczona Saturnem potrafiła dostrzec swoje mocne strony. Kolejnym punktem w tym procesie jest zaprzestanie karmienia tej planety. Najłatwiej jest to zrobić poprzez skoncentrowanie się na karmieniu jakiejś innej. Na przykład Wenus. Karmienie Wenus może się okazać całkiem fajne i stopniowo Saturnik osłabi swoją skorupę i koleiny. Odżywianie tej planety to otworzenie się na różnego rodzaju przyjemności, rozrywki, lenistwo. Pomocny może być również kontakt z Wenusowcem, którego energia załagodzi ciężkie wpływy Kronosa. Ale co zrobić z tymi myślami, które sprowadzają Saturnika w dół i odbierają radość życia? Może zabrzmi to banalnie, ale jest to dosyć trudne – kluczowe jest zarządzanie myślami. 

Zarządzanie myślami, czy emocjami łatwe nie jest. Jednak każda myśl, której poświęcamy uwagę jest zasilana i wzmacniana. Im więcej ma uwagi, tym trudniej jej się pozbyć. Aż staje się nawykiem, którego nie sposób usunąć bez włożenia w to większego wysiłku. Współczesna psychologia sporo mówi o tym jak skutecznie zarządzać (nie kontrolować, bo to jest siłowe i męczące) tym, co się dzieje w naszych głowach. Ale podobne techniki znane już były w dawnych Indiach, o czym możemy poczytać chociażby w Jogasutrach. Zarządzanie myślami i emocjami to bardzo istotny element jogicznej ścieżki:

witarka-badhane pratipaksza-bhawanam ||2.33||

Dosłownie oznacza to, że gdy tylko pojawią się negatywne myśli należy je zastąpić ich przeciwieństwem. Pozwala to przezwyciężyć wszelkie pojawiające się słabości. Negatywne myśli pojawiają się wciąż w umyśle z powodu sanskar. Można w uproszczeniu powiedzieć, że sanskary to ślady odciśnięte w umyśle. To one powodują pojawianie się kolejnych myśli, emocji, stanów umysłowych. Jest to takie samo-napędzające się koło, które można przerwać poprzez świadomy wysiłek. Niemoralne czyny, myśli czy słowa zostawiają negatywne ślady w nieświadomości. Patańdżali nie radzi aby krytykować siebie za negatywne myśli, ale aby zarządzić nimi gdy tylko się pojawią. Wjasa w swoim komentarzu tłumaczy to w następujący sposób: gdy tylko pojawi się myśl w rodzaju: „nienawidzę go“, „zazdroszczę wszystkiego“ itd., należy wytworzyć myśl przeciwną „kocham czujące istoty", „cieszę się szczęściem innych“ itd. Wjasa pisze:

„Płonąc w ogniu tego świata, przyjąłem schronienie w jodze poświęcając się dobru wszystkich istot; po wyrzeczeniu się negatywnych myśli gdybym znów do nich powrócił byłbym jak pies liżący własne wymiociny“.

Zrobiło się poważnie, Patańdżali musiał być Saturnikiem! Wjasa zresztą też na 100 % miał mocnego Saturna. Inaczej częściej sypali by żartami, a tak to jednak nie jest łatwo zgłębiać się w ich hermetyczny język. Zostawmy jednak na boku tę technikę i omówmy kolejną. Odpuszczanie i relaks – niektórym przychodzi to naturalnie, jednak Saturnik musi się namęczyć by się zrelaksować.
Bardzo pomocną techniką jest postrzeganie myśli i emocji jako chmur. Dostrzeżenie ich ulotnej, krótkotrwałej natury. Takie ćwiczenie pozwala stworzyć dystans i osłabia stopniowo wewnętrzną narrację. Myśl pojawia się i odpływa – niczym obłok na błękitnym niebie umysłu. Jest świadomość tej myśl i pozwolenie by zniknęła. Dotyczy to emocji – lęków, gniewu, zazdrości. Puszczenie emocji i myśli polega na tym, że nie zasilamy ich uwagą. Dobrze jest pomyśleć „to tylko myśli, to nie jest rzeczywistość, ale jakiś chwilowy, uwarunkowany stan”. Nawet jak to dużo cierpienia, typowa 9 Mieczy, a może nawet 10 Mieczy – stany bólu, kresu, depresji, braku nadziei. Można być 9 Mieczy – wejść w koszmar i nakręcać go myślami, trzymać się go kurczowo. Można też puścić myśli, emocje, lęki i zrozumieć, że one są równie uwarunkowane jak cała rzeczywistość. Powstają, bo coś je wywołało, a w innych okolicznościach znikają. Nie ma w nich żadnego trwałego rdzenia.
W talii RWS trójka mieczy przedstawia ból, który trwa, bo nie umie się odpuścić. Strzały bolesnych myśli przeszywają całe ciało. Człowiek przekuty na wylot niczym laleczka voodoo pogrąża się w głębokim smutku. A wystarczy odwrócić tę kartę i miecze wylecą. Obolałe serce się od nich uwolni i przyjdzie ukojenie. Zrozumienie, że póki trzyma się w sobie żal, pielęgnuje i zasila ból, cierpienie, wyrzuty sumienia, zmartwienia, troski, konflikty, to one trwają. Sami nadajemy im siłę. Tworzymy je i umacniamy. 

*Oczywiście Saturn dobrze postawiony może symbolizować wiele korzystnych i pozytywnych cech. Nie chcę demonizować tej planety.

poniedziałek, 2 maja 2016

Saturniku, naucz się odpoczywać! Lekcja Głupca dla saturników.

Saturniku, naucz się odpoczywać! Lekcja Głupca dla saturników.
Nie wiem kto wymyślił wakacje, ale musiała to być bardzo inteligentna osoba, która wie, co robi. Wakacje (z definicji) są najprzyjemniejszym okresem w życiu każdego człowieka. Chyba, że… no właśnie… chyba, że mamy do czynienia ze smutnym i zestresowanym saturnikiem, który unika wakacji jak ognia i brzydzi się odpoczynkiem. Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale z obserwacji wiem, że to jest bardzo prawdziwe. Taki saturnik ucieknie przed każdą formą relaksu, byle tylko mieć jak najwięcej pracy, obowiązków i grafik wypchany po brzegi na najbliższe lata. Można to nazwać pracoholizmem, a gdy pojawia się ten niewdzięczny przyrostek (-holizm), to już wiemy, że sprawa jest na tyle poważna, że pora przestać się uśmiechać. Pracoholizm jest zaburzeniem przypominającym inne uzależnienia – alkoholizm, od hazardu, seksoholizm. Pracoholik od czegoś ucieka, albo „coś sobie robi”, tym, że jego życie wypełnione jest pracą, obowiązkami i kompulsywną potrzebą zajmowania się czymś. Niby wydaje się to świetne – pracowitość jest doceniania w naszej kulturze. Pracoholicy wiele osiągają, mają dużo pieniędzy i wspinają się po szczeblach kariery. Dlaczego więc to uzależnienie miałoby w ogóle być problemem? Czy osoba o zdrowych zmysłach może komuś wytykać to, że pracuje za dużo?

Nawet, gdy taki saturnik zostaje zmuszony do wakacji, to myśli o pracy. Idzie na randkę, a w głowie ma wykresy i tabelki, którymi zajmie się, gdy tylko wróci. Ogląda film i ma wyrzuty sumienia, że nie powinien. A potem, gdy już wyczerpanie sięga zenitu zapisuje się na jogę i mindfullness by zaradzić problemom z kręgosłupem, krążeniem, stresem i wrzodami. A można przecież tego uniknąć. Znam przypadek osoby, która trafiła do szpitala z powodu swojego pracoholizmu i wypisała się po 30 godzinach bo już nie mogła wytrzymać bez pracy!
Well, wychodzi na to, że to nie żarty. Pracoholizmowi towarzyszy chroniczny stres, napięcie, problemy ze snem, obniżony nastrój. Pamiętajcie o tym, że stres jest cichym zabójcą – powolutku kradnie całą energię, osłabia, pojawiają się wrzody, choroby układu krążenia, wyczerpanie i śmierć. Osoby narażone na długotrwały stres wypalają się psychicznie, fizycznie, energetycznie. Tracą radość życia. Taki pracoholik trzyma się więc tej swojej pracy, bo już tylko ona nadaje jego egzystencji jakąś namiastkę sensu. Kolejne sukcesy cieszą na chwilę, bo gdy przejdzie krótki entuzjazm pojawia się pustka i poczucie, że to wciąż za mało. Nie ma nic smutniejszego. Osoby z uszkodzonym Saturnem, albo wyrazistym i mocnym, bez pozytywnego wsparcia innych planet, chyba wiedzą o czym tu mówię. Koniunkcje (opozycje, kwadratury) Saturna z Marsem, czasem z Księżycem, Pluton połączony z Saturnem – czujecie ten problem? Jeśli tak, to teraz drugi krok – przezwyciężenie pracoholizmu.

Jak przezwyciężyć pracoholizm i odzyskać radość życia? I tu pora na to, aby wkroczył Głupiec i jego lekcja! Jedna z najbardziej beztroskich kart. Głupiec nie wie co go czeka za zakrętem, ale nie musi wiedzieć – fascynuje go przygoda. Cieszy się życiem i niespodziankami, jakie ono niesie. Czeka na nie z otwartością. Nie potrzebuje kontrolować siebie, bo idzie z falą wydarzeń i daje się jej nieść. Ma w dupie konwenanse i reakcje innych ludzi. Jest wolny. Całkowicie i w pełni wolny. Robi co chce, szuka nowych wyzwań. Wszystko, co go spotyka jest doświadczeniem, które sobie zbiera do worka. Odpuszcza i idzie dalej. Doskonale balansując w tym pokręconym tańcu rzeczywistości. Jest tak bardzo wolny, wewnątrzsterowny, że nikt nie może wpłynąć na jego samopoczucie. To doskonale czysty umysł zen – nie ma dla niego żadnych ograniczeń, barier, problemów. Życie jest przygodą, tańcem, polem doświadczeń. Ma w sobie luz. Jest pełen dystansu, auto-ironii, poczucia humoru. Nie traktuje życia zbyt poważnie, bo wie, że to tylko sen, iluzja, maja, matrix, projekcja, domek z piasku. Dlatego ma dużo dystansu i śmieje się ze wszystkiego.
Czy Saturnik może stać się Głupcem? Zabetoniony w swoich saturnicznych koleinach może wejść w beztroskę i luz? Tak. Może i nawet powinien się tego nauczyć. Poddać się temu intuicyjnemu głosowi, który mówi, by nie traktować niczego aż tak bardzo serio. By zainteresować się filozofią slow life, slow food i w ogóle slow. Zwolnić i być tu i teraz w pełni. Uspokoić umysł, myśli, serce. Wejść w rytm fal kosmosu i bawić się ich przepływem. Tak jak beztroski i naiwny Głupiec, który nie myśli za dużo. I to jest jego największym atutem.

Copyright © 2016 Odcienie Tarota , Blogger